TOŻSAMOŚĆ TARY - rozdział II
Wikę obudził chłód metalu, na którym ją położono. Chciała coś powiedzieć, ale każdy, nawet najmniejszy ruch, przynosił falę bólu. Jej ciało cierpiało. Każda kość, mięsień, ścięgno, każdy narząd wewnętrzny krzyczał z bólu.
- Kotku, wiem, że już nie śpisz.- usłyszała czyjś głos. Zapamiętała go. To Pegi.- No już! Wstawaj!- asystentka krzyczała i uderzyła Wikę w brzuch.
- Co tu się dzieje?- zapytała nieznana dziewczynie osoba, która weszła do pomieszczenia.- Co ty robisz, Pegi? Przecież ona powinna teraz otrzymywać ważne instrukcje, a ty co? Bijesz ją!
- Ale to nie tak?
- Co nie tak? - przerwała jej kobieta. - Wiedziałam, że jesteś przeciwna naszemu projektowi, wiedziałam! Nie wiem jak udało ci się oszukać testy? Okazałaś się zdrajcą Pegi. Dobrze wiesz co to oznacza. Przykro mi? Pokładałam w tobie wielkie nadzieje. Chłopcy, zabierzcie ją do sali numer 111. Nie wypuszczajcie dopóki nie wydam tego rozkazu osobiście!
Wika słyszała jak Pegi próbuje się tłumaczyć i wyrywać. Kiedy drzwi zamknęły się, wszystkie hałasy ucichły. Jednak wyczuła obecność jej wybawicielki.
- Już dobrze. Ja jestem dobra, nic ci nie zrobię. Możesz otworzyć oczy. Nie bój się.
- Nie boję się.- wyszeptała Wika.- Jestem tylko trochę zdezorientowana.
- Przepraszam za Pegi. nie mogłam jej zwolnić z powodu moich przeczuć. Ale teraz już możesz otworzyć oczy.
- Nie mogę? nie mam siły? - jej głos był niemal niesłyszalny.
- Och, tak! Naturalnie. Wypij to. - do rąk Wiki został włożony plastikowy kubek.- Nie bój się. To nie trucizna. Nie jestem jak Pegi. Podała ci serum, który powoduje najpierw szybki zanik świadomości, a potem powolne konanie. W twoim stanie zadziałał bardzo szybko i stanowczo za mocno.
Wika uwierzyła kobiecie i postanowiła wypić lek. Przyłożenie kubka do ust było nie lada wysiłkiem, a co dopiero przełknięcie? na szczęście szybko podziałało. Z ulgą podniosła się do pozycji siedzącej. Nadal nic nie widziała z powodu załzawionych oczu. Mimo to obraz szybko wrócił. Przed nią stała wysoka, szczupła kobieta. Miała kasztanowe włosy upięte w kok. Krwistoczerwony kostium idealnie opinał jej ciało. W szarych oczach zobaczyła błysk nadziei.
- I jak? Pomogło?- zapytała kobieta zachrypniętym głosem.
- Tak. Dziękuję. Kim pani jest?- przeszła od razu do sedna sprawy.
- Jestem Queen. Aktualnie zajmuję stanowisko prezydenta NGL-u. To na moje polecenie zostałaś tutaj przywieziona. Ale teraz nie jest pora na wyjaśnienia. Musimy się pośpieszyć. Pegi zabrała nam mnóstwo czasu. Chodź. Możesz chodzić, prawda?
- chyba tak?- ale zanim to powiedziała już słyszała stukot obcasów Queen na korytarzu.
Przyjrzała się pomieszczeniu, w którym była. Do najmilszych nie należało? Ściany wyłożone białymi płytkami tak jak podłoga, na środku metalowy stół, na którym siedziała i lampy rozstawione w każdym rogu pokoju. Nic poza tym.
- No chodź! Ci ludzie czekali na ciebie wystarczająco długo, kochana?- ponaglała Queen.
Wika wstała i poszła za panią prezydent. Na korytarzu było dużo chłodniej, a Pegi zabrała jej szal. Trzęsąc się z zimna, podbiegła do kobiety.
- Gdzie idziemy?- zapytała Wika, ale Queen nie zdążyła odpowiedzieć, bo przed nimi już otworzyły się ogromne, mahoniowe drzwi, ukazując dziewczynie amfiteatr wypełniony ludźmi, którzy wiwatowali na jej widok.- Kto to?- wyszeptała do kobiety.
- Ludzie. Ludzie, którzy przy twojej pomocy, zaczną tworzyć nową historię.- powiedziała Queen.
Po wyjściu na balkon jakiś mężczyzna powiedział żeby stanęła po prawej stronie. Zrobiła jak kazał. Prezydent zaczęła swoją przemowę, która zawierała tylko połowę odpowiedzi na pytania Wiki.
- Witajcie.- poczekała aż tłum się uspokoi. Od Queen emanował spokój i profesjonalizm.- Dziś poznamy prawdę. Prawdę, na którą czekaliśmy długo. Zbyt długo. Ta oto kobieta- wskazała na Wikę.- wie, gdzie jest nasz ratunek. Wie jak nas ocalić. I powie nam to.- ludzie znowu zaczęli wiwatować.- 17 lat temu przyszła do nas bardzo stara kobieta. Nikt nie wiedział jak udało jej się przeżyć na powierzchni tyle czasu. Teraz to nie jest tajemnica. Przyszła do nas Tekna. To imię zna każdy. Dlatego zakazano nazywać tak nasze dzieci. Tekna jest sprawcą tego całego kataklizmu. Jednak kiedy pojawiła się, nikt jej o to nie podejrzewał. Była u nas dziesięć dni i dziewięć nocy. W ostatni wieczór stała dokładnie tu, gdzie ja teraz. Włączyła system blokujący drzwi i przemawiała, a nikt nie był w stanie jej przeszkodzić. Może nie, nie był stanie, co nie chciał. Zahipnotyzowała nas swoją przemową. Wtedy odkryła przed nami wielką tajemnicę. Tekna stworzyła Androle! To przez nią świat zmienił się nie do poznania! To przez nią musimy się teraz ukrywać i żyć pod ziemią jak szczury! Mimo to nie zabiliśmy jej od razu. Dała nam klucze do drzwi, za którymi jest nasza jedyna szansa. Dała nam informacje o Wice!- wskazała na dziewczynę, która nie odrywała wzroku od niej.- jako konstruktor Androli była dumna ze swojego dzieła, ale później wymknęło się ono spod kontroli. Androle, aby być niezniszczalnymi robotami i być niezależnymi od ludzi, muszą posiadać mózg. Ludzki mózg. Hodowle ludzi, klonowanie, sztuczne metody wytworzenia samych narządów. To wszystko stosowali, ale wynik i tak był niezadowalający. Potrzebowali natury, nie sztuczności. Więc rozpoczęły się Wielkie Żniwa! Więzili całe narody! Tylko my zostaliśmy. I tylko my możemy uratować nasz gatunek! Tekna powiedziała: - za 17 lat, dokładnie tego dnia i dokładnie o tej godzinie jedno z was przejmie klona. Każdy klon będzie miał, chwilę przed waszym przybyciem, sen. W tym śnie zaszyfrowałam informacje dotyczącą jedynej osoby, która może wam pomóc- o Tarze. Nawet ja nie mogę powiedzieć gdzie ona jest. Gdybym wyjawiła ten sekret, zabiliby mnie nim skończyłabym zdanie? dlatego poświęciłam jednego klona, którego nikomu nie będzie szkoda. Nie wolno przejmować się nią. Nie płaczcie po niej. Weźcie informacje i zapomnijcie skąd je macie.- Wika nie powstrzymywała już łez.- jeśli znajdziecie Tarę, rozwiążecie swoje problemy. Klon sam podejdzie pod drzwi wskazane na mapie, którą zostawiłam w swoim pokoju. Nic więcej nie powiem. Muszę mieć jakąś rozrywkę w piekle, a patrzenie jak łamiecie sobie mózgi będzie naprawdę interesujące. Życzę miłej zabawy!? To były jej ostanie słowa. Potem był tylko huk i dźwięk pistoletu spadającego na podłogę. I oczywiście 17 lat czekania na Wikę. Ale zanim zaczniemy Ceremonię, Wielka Rada musi dać zgodę.
Wika spostrzegła Wielką Radę dopiero teraz. Pod balkonem stał ogromny, okrągły stół, a wokół niego siedzieli mężczyźni i kobiety.
- Wielka Rado- kontynuowała Queen.- Ceremonię zaczniemy dopiero kiedy każdy Radny wyrazi na to zgodę. Jeśli któryś z Członków się sprzeciwi musi podać powód odmowy. Proszę Radnych o zapalenie lampionu zielonego, jeśli się zgadzacie lub czerwonego, jeśli wyrażacie sprzeciw.
W tym momencie zgasły wszystkie światła. Wika słyszała szybkie bicie swojego serca. Ci ludzie mieli zadecydować o jej losie. Z tego co usłyszała od Queen, wywnioskowała, że dzięki jednej osobie może zasmakować życia. Ze zwykłej rośliny mogła stać się istotą. Zamknęła oczy w oczekiwaniu na kolorowe światła. Mimo wszystko była przygotowana na śmierć. Nikt jej nie znał, ona nie znała nikogo. Cieszyła się tą namiastką wolności, którą podarowała jej Tekna. Z tego co słyszała to wszystko schrzaniła, ale po pewnym czasie zrozumiała, że popełniła błąd, więc chciała naprawić go. Co Wika myślała? Broniła Tekny? Przecież to najgorszy potwór na świecie. Z wyjątkiem jej Androli.
Z dalszym tworzeniem swojego pierwszego w życiu zdania, musiała poczekać. Usłyszała szepty ludzi. I gwizdy. Nagłe wzburzenie. Otworzyła oczy. Pod sufitem tej ogromnej sali latały lampiony. Same zielone. Obraz zamazały jej napływające łzy. Teraz widziała tylko niewyraźne jasnozielone koła i... nie wierzyła... Jedną czerwoną plamę! Otarła łzy żeby lepiej się przyjrzeć. Zza zielonego lampionu wynurzył się czerwony. To dlatego ludzie gwizdali. Chcieli jej śmierci. Wszyscy. Oprócz jednego.
Światła zapaliły się, a Queen pokazała dłonią, że tłum ma się uciszyć.
- Naliczyliśmy 12 zielonych i 1 czerwony lampion. Radnego, który sprzeciwił się Ceremonii Przekazania, proszę o powstanie.
Wika wychyliła się za barierkę żeby zobaczyć kto się nad nią ulitował. Ku jej zaskoczeniu, z miejsca wstał... Tomasz!
- To ja nie zgadzam się z tą decyzją.- powiedział, patrząc w oczy Queen tak, jakby rzucał jej wyzwanie. Na twarzy pani prezydent pojawiła się pogarda. Ludzie zaczęli jeszcze bardziej gwizdać i krzyczeć obraźliwe komentarze na jego temat.
- A możesz powiedzieć czemu się nie zgadzasz?- Queen aż kipiała ze złości. Nic dziwnego. 17 lat czekania na Wikę, a jakiś chłopak nie wiadomo skąd, niszczy marzenia wszystkich, którzy ufali Queen i powierzyli jej swoje życie... Wika już tworzyła opinię o Tomaszu. To było dla niej wspaniałe. Móc myśleć różne rzeczy (nie zawsze miłe) i nie musieć się z nich tłumaczyć. Skąd jej przyszło do głowy, że trzeba zdawać raporty z własnych myśli? Zastanowi się nad tym później.
- Czemu się nie zgodziłem? Jest wiele powodów.- mówił spokojnie, pewnie.
- Mógłbyś zdradzić nam jeden z nich, Tomaszu?- zapytała z irytacją Queen.
- Naturalnie moja droga.- uśmiechnął się drwiąco. Ich wzajemna nienawiść była wręcz namacalna. Wika zauważyła na szyi prezydent wielką, granatową żyłę.- Po pierwsze, i tak z nimi nie wygramy. Po drugie, Tekna kłamie. Po trzecie, zakochałem się w Wice.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania