Topola
Razu pewnego, idąc leśnym traktem
stanąłem zadumany pod starą topolą,
gdzie niegdyś połączyłem duszę swoją paktem
z Mefistofelesa niegodziwą wolą.
Spoglądałem na liście kołysane przez wiatr,
na padające spośród nich słoneczne promienie.
Przypomniałem sobie wnet co powiedział mi brat:
"Życie, mój drogi, to bezkresne cierpienie".
Smutek ogarnął mnie tak jak i trwoga,
łzy padły na gnijące, ciemne runo lasu,
spojrzałem w błękit nieba szukając tam Boga
lecz znalazłem jedynie bezsens swego czasu.
Otwarła się dawno zagojona rana,
poczułem jak nadzieja ulatuje z mej piersi.
Wzywałem, ach, wzywałem imienia tegoż Pana,
który, miast pomocy, zesłał mi widmo śmierci.
Stałem płaczący pod spróchniałą topolą
myśląc o tym, co było, co z głupoty straciłem.
Wyjąłem wtem łańcuszek z zawieszoną na nim fiolą.
Łyk wystarczył, bym pożegnał się z życiem i swą wolą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania