Torpor 3.0.
Tchnij nowość w zbrukane nadzieje, w inkarnację odmiennego przeznaczenia
Zawierz swoją niezachwianą wiarę i logiczności odrealnienia
Zaprezentuj majestatycznie zasłonę z prochów i dźwięków nieskończonych możliwości
Zaakceptuj nawracające odczucie letargicznej i dualistycznej w swoim naturalnym rdzeniu nicości
Utkaj ją z włókien zwątpienia i nici niezmiennego intymnego pragnienia
Pogrąż się bez skrępowania w morzu krwistym oczyszczającym zgniliznę dawnego nieszlachetnego przewidywania
Rozkwitnij je od wnętrza jak wiosenny kiełek budzący się do życia krusząc skorupy zimowego szronu
Przęsło inicjatywne, przez które musisz przejść ustronnie w konsternacji tracąc grunt pod stopami prąc po omacku do przodu
Kalejdoskopowe cielesności drgające naprzemiennie w kontrastywnej białej pauzie
Jak i materie nieorganiczne, oscylujące w upojonej halucynacji – zaprawdę niezmienne w swojej aurze
Wielowątkowa rozpacz przygotowanej do afirmacji tejże wcześniej zobojętnionej pożogi
Zatrucie odrzutami erudycji starannie przeszywające na wskroś przez sztylet mój drogi
Zaślepienie zawodzące najdoskonalszym warunkiem - oświecającym imitacją przyjemności przyciszoną na obietnicę udoskonalenia.
Zapomnienie ideałów i krystalizowanie pragmatyczności niegodziwych nastanie epoka wyjścia z wytwornego cienia
Albowiem dostosowano indywidualną rzeczywistość do rezultatu triumfu asymetrii
Pod wpływem teurgicznego ukojenia, w spojrzeniach ich zawstydzających pulsuje echo niezrozumienia pierwotnej definicji celowości
Zanurzając się w niestabilności dusza bywa podatna na zniekształcenia
Wkręcona w spiralę torporu hibernuje w lepszej świadomości
Ostrożnie przekraczając granice, każda z nich wrażliwa wobec sofistycznego splugawienia
Zatracając rzekę wolnych myśli na ołtarzu eklektycznej symbiozy światłości i ciemności
Potok niecnej retoryki subtelnie zaciera różnice między zniszczeniem a tworzeniem
Przyodziej mnie w egzystencjalne szaty okrywające niewymuszoną w blasku istność
Ukryj moją koronę między drzewami spowitymi szeleszczącymi gałęziami i mgłą bezpieczną od obnażenia
Letarg nieukojnych pragnień spoczywa wyłącznie na moich barkach
Ciężar oprawiający nieprzepracowane ręce przenika przez kapryśne architektury nieodżałowanych postępowań
Odrzuć nieuzasadnione i iluzoryczne poczucie sentymentalnego samobiczowania, przekieruj prądy wadliwego przewodnictwa
W kaplicy teraźniejszości konflikt spisuje światotwórcze kodeksy kolejnego odrodzenia
Konformistyczny labirynt nieregularnie ograniczający większy potencjał i widmo większej chwały
Nie będąc w pełni wiedzy w jakim znajdujesz się położeniu, narażasz się na przerwanie chroniczności okazywania empatii
Zmysły spójnie odsłonięte i narażone na zdyskredytowanie karty przewodniej własnojaźniowej sympatii
Wcieleniu apatyczności, wykluczony z koncepcji zbiorowości i mistycznego narzeczeństwa
Przybierając formę dumnego jedynowładcy, pana zgorzkniałego wzgórza alchemicznego szaleństwa
Królem i królową z rozdartym na pół srebrnym pierścieniem przymierza i złotą koroną złączonej suwerenności – stojąc na piedestale popękanych kości nieprzeżutych wrogów i wyblakłych litości
Tożsamością z esencją przeszytą; w sercu rozszczepioną, rozedrganą, i niekompletną – nieharmonijnym animusem i nieharmonijna animą.
Zawiesiną między rdzawą przestrzenią a zahartowanym zanegowaniem;
Między tym, czym cholernie mnie przypominasz w swojej inności, a tym czym wzbudzasz we mnie eteryczne rozpoznanie współczującym transcendentnym pożądaniem
Zanurzając się w niestabilności dusza bywa podatna na zniekształcenia
Wkręcona w spiralę torporu hibernuje w lepszej świadomości
Ostrożnie przekraczając granice, każda z nich wrażliwa wobec sofistycznego splugawienia
Zatracając rzekę wolnych myśli na ołtarzu eklektycznej symbiozy światłości i ciemności
Przemawiają cienie archetypowe, nieskrępowane w szale pozornych sylwetek stonowanych pionowo
Przeklęty krąg rozpalonej łuny - zapełniający somatyczne miriady fragmentów niepewności rozpadających się warstwowo
Kiedy więc rozjaśnieje ostatnia iskra wyzwolenia wraz z napięciem impulsywnej eksplozji ?
Przywrócenie nostalgicznych wspomnień wzmacnia lecz nie odwraca stanu afektywnej implozji
Pierwsze promienie dzisiejszego świtu odbijają stopniowo aureolą opalizującej popioły i dary inspiracji
Przestrzeń niezmącona nie powinna zniweczyć planu utrzymania świętego opanowania spośród nieregularnego wcielenia
Czy niewzruszona prawdowierność wydobędzie się z objęcia selektywnej ciszy niewypowiedzianej tonacji ?
Tam gdzie rozkłada się na kakofonie nieskrępowane ambiwalentne zamiast na akordy pełnoprawnego spełnienia
Podbierając owoce zła z gaju twojego pewnego artyzmu, zapał uduchowienia uwydatnia jedno albo dwa odbicia nieprzerwanych kosmyków
Którą postawą powinien się indywidualista kierować pozostając altruistą – będąc obrońcą ludu czy może rozbłyskiem jednego albo dwóch promyków ?
Prawdopodobnie nierozpoznanie eterycznej reakcji utrudnia przebicie murów do lepszego imienia niż wytrwałego drzewa cisu albo płatków ognistych
Być może twierdza nie detronizuje namiestników wniebodostąpienia, lecz zamyka werdykt między zapomnianym dla upadłych a odnalezionym dla wzywających
Selekcjonując aurorę z palety chromatyczności, doskonale wiesz kiedy zapieram się własnej podświadomości
Czy może nienawiść do symboliki impulsywnego rubinu nie jest zwierciadłem introwertycznej symfonii ?
Czy może umiłowanie do symboliki uzdrawiającego szmaragdu nie jest ślepą idealizacją najdoskonalszej eutopii ?
Czy może wierność doceniania piękna w czerni - kruczej, ponurej, wyrafinowanej, przerażającej, wrażliwej; sporadycznie elegijnej, sporadycznie tętniącej w tajemniczości ?
Zanurzając się w niestabilności dusza bywa podatna na zniekształcenia
Wkręcona w spiralę torporu hibernuje w lepszej świadomości
Ostrożnie przekraczając granice, każda z nich wrażliwa wobec sofistycznego splugawienia
Zatracając rzekę wolnych myśli na ołtarzu eklektycznej symbiozy światłości i ciemności
W wiekuistości rozmyślnej ignorancji warkocz czasu opada na wietrze nielinearnie – luminacje naświetlają pętle wizji gorejących
Wypełniając spektrum afektów roziskrzonych… efemerycznych i nieujarzmionych…
Przyjmując posmak imbirowej słodyczy – pieszczot kapryśnego losu ambicji na nowo rozpalających i subtelności bezdźwięcznych
Płatek bieli skrywający odmienne przeznaczenie a wdzięk ametystu wieści muśnięcie harfy strun bezszelestnych
Gdy wkładam nowy diadem na skronie, czuję inny ciężar niż ten dawniej udoskonalany w duchowym przywróceniu
Nie ma w niej pychy ani skruchy ani czujności ani czułości ani wymijającej odpowiedzi w wampirzym porzuceniu
Oto jestem monarchą, domeną jawy w porywie zapotrzebowania potęgi porywczości – panem błękitu morskiego zaklętym w sercu mrozu i przenikającym gradem niesamowitości
Oto jestem monarchinią, łagodną świątynią magnetyzującą w krainie spełniających się snów - panią purpury emanująca majestatem i szkarłatu pulsującą dramatem bezwzględności
Zanurzając się w niestabilności dusza bywa podatna na zniekształcenia
Wkręcona w spiralę torporu hibernuje w lepszej świadomości
Ostrożnie przekraczając granice, każda z nich wrażliwa wobec sofistycznego splugawienia
Zatracając rzekę wolnych myśli na ołtarzu eklektycznej symbiozy światłości i ciemności
.....
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania