Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
TOLA I PRZYJACIELE_ CYRK ZMIERZCHU CZ.1
W malowniczej wiosce Tarnogóra, u podnóża łagodnych wzgórz, życie płynęło niespiesznie. Wioska była znana z krystalicznie czystej rzeki, która szemrała przez pola, oraz z trójki niezwykłych przyjaciół. Była wśród nich Tola, z burzą kasztanowych loków i bystrym spojrzeniem. Jej głowa pełna była książkowej wiedzy, a każda lekcja historii czy fizyki wchodziła jej do głowy z łatwością. Gdy inni grali w piłkę, Tola z nosem w encyklopedii często znajdowała rozwiązania problemów, zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę, że w ogóle istnieją.
Obok Toli stał Aleksander, chłopiec o sylwetce zapaśnika i sercu lwa. Jego pięści były szybkie, a instynkt obronny wyostrzony. Jeśli ktoś w Tarnogórze potrzebował obrońcy, Aleksander zawsze był pierwszy do walki, szczególnie gdy zagrożeni byli jego przyjaciele. Często wdawał się w drobne utarczki, ale zawsze w słusznej sprawie.
Trzecim z nich był Patryk, chudy, zamyślony chłopiec, którego jedyną miłością, poza przyjaciółmi, były śrubki, kable i tajemnicze mechanizmy. Jego pokój wyglądał jak laboratorium szalonego naukowca, a z warsztatu często dochodziły dziwne dźwięki – to Patryk pracował nad kolejnym, nieprawdopodobnym wynalazkiem.
Pewnego słonecznego popołudnia, Tarnogórę obiegła ekscytująca wieść: do wioski przyjeżdża cyrk! Wielki, barwny namiot rozłożył się na skraju lasu, a z głośników popłynęła wesoła muzyka. Dzieciaki z wioski oszalały z radości. Nawet dorośli z zaciekawieniem patrzyli na dziwaczne pojazdy, które przywiozły do Tarnogóry artystów.
Dyrektorem cyrku okazał się być enigmatyczny Magister Zmrok, wysoki, smukły mężczyzna o przenikliwych oczach i nienagannych manierach. Jego głos był niski i hipnotyzujący, a każdy jego ruch emanował tajemniczością. Cyrk „Magiczny Zmierzch” szybko stał się atrakcją numer jeden. Występy iluzjonistów zapierały dech w piersiach, akrobaci wywijali cuda w powietrzu, a klauni rozbawiali do łez.
Jednak Tola, Aleksander i Patryk zaczęli zauważać coś dziwnego. Po każdym przedstawieniu, wielu widzów wydawało się być niezwykle zmęczonych, wręcz wyczerpanych. Starsi ludzie skarżyli się na nagłe osłabienie, a nawet młodzi, pełni energii chłopcy, po wyjściu z cyrku, wyglądali, jakby przebiegli maraton.
„To nienormalne” – stwierdziła Tola, przeglądając w bibliotece starą księgę o folklorze. „Ludzie nie powinni być tak zmęczeni po zabawie.”
Aleksander skinął głową. „Kiedy wychodziliśmy z cyrku wczoraj, dziadek Stach wyglądał, jakby miał zemdleć. A przecież jeszcze przed chwilą żartował z klaunami.”
Patryk, z nosem w swoim notesie, mruknął: „Mierzyłem natężenie pola elektromagnetycznego wokół namiotu. Są tam jakieś dziwne fluktuacje, których nie rozumiem.”
Postanowili przyjrzeć się sprawie bliżej. Pod osłoną nocy, uzbrojeni w latarkę Patryka i determinację, zakradli się pod cyrkowy namiot. Przy użyciu specjalnego urządzenia Patryka, które reagowało na dziwne energie, zdołali znaleźć ukryte przejście prowadzące do podziemi.
W podziemnym labiryncie, oświetlonym migoczącymi świecami, odkryli przerażającą prawdę. Magister Zmrok nie był zwykłym iluzjonistą. Był kilkusetletnim czarnoksiężnikiem, który od wieków wędrował po świecie, wysysając życiową energię z niewinnych ludzi podczas swoich występów, by podtrzymać własne życie. Patryk zauważył skomplikowane maszyny, które wchłaniały mglistą, świetlistą substancję z kryształowych kul, do których trafiała zebrana energia. Tola, zbladła, rozpoznała symbol na jednej z maszyn – starożytny znak, który w legendach oznaczał nekromancję.
Nagle, z cienia wyłonił się Magister Zmrok. Jego uśmiech był zimny i pełen złośliwej satysfakcji. „Młodzi, zuchwali intruzi” – zasyczał. „Zbyt dużo wiecie.”
Czarnoksiężnik uniósł dłoń, a z jego palców wystrzeliły mroczne cienie, które owinęły się wokół przyjaciół. Aleksander, bez wahania, rzucił się do przodu, próbując odeprzeć atak. Choć Magister Zmrok był potężny, Aleksander, dzięki swojej wrodzonej sile i odwadze, zdołał odepchnąć pierwsze zaklęcie, dając Toli i Patrykowi cenne sekundy.
„Musimy odłączyć zasilanie!” – krzyknął Patryk, wskazując na główny kabel, który zasilał maszynerię.
Tola, błyskawicznie przypomniała sobie schematy elektryczne, które kiedyś czytała z nudów. „Są trzy główne punkty zasilania! Musimy je zneutralizować!”
Magister Zmrok, rozwścieczony ich oporem, rzucił potężniejsze zaklęcie. Tym razem to Tola stanęła przed nim, wznosząc tarczę z błysku czystej inteligencji. Pamiętała, że niektóre starożytne zaklęcia można odbić, rozumiejąc ich konstrukcję. W jednej chwili, wypowiedziała formułę, którą zapamiętała ze starej księgi. Choć nie była to prawdziwa magia, jej spokój i pewność siebie, połączone z nagłą dekoncentracją czarnoksiężnika, spowodowały, że zaklęcie uderzyło w ścianę, rozsypując kamienie.
W tym czasie Patryk, zręcznie jak nigdy, zaczął manipulować kablami. Iskry latały, a w powietrzu rozniósł się zapach ozonu. Z ogromnym hukiem, jeden z obwodów został przerwany. Światła w podziemiach zamigotały.
„Jeszcze dwa!” – krzyknęła Tola, wskazując na kolejne kable.
Aleksander, wykorzystując zamieszanie, rzucił się na czarnoksiężnika, powalając go na ziemię. Choć Magister Zmrok był stary, wciąż posiadał nadludzką siłę. Rozpoczęła się zacięta walka, podczas której Aleksander, mimo przewagi wroga, walczył z determinacją, by dać Patrykowi i Toli czas.
Patryk, spocony, ale skupiony, odciął drugi obwód. Światła znów przygasły, a maszyny zaczęły wydawać z siebie dziwne, zgrzytliwe dźwięki. Magister Zmrok, osłabiony i rozproszony, z trudem odepchnął Aleksandra.
„Ostatni!” – zawołał Patryk, rzucając się na ostatni kabel.
Czarnoksiężnik zebrał resztki sił i rzucił ostatnie, desperackie zaklęcie. Ciemna kula energii pomknęła w stronę Patryka. Ale Aleksander, instynktownie, osłonił przyjaciela własnym ciałem. Uderzenie było potężne, ale nie śmiertelne. Energia, pozbawiona części mocy, jedynie odrzuciła go na bok.
Patryk, z drżącymi rękami, przeciął ostatni kabel.
Nagle, wszystko zgasło. Podziemia pogrążyły się w absolutnej ciemności. Maszyny ucichły, a dziwne, mgliste substancje, które unosiły się w powietrzu, zniknęły.
Z głębi cienia rozległ się jęk. Magister Zmrok, pozbawiony źródła energii, zaczął gwałtownie się starzeć. Jego ciało skurczyło się, skóra stała się pomarszczona, a włosy posiwiały w jednej chwili. W ciągu kilku sekund, zniknął, pozostawiając po sobie jedynie kupkę popiołu i kurz.
Tola, Aleksander i Patryk, z biciem serca, użyli latarki, by odnaleźć drogę powrotną. Wychodząc na powierzchnię, powitał ich świt. Powietrze było świeże i czyste, a w oddali słychać było śpiew ptaków.
Wioska Tarnogóra nigdy więcej nie gościła cyrku „Magiczny Zmierzch”. Ludzie, którzy wcześniej czuli się wyczerpani, z każdym dniem odzyskiwali siły. Przyjaciele nigdy nikomu nie opowiedzieli całej prawdy o tym, co wydarzyło się pod cyrkowym Namiotem
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania