Topole
Jekaterynburg 2 marca 1917 r.
Idę przez dzielnicę przemysłową. Wokół alei rozciągają się trzypiętrowe, kamienice. Nie wiem czy są to może małe fabryki, czy robotnicze mieszkania. Tutaj nie można być tego pewnym. W europejskiej części Imperium powiedział bym że są to mieszkania, za Uralem zaś, byłyby to małe fabryki, typowe dla tamtych stron. Jestem jednak w mieście, tak niefortunnie położonym, że nie sposób powiedzieć co to jest. Zresztą w tym mieście nie można być niczego pewnym. To myśląc odwróciłem się i spojrzałem w głąb alei. Nikogo. Na szczęście. Odkąd w Moskwie byłem śledzony przez dwóch agentów Ochrany, wydaje mi się że stale ktoś mnie śledzi. Skąd wiedziałem że to byli agenci? Rozpoznałem ich. Niegdyś będąc w Moskwie, przy okazji odwiedzin przez Cara, wielkiego księcia Mikołaja, zaproponowano mi współpracę. To też stało się źródłem moich późniejszych kłopotów. Z racji tego że należałem do dworu Mikołaja II, nie byłem zwykłym agentem. Miałem dbać o niezależność Carskiej rodziny, likwidując tego który im zagrażał. Mniejsza z tym. Podczas pobytu w siedzibie ochrany byłem świadkiem rekrutacji dwóch nowych rekrutów. Wielkie było moje zdziwienie, gdy ujrzałem ich ponownie, w Moskwie, w styczniu tego roku, gdy szli przez całe miasto, krok w krok za mną. Ponownie się odwróciłem. Nadal nikogo. Trochę to dziwne. Ulice jednego z największych miast Rosji powinny być zapełnione, a na całej długości alei, aż do cerkwi nie było żywego ducha. Dziwne mi się wydawało że organizacja która mnie zatrudniła, obróciła się przeciw mnie. Rozumiem dlaczego gwardia mnie szuka, ale dlaczego Ochrana? Tego nie mogłem zrozumieć. Odwróciłem się. Nikogo. Znowu. Zmierzałem w kierunku jedynego znanego mi w tym mieście hotelu. Tam odpocznę przed dalszą podróżą.
3 marca 1917 r.
Siedzę w fotelu, w pokoju hotelowym, paląc cygaro. Car abdykował. Dowiedziałem się o tym dzisiaj rano. Portier mówił że to przez rosnącą nieopodal Jekaterynburga, topolę. Mówił że te drzewa posiadają magiczną aurę, że są w stanie kontrolować ludzkie umysły, że potrafią się komunikować z niektórymi ludźmi. Ta była wyjątkowa, gdyż nawet jego dziadek nie był w stanie powiedzieć, kiedy ona wyrosła. Mówił że była to jedna z dwóch, w całej Rosji które utrzymują magiczną aurę pozostałych, co od pradawnych czasów było zaporą, która chroniła Rosję przed upadkiem. Mówił że gdyby nie one, to nastąpił by okres mroku i wszechobecnego zła. Dziś rano miał uderzyć, w nią piorun.
To zwykłe chłopskie zabobony. Dla nich wystarczy mały zbieg okoliczności aby wymyślić jakąś legendę którą będą wciskać przyjezdnym. Od małego byłem uczony, że chłopom nie wolno ufać. Topola musiała zostać podpalona, bo cały ranek niebo było pogodne. Nie jestem też pewny czy to co mówili o Cesarzu, ale jednak jeśli to prawda to muszę stąd wyjechać. Gdy rady przejmą władzę, to nam nie darują i wezwą policję do tego aby odnaleźć, wszystkich związanych z zabójstwem Rasputina. Zgadza się. Ochrana nakazała mi, przekonanie Jusupowa do zabójstwa Rasputina. Byłem przy tym obecny dlatego wyjechałem z Petersburga.
Zaciągnąłem się bardziej cygarem i wyciągnąłem mapę Imperium. Po godzinie doszedłem do wniosku że najlepiej będzie wyjechać do Petropawłowska Kamczackiego. Podróż zajmie mi kilka miesięcy, jednak może nikt mnie tam nie odnajdzie.
Podniosłem wzrok znad mapy i niechcący spojrzałem się na okno.
Dostałem kiepski pokój. Jedyne okno wychodziło na drogę. Po jej drugiej stronie rosła wielka topola, tak jak na całej drodze. Ciarki mnie przeszły po plecach. Od małego bałem się tych drzew. Bywałem wtedy często w pewnym dworku, w Kraju Przywiślańskim. Dworek był otoczony tymi drzewami. Zawsze wydawało mi się, że one do mnie mówią i chcą mnie zabić. Od wtedy zawsze się ich panicznie bałem. Nagle zrobiło mi się zimno. Przypomniałem sobie historię portiera.
Muszę myśleć racjonalnie – powtarzałem sobie – To tylko głupie chłopskie zabobony-
Gdy już się uspokoiłem, zacząłem się pakować. Wyszedłem z pokoju, zszedłem na parter i wyszedłem z hotelu. W tym momencie zamknąłem oczy. Na bokach ulicy rosły przecież topole. Po omacku dostałem się do dzielnicy przemysłowej którą szedłem wczoraj. Dotarłem do dworca i kupiłem bilet do Władywostoku. Wyjeżdżam dziś.
Władywostok 22 marca 1917 r.
Wyszedłem z budynku dworca. Odetchnąłem świeżym morskim powietrzem. Od prawie pół roku nie widziałem morza. Zszedłem ze schodów, prowadzących do dworca, na plac znajdujący się przede mną.
Rzuciłem pięć rubli dorożkarzowi i rozkazałem się wieźć na nabrzeże.
Jadąc minęliśmy siedzibę gubernatora. Obsadzoną dookoła topolami. Brr...
Gdybym to ja był gubernatorem wyciął bym te drzewa, w całej prowincji.
Na szczęście, docieraliśmy już do portu.
Na nabrzeżu zauważyłem Dimę – mojego znajomego, jeszcze z Petersburga, który był oficerem floty bałtyckiej. W 1915 roku został wysłany tutaj w związku z jakąś misją, którą zamierzał przeprowadzić admirał Kołczak. Kazałem zatrzymać dorożkę, wysiadłem z niej, i przywitałem się z przyjacielem. Poszliśmy w kierunku promu którym mamy popłynąć na Kamczatkę. Po wejściu na prom postanowiłem wypytać trochę Dimę o sytuację w kraju. Poszedłem do swojej kajuty, zostawiłem tam swoje rzeczy, i wyszedłem znowu na pokład. Tam spotkałem Dimę który z kimś się kłócił. Przysiadłem na ławce, wyciągnąłem cygaro, zapaliłem je i mocno się zaciągnąłem. Kątem oka spostrzegłem że ten ktoś odchodzi od Dimy. Przez chwilę zastanawiałem się – czy wyrzucić cygaro, i podejść do Dimy, czy dopalić do końca. Ostatecznie uznałem że podejdę. W końcu muszę wiedzieć co się dzieje w państwie.
Dima, wiesz ty może co się teraz w kraju dzieje?- Zapytałem
A ty co, nic nie wiesz!- zdziwił się. - Car, na dniach abdykował
władzę przejęły Rady, które utworzyły rząd, na czele którego stanął książę Lwow.
Naprawdę? – zdziwiłem się. Czyli jednak to co słyszałem od chłopów było prawdą.
Człowieku gdzie ty byłeś przez ostatni miesiąc!?- zapytał Dima.
Przecież przez ten czas próbowałem tu dotrzeć.
Zawsze byłeś blisko rodziny Cara – powiedział Dima – Ty ale czego ty tutaj szukasz co? Przecież na Kamczatce prawie nic nie ma.-
Nieważne – odburknąłem – tajemnica państwowa.
A was przypadkiem Rady nie rozwiązały – zapytał Dima – Co robisz taką minę. Przecież wszyscy wiedzą że jesteś agentem.
Już miałem się odgryźć, ale przyszedł inny oficer i zawołał Dimę, do siebie. Rozpoznałem pagony. Kontradmirał. Admirał tutaj! Na takim odludziu. Ciekawe jaki chaos musi panować w Europie. Jeszcze do tego, Ochrana rozwiązana! Teraz wiem dlaczego odpuścili w Jekaterynburgu.
Słońce zaczęło zachodzić. Wróciłem do swojej kajuty. Chciałem jak najszybciej odpocząć.
6 listopada 1917, Petropawłowsk Kamczacki.
Zaczyna mnie już ponosić. Ponownie okno hotelu wychodzi na topolę. Ta jest jednak inna niż wszystkie. Przysiągł bym że ma nawet sto metrów wysokości! Pisałem już pięć skarg, do gubernatora. Argumentowałem że to drzewo zagraża ludziom, że może spaść. Widać zresztą po nim że jest już stare. Wszystkie odrzucone przez lokalne zabobony. Co ciekawe pokrywają się one z bzdurami zasłyszanymi w Jekaterynburgu. Kupiłem dzisiaj w koszarach trochę dynamitu. Na początku nie chciano mi sprzedać co jest zrozumiałe, ale pokazałem legitymację Ochrany, i powiedziałem że to w celach służbowych. Na szczęście informacje docierają tutaj z dużym opóźnieniem.
Wziąłem dynamit i wyszedłem z hotelu. Było około północy.
Pod osłoną nocy nie bardzo widać topoli, więc mogłem podejść do samego
pnia. Zamontowałem dynamit i oddaliłem się. Nagle podniósł się wiatr, i od pnia rozległo się ostre niebieskie światło. To nie był dynamit, bo lont się jeszcze palił. Wtedy to poczułem. W jednej chwili uwierzyłem w opowieść portiera z Jekaterynburga. Drzewo nawiązało ze mną kontakt. Zrozumiałem że jest to ostatnia wielka topola która podtrzymuje magiczną aurę, która chroni Rosję. Nagle rozległ się wybuch. Kontakt się urwał, a topola zaczęła się chwiać. W moją stronę. Ja nie potrafiłem się poruszyć mając w myślach tylko to, że prawdopodobnie zniszczyłem Rosję. Rozległ się potężny trzask, i wszelkie moje myśli zgasły.
Petersburg noc z 6 na 7 listopada 1917 r.
Na placu wśród tłumu, niosącego czerwone sztandary, stał niski łysy człowiek, o nieco mongolskiej aparycji. W oddali rozległ się wystrzał.
-To będzie dla nas wielki dzień, towarzysze – zwrócił się do tłumu Lenin – To będzie wielki dzień...
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania