Tożsamość

Kolejny raz poczułam jak rozpada się moja tożsamość,

Lustro nie jest już lśniącą taflą, lecz rozdartym obrazem przezroczystej układanki,

Ostre krawędzie umazane krwią są świadectwem głębokiego cierpienia,

Brakujące odłamki to wyrwane kawałki mojego istnienia, gdzieś zagubione, przepadły na zawsze .

 

Gdy klęczałam na ziemi, zamknęłam oczy,

Rękoma błądziłam na oślep szukając kawałek po kawałku zimnych jak kry lodowe elementów,

Czułam że marznę i trzęsę się z bezradności,

Nie widząc drogowskazów, gubiłam się, panicznie krzycząc w pustkę, bałam się

 

Wtem uniosłam jeden niewielki odłamek,

Był uszczerbiony z jednej strony,

Z drugiej ostry jak nóż,

Widziałam w nim swoją twarz przeciętą na pół,

Mokrą od łez, bezsilną.

 

Ktoś dotknął mojego ramienia i przeszyło mnie ciepło, a lód zaczął się topić w rękach,

Ona podniosła rozbite części,

Tego dnia sklejałyśmy razem pęknięte krawędzie,

Patrząc przed siebie widziałam w lustrze nasze odbicia,

„To ja” wyszeptały moje usta a ręce objęły ciało,

przytuliłam dziękując za dobroć i współczucie,

Uśmiechnęłam się do niej,

A ona odwzajemniła ten uśmiech

zerkając na mnie z naprzeciwka

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania