TOM I - "Między nocą a świtem" - Pierwsza Iskra
Nie było jeszcze rozbiorów.
Był cień.
Cień obcego języka
na radach,
na decyzjach,
na przyszłości.
W Barze nie zbierano legend.
Zbierano odwagę.
Szlachta, która mogła milczeć,
wybrała sprzeciw.
Nie dlatego, że była silna.
Dlatego, że czuła,
jak ziemia usuwa się spod nóg.
Nie było wielkiej armii.
Były przysięgi składane szeptem.
Były konie,
które niosły więcej wiary niż żołnierzy.
Imperium patrzyło z chłodem.
Wiedziało, że iskra
łatwo gaśnie w deszczu.
Ale iskra ma jedną przewagę —
nie potrzebuje zgody,
by zapłonąć.
Konfederacja nie była zwycięstwem.
Była początkiem.
Pierwszym gestem,
który mówił:
nie jesteśmy jeszcze martwi.
Po niej przyszły kary.
Zsyłki.
Rozpad.
Ale zanim mapa została rozdarta,
zabrzmiał sprzeciw.
I może właśnie dlatego
Barska nie jest opowieścią o chwale,
lecz o decyzji.
Bo wolność nie zaczyna się od triumfu.
Zaczyna się od słowa
„dość”.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania