TOŻSAMOŚĆ TARY - rozdział III
Po jego słowach w sali zapanowała idealna cisza. Wice zrobiło się gorąco. Poczuła dziwny ucisk w brzuchu. Ale nie był oznaką czegoś złego. Szukała odpowiedniego słowa żeby opisać to uczucie. Coś pomiędzy podnieceniem, a zaskoczeniem i strachem. W jej sercu rozpętała się wojna emocji. Nie mogła oddychać. Coś miażdżyło jej gardło. Spojrzała w oczy Tomasza. Ten ich blask... Te czarne włosy, idealnie wyrzeźbione ciało... Czuła jakby miała się zaraz osunąć na ziemię. Wiedziała co jej się dzieje. Zakochała się. Wojnę wygrała miłość. Już nie postrzegała Tomasza jako zimnego, aroganckiego dupka. Czy kiedykolwiek tak o nim myślała? Nie wie. Nie pamięta. Teraz liczy się tylko ostatnie zdanie, które wyszło z jego pięknych, pełnych ust. Z trudem wzięła oddech. Poczuła się bezpiecznie. Po raz pierwszy poczuła się naprawdę bezpiecznie. Nie mogła przestać uśmiechać się do Tomasza. Nagle on spostrzegł jej uśmiech. Jego oczy powiększyły się dwukrotnie, a usta wygięły się w dziwny grymas. Czy ona zobaczyła obrzydzenie? Wstręt? Nie potrafiła doszukać się jakichkolwiek pozytywnych emocji. Zwalała winę na odległość, na łzy, które znowu momentalnie zamazały jej obraz.
Niekończącą się ciszę przerwał śmiech. Ale nie śmiech całej sali. Tylko jednej osoby. Tomasza. Śmiał się bardzo głośno. W zewnętrznych kącikach jego oczu dostrzegła łzy. Złapał się za brzuch i położył na ziemi. Nadal się śmiał. Nikt się nie poruszał z wyjątkiem Tomasza, tarzającego się po ciemnobrązowych deskach. Chyba nie tylko Wika była zdezorientowana...
- Tomaszu, co tu się dzieje?- zapytała Queen, wyjmując to pytanie z ust każdego obecnego w sali.
- A co?- próbował opanować kolejne ataki śmiechu.- Wielka pani prezydent Queen nie wie co się dzieje w jej NGL-u?- znowu żyła pojawiła się na szyi.- Co to w ogóle za nazwa? Nowa Geneza Ludzkości?- Queen zacisnęła pięści za plecami.
- Tomasz, do rzeczy albo twój głos zostanie unieważniony!- krzyknęła. Echo pomału niosło się po sali.
- Kochana, spokojnie. Złość urodzie szkodzi. Chociaż, złociutka, gorzej już i tak być nie może!- znowu roześmiał się. Tym razem nie był jedyny. Cichy chichot rozległ się po sali. Wika zobaczyła w oczach Queen upokorzenie. Mimo to nadal trzymała kamienną twarz, a emocja po chwili zniknęła.
- Uspokój się.- Wika usłyszała swój głos. Nawet nie wiedziała, że cokolwiek powiedziała. Pół biedy gdyby zabrzmiała stanowczo, ale wydała raczej bełkot pełen żalu i łez tkwiących w gardle.
- Nie odzywaj się klonie!- wrzasnął Tomasz. Teraz Wice zrobiło się bardzo zimno, dreszcze tańczyły na jej plecach. Już nie chciała płakać. Chciała zapaść się z upokorzenia pod ziemię. Krótko mówiąc, solidaryzowała się z Queen, tylko, że pani prezydent umiała to zachować dla siebie. Wika stała jak słup soli, nie mogła się poruszyć. Tomasz patrzył na nią z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
- Ty na prawdę myślałaś, że mówię prawdę? Że postanowiłem sprzeciwić się Radzie w imię miłości? Że zaraz przyprowadzę swojego białego jednorożca i odjedziemy do zamku?- śmiał się i kiwał przecząco głową. Wika wpatrywała się w podłogę.- Jesteś głupia! Tak jak wy wszyscy! Też mi uwierzyliście!- jego śmiech drążył Wice dziurę w głowie.
- Czyli kłamałeś?- szepnęła dziewczyna. Chciała zachować to pytanie dla siebie, ale genialna akustyka sali zwyciężyła.
- Tak moja droga. Pamiętaj, ludziom tutaj zgromadzonym nie wolno ufać. Zawiodą cię tak jak ja... Chociaż nie wiem czego się spodziewałaś, idiotko. Nasze pierwsze spotkanie nie należało do najmilszych.
- Ale myślałam...
- Że co?- przerwał jej.- Że ludzie się zmieniają? Że cuda się zdarzają? Praktycznie dopiero się urodziłaś, więc wybaczam ci tę ogromną naiwność. I tym samym mamy pierwszą lekcję dla Wiki. A jej wniosek brzmi: Nie bujaj w obłokach tylko zejdź na ziemię!
- Czyli mam rozumieć, że zmieniasz lampion na zielony, tak?- zapytała Queen zmęczonym głosem.
- Ależ skąd! Nadal uważam, że to bezsensowny pomysł. Tekna kłamie, Wika jest głupim klonem i samo przywiezienie jej tu to było ogromne ryzyko, a w dodatku czerwony to mój ulubiony kolor. Skąd wiecie, że Wika nie jest podstawiona? Zdobędzie wasze zaufanie i co? Po jakimś czasie wysadzi cały NGL. Bum!- zrobił gest symulujący wybuch.- Jeśli masz taki plan to może wcale nie jesteś taka głupia...- zwrócił się do Wiki.- Wiesz kotku, jak zdejmiesz te babcine ciuchy to jesteś nawet, nawet... Jeszcze nic nie jest stracone.- mrugnął do niej i wyszedł, jakby nigdy nic, z sali.
Wika nie mogła oddychać. W jej głowie kłębiły się tysiące myśli. Nie mogła tego pojąć co się stało. W jednej chwili czuła się bezpiecznie, była kochana, ufała komuś w stu procentach, a w drugiej wyrwano jej to razem z sercem. I razem z częścią jej niewykształconego jeszcze człowieczeństwa, czyli zaufanie do innych. Coś podpowiadało jej, że nigdy już nie odzyska tego, co zabrał jej Tomasz... W zamian dostała ogromny gniew, nienawiść... Przypomniała sobie co myślała o Tomaszu, kiedy pierwszy raz go zobaczyła. Przystojny, niezależny, świetny żołnierz, arogancki, narcystyczny... Świetnie trafiła za pierwszym razem. Przez myśl przeszło jej, że Tomasz mimo wszystko dał jej cenną lekcję- tutaj nonkonformizm jest bardzo potrzebny, ale niemile widziany... Czy będzie w stanie pozbyć się tej mentalność, którą przekazał jej Tomasz? Czy w ogóle chce się jej pozbyć? Dobrze wie jaka jest odpowiedź.
Kolana ugięły się pod nią. Nawet nie czuła bólu, kiedy jej skroń uderzyła z hukiem o podłogę balkonu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania