Traktat
TRAKTAT
"USPOŁECZNIENIE BYTU A JEGO TOŻSAMOŚĆ"
PROLOG
Kim będziemy jutro, jeżeli tajemnice światła są dla ludzi nierozpoznawalne? Gdy spotykam Pawła mówi, że będzie lepszym, ale zawsze jak go widzę, jest w alkoholowej ucieczce. Nie jest dla mnie światłem a jedynie wielkim bólem i rozgoryczeniem, że mógłbym się taki sam stać. Żyjąc w ciemnościach tego świata, jesteś nieświadomym tego, że w otaczającej cię rzeczywistości nie ma człowieka, a ty sam będąc młody, nie jesteś pewien, że nim jesteś. Mimo to, mówisz do otaczających cię ludzi "CZŁOWIEKU", ale to nie wzbudza w nich żadnego światła, wręcz przeciwnie pogłębia ich w ciemnościach, powodując dyskomfort i złość. Magiczne słowo, klucz do człowieczeństwa - jest martwe. A kult najniższych instynktów, osiągnął apogeum w świecie na pozór cywilizowanym.
Czy można dzisiaj odkryć ludziom świat przeszły? Będąc człowiekiem młodym, nie jesteś na tyle mocny, by zaprzeczyć rzeczywistości, która Cię otacza. By powiedzieć dorosłym, gdzie jest sens i logika w tym, co robią. Nikt nie zadaje sobie takiego pytania, wszystko trwa w nieładzie i nonsensie. Przez ich laicyzm, Twoje młode życie upływa bez celu, kierowane mechanicznie w bezsensownych kierunkach. Tak też system wybiera Twoją drogę życia, pragnienia i cele. A tak naprawdę, czy one są Twoimi celami? Na pewno nie! Społeczność, w której się urodziłem i żyłem jako młody człowiek, nie dała mi wyboru, wykształciłem się zawodowo i przeżyłem na marne 50 lat swojego krótkiego życia. To nie był mój wybór ani moja decyzja, a jednak zmuszony byłem to uczynić. W tym przypadku odkrywam tajemnicę bolesną, którą będzie: "UKORONOWANIE CIERNIEM" - czyli, zwieńczenie mojej nauki szkolnej.
W takich okolicznościach, w których ty sam musisz rezygnować z dokonywania celów wyznaczonych przez system, możesz łatwo być narażony na różnego rodzaju przykrości. Po niepowodzeniach zawodowych wrzucony w wir świata możesz łacno stać się bandytą, oszustem a w najgorszym wypadku śmieciem alkoholikiem. I w tym przypadku mogę odkryć następną tajemnicę bolesną mojego życia, a mianowicie „BICZOWANIE".
Twoje niedostosowanie się i presja wywierana na ciebie, katuje cię psychicznie. Możesz stać się kimś, a jednak to też nie jest cel przez ciebie wybrany. Nie odpowiada ci na tajemnicę światłą — po co żyjesz? Zawsze można próbować powrócić do pracy fizycznej, ale jej korupcyjna usłużność nie odpowiada na żadną z tajemnic światła. W przypadku Pawła, który nie zastanawia się nad sensem swojego życia i celem, może być zbawienna. Ale to tylko jest złuda, bo nie żyjemy w XIX wieku, gdzie jeszcze gospodarstwo wiejskie i praca na nim wypełniało ludzi błękitem. To natura obdarowywała człowieka pracą i chlebem. Pawła miejsce byłoby określone i naznaczone celem wyższym. Świadomym będzie, że indywiduum mogło rozwijać prawidłowo. Czego już nie można powiedzieć o czasie współczesnym, który jako słaby i ułomny nakazuje przystosowanie się do wspólnoty a w oderwaniu z naturą, wyznacza sprzeczne z logiką cele. Twoje "Ja" będzie atakowane i zmuszone do kompromisu a w przypadku wyższych wartości, może być całkowicie usunięte. Twoja osobowość przestanie mieć charakter znaczny, twoje jestestwo ulegnie rozpadowi.
Żyjąc ot tak sobie, zamiast być malarzem, rzeźbiarzem, muzykiem, byłem zmuszony zaniechania rozwoju duchowego a tym samym artystycznego. Żyjąc w sprzeczności, robiłem rzeczy, które nie dawały mi satysfakcji. Czując, że mam talent, a go nie wykorzystując, żyłem w burzy nieporozumień. Byłem osobowy z wielką aspiracją bycia kimś, ale żeby być kimś, musisz wzbogacać ducha. Gdzie tego Ducha powinienem kształtować? Odpowiedź jest prosta - w Kościele! Tam wszyscy ludzie wielcy chrześcijańskiej Europy, kształtowali swoje osobowości i ja jako chrześcijanin powinienem być prowadzony od dziecka przez Kościół. Jednak tak nie było. I tu właśnie odkrywam następną tajemnicę bolesną mojej przeszłości, która trwa po dziś, a mianowicie: "NIESIENIE KRZYŻA"
Treść.
Wydawałoby się, że nasze życie jest nieprzezwyciężone. Wszystkie fakty temu świadczą, a człowiek nie jest w stanie sam przez siebie, zmienić swojego losu. Ale tak naprawdę nie jest. Musi ciężko pracować nad sobą, nad możliwościami jakie posiada jego rozum, wykorzystać je i zadziałać. Wydaje się to prostym do zrealizowania. Rozum jest do tego przygotowany, ale on sam nie może nic zrobić, jeżeli nie posiada podłoża materialnego. Konstytucja gwarantuje mu wolność słowa i wszelkiego działania, ale gdzie ona się podziała? Latami człowiek żył w środowisku społecznym, nie miał na niego wpływu, ale ono… które go cały czas obsmarowywało brudami. Żadna rozmowa, mówienie, że się jest człowiekiem skupiającym uwagę na naturze i stworzeniu, pozytywnym i czystym, że się chce czynić dobro, tworzyć piękne rzeczy – wszystko na nic, jakby rzucał człowiek grochem o ścianę. Ludzie zaczarowani, śniący na jawie, nie istnieją w ogóle. Telepatia połączona z chciwością oślepia ich, mroczy i usypia. Wszystko, co by miało inne wyobrażenie, niszczyli na swej drodze. Dwór i park, gumna, gdzie kiedyś żyli ludzie, którzy byli panami nie tylko dóbr naturalnych, ale i własnych ciał – odeszli zniknęli z życia publicznego. Czyżby jakaś czarownica ułożyła ich do głębokiego snu? Ależ gdzie tam – zostali wypędzeni! Dzisiaj zostały po nich tylko budowle, jedne w ruinie, drugie zamienione na nowoczesną modłę. W parku pozostały tylko drzewa, między nimi przelotowa trasa kontaktowa między rynkiem a gminem.
Być pod innym wpływem, sił, grawitacji, pod inną orbitą. Być zależny od innej planety. Bo gdyby tak nie było, co by się mogło stać? Nie wolno ci się kreować indywidualnie, gdyż odrywasz się od całości. Różne można zastosować działania względem człowieka chcącego iść własną drogą. Jeżeli człowiek według ogółu ma wyglądać jak całość a w pozostałości jaką są alkoholicy ma żyć, to wystarczy wtedy odwołać się do wandalizmu, okraść jego dziedzictwo. Na czym polegało wypędzenie magnaterii i szlachty przez komunistów? Do dziś odczuwa się tego skutki. Człowiekowi ciężko jest zaistnieć w postkomunistycznym społeczeństwie. Dzisiejszy wykształcony muzyk, malarz, koneser i znawca sztuki, opiera swoje poglądy a z tym decyduje w oparciu o grupę komunistyczną, gdzie indywidualność, Bóg, honor, ojczyzna są miażdżone, atakowane, odsuwane od społeczeństwa.
W takich okolicznościach trzeba zrozumieć, w jakim człowiek znalazł się położeniu, by sam z siebie nie zamęczyć rozumu, by nie stać się alkoholikiem, nie upaść. Można jeździć codziennie do galerii, grać na pianinie, próbować rozmawiać, ukazywać walory człowieka humanisty, tego którego oni sami zniszczyli. Bandytyzm efektu bolszewika, instalowany w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, sięgnął zenitu. Wieś wymarła wraz z chłopem. Cała kultura narodu, tradycja na której opierała się sztuka w miastach, zginęła. Walka wymierzona przeciwko Ojcu i Synowi wydaje się wygrana. W małym mieście, gdzie człowiek nie może zaginąć w tłumie, jest automatycznie zaobserwowany przez mieszkańców i władzę. Nikt nie może się ukryć a w szczególności jeżeli jest twórcą, malarzem artystą. Wszyscy widzą jak się ubiera, co robi i z kim się kontaktuje. Zjawisko… W pewnej rzeczywistości, która jest zdeformowana, można powiedzieć karykaturalna poprzez nałogi a w szczególności przez alkohol, który powoduje nie tylko rozluźnienie obyczajów ale przede wszystkim problem psychiczny, obniżenie funkcjonalności mózgu do sfery patologicznej, brak zdolności do refleksji i szybkiego myślenia, utrata kontroli samozachowawczej w sytuacjach wymagającej etyki, moralności… istnieć. Wiadomym będzie, że bieda i samotność zmusza człowieka do kontaktów międzyludzkich. Twój kontakt, to ludzie tego samego stanu społecznego. Wulgarność człowieka odbija się wtedy w drugim człowieku, jego nałogi przechodzą na ciebie. Ale czy tak naprawdę jest? Duch od Ojca nie daje człowiekowi zginąć w wulgarnym świecie. Konkretnie ukierunkowany, nie toczy kamienia pod górę a wytrwale go ociosuje, tworzy kształt.
Życie myślącego człowieka wymaga jednostajnej refleksji. Ileż warty jest świat mechaniczny, goniący na oślep w którym z braku czasu na myślenie niszczy się struktury intelektualne? Czy można sobie dziś na takie działania pozwolić, skoro człowiek i przez niego postrzegana ojczyzna idzie w rozsypkę? Oczywiście że nie! Każdy kraj posiada swoją inteligencje. Każde państwo chlubi się swoimi intelektualistami, - ale czy nasz kraj takowych posiada? Pewnie że tak! Tylko że wyrobionych w maszynie. Ale czy posiada mędrców? Mniejsza o to, ważne by wszystkie tryby kręciły się a smar docierał wszędzie, motorniczy zaś dawał zielone światło. Możesz być kim chcesz patologią, zboczeńcem, degeneratem, byle nie oddzielać się od całości. Wprost, nie możesz być moralistą, poetą, wierzyć w Boga i świat przez niego stworzony, czyli natury. Na ulicach widzimy patologię, szwendają tu i ówdzie, piją, ćpają po kątach, ale widziani są jako normalna część społeczeństwa. Wydaje się na nich pieniądze, pomaga, uzdrawia. A jemu… Kim on… Co…
Każdy człowiek powinien umieć się opisać, nie podpisać a opisać. Kim jest, jakie ma cele i dążenia. I oto pozwolono na swobodny wybór światopoglądu. W jakim momencie świat przestał racjonalnie myśleć? Wzorcem na zapotrzebowania wprowadzenia zła do świata ludu prostego - jest dzisiejsza sztuka. Sadomasochistyczny obraz świata. Nazywana wcześniej przez krytyków „impotentem, zboczeńcem płciowym” – wstyd i hańba. W jakim celu tworzy się nowy światopogląd? Jakie są jego cele? Jeżeli przedstawienie symbolu zła w środowisku społecznym i go czczenie jako najwybitniejsze dzieło, jest powszechnym a lud to dzieło uwiarygodnia, nadaje mu wartość równą wartości dzieła dydaktycznego, sakralnego. Cóż to za dziwna geneza przedstawiana empirycznie w ciągłym procesie. Próba personifikacji zła na martwych przedmiotach nazywanych współcześnie – dziełami sztuki. Jeżeli samo założenie istnienia zła jest irracjonalne, to w jakim sensie może być traktowane jako symbol? Czym może się różnić cierpienie Jezusa Chrystusa na obrazie i Jego samego z cierpieniem zboczeńca sadomasochistycznego w współczesnej sztuce? Automatycznie te postacie brane jako symbol, będą miały różne znaczenia. Jeden cierpi dla ogółu a drugiego cierpienie jako zboczenie jest przez ten ogół czczone. Ten pierwszy wyparty ze świadomości, po to by ten drugi mógł swobodnie zaistnieć. Dwa różne bieguny, dwa różne cierpienia a jednak lud wybiera to co irracjonalne, to co ma w sobie symbol zła. Można stwierdzić, że powoli następuje empirycznie personifikacja zła, którą można zaobserwować na społeczeństwie. To ono przekształca się w powolnym procesie, uwydatniając na przestrzeni czasu, swoje cierpienie, halucynacje, herezje.
Jeżeli dziecko Staś jest dzieckiem Paweł, to każde dziecko Paweł jest dzieckiem Zygfryd, tym samym każde dziecko Staś jest dzieckiem Zygfryd. 2+2, to 4, czyli z dwóch dwójek jest czwórka z tym, że ta czwórka jest zależna od dwójki. W ten sposób w ilości jest siła i im większy jest zbiór liczb parzystych tym większa jest siła. Tak tworzy się komunizm. Zawsze po dwóch, gdyż muszą być ta samą liczbą, nie może być różnicy, gdyż rozpad spowoduje utratę siły. Odejmując czwórce jedynkę, to ta czwórka nie istnieje. Ale z czego ma się składać ta jedynka, by mogła zaistnieć bez swojego zbioru, a taki powinien być. 3
Jeżeli Staś nie jest dzieckiem Paweł a każde dziecko Paweł jest dzieckiem Zygfryd, tym samym dziecko Staś nigdy nie będzie Zygfrydem. 1-2, to jest 1. W takim układzie dziecko Staś nie może wchodzić do zbioru, gdyż będzie powodował rozpad dwójek (2) i może stworzyć swój zbiór, który byłby przeciwstawny zaistniałemu zbiorowi. Takie dziecko się usuwa, jeżeli wchodzi ze swoją osobowością w zbiór. Jeżeli zaś nie uwydatnia swojej osoby, robi się z niego dwójkę, czyli dokleja np. Pawła. Paweł jest głównym rozgrywającym z ramienia całego zbioru i narzuca tendencję grupy. Tym samym opóźnia dziecko Staś blokując go w rozwoju osobowościowym. Paweł jest częścią grupy i posiada właściwości grupy, nie jest indywidualnością, nigdy nią nie był i nie będzie, jest dwójką (2). Staś ma wrodzony instynkt samozachowawczy, jest obdarzony indywidualnym rozumem. Jeżeli grupa do której należy Paweł działa niesprawnie, jest pozbawiona logiki, powinien Staś w nią ingerować i naprawiać ją. Jeżeli taki zbiór działa nieprawidłowo z konkretnie wytyczonych powodów, jest ustawiony na dekonstrukcje osobowości, tym samym nie będzie się dawał naprawić, a w przeciwieństwie będzie niszczył Stasia, będzie go chciał tak jak innych przekonstruować.
Człowiek chcący zadziałać – indywidualnie, pozytywny i dobry a jednak Go nie znamy i nie chcemy poznać; Czy warto Go wspomóc? Pobudzić? Włożyć w niego samą chęć do zaistnienia w środowisku? A może tak w ciemno zainwestować w niego i zobaczyć jak rozwinie swój talent. Co z tego wyniknie? Wydaje się, że jest rozsądny, że będą z niego ludzie. Może ma jakieś wartości, których my nie widzimy. Chyba należałoby mu pomóc? Stworzyć warunki mniej więcej komfortowe do realizowania się, może nie okaże się oszustem, który tylko mówi i zapowiada swój sukces.
Mimo tego wszystkiego, ten człowiek pozornie nie odróżnia się od wszystkich a nawet ze swoim niedostosowaniem się, jest trochę inny. I w tym przypadku znowu nasuwa się pytanie - Czy warto mu pomóc? Jak Go ustawić w jakiej pozycji do kogo i co? Nie daj Bóg pomoc mogłaby się okazać zbyteczna a nawet idiotyzmem w który mógłby się wplątać pomagający. Wyjść na idiotę, zostać oszukany, pozbawiony zaufania, po przez pomoc oszustowi. A ten to potrafił omamić dawcę i tym samym pokazać, że system jest łatwowierny. Trwoni fundusze i z całym szacunkiem dał się zrobić w tzw. konia. W dodatku przez jakiegoś tam artystę oszusta, który to piękną erudycją a nie podstępną erystyką zdobył materialną korzyść. Gdyby to było to drugie, to można by było zażądać zwrotu pieniędzy. a tak... jadł i pił, nawiasem mówiąc, trwonił ciężko zarobione pieniądze dawcy i ludu.
Przykre to by było, że zainwestowali w artystę, który wydawał się tylko nim a otrzymał wszystkie potrzebne środki do tworzenia, był utrzymywany w dodatku czekając na rezultat, nasza satysfakcja miała być podwójnie wynagrodzona i ...
Stało się ! To państwo inwestuje w kulturę; narzuca styl i drogę artysty. Jakakolwiek osobowość z poza systemu nie jest w stanie zaistnieć, nie wspiera się jej i nie pomaga finansowo; Dla człowieka tryb nakazujący staje się częścią życia, któremu musi być poddany, aby przeżyć - jest koniecznością dokonaną; Część humanistyczna, której chciałbyś się poświęcić - jest tylko MINIMUM SOCJALNYM; Tak małym, że nie pozwoli Ci na samorealizację; Możesz bez wyraźnego trybu rozkazującego podjąć współpracę z MATRYCĄ; Zlekceważenie tego postępowania, jest dla ciebie upadkiem w niebyt;
Mogę jednak zmienić swój los? Żyjąc na okruchach, które spadają ze stołu Jego sprawy i która nie jest moją sprawą, nie mam wiele miejsca do działania; moja poprawa statusu a przy tym materialna może jednak ulec zmianie – wtedy i tylko wtedy, jeżeli On i Jego sprawa będzie mnie potrzebować jako dopełniacza do swojej sprawy. Drugim przypadkiem jest litość i łaska. Trzeci to szczęśliwe wygranie na loterii. Bez niego możesz spokojnie na łonie grupy dokonać EUTANAZJI.
Co to znaczy się mieć swój dom, czyli miejsce w którym ja sam mogę się realizować na poziomie twórczym. Sama wola i chęć dokonania czegoś utwierdza mię w działaniu. Zaczynam działać w brew ogółu wydawałoby się i Jego sprawy. Tworzę sztukę! Ogół zaczyna reagować, choć Jego sprawa nie jest moją sprawą, tym bardziej nie wydaje się to sprawą ogółu. On nie wyraża na nic zgody. Wszystko tkwi w stanie początkowym, czyli mam dom, ale żyję na minimum socjalnym, co jest przyczyną do nieinteresowania się mną, bo On i Jego sprawa nie jest naszą wspólną sprawą?
Jestem w swoim kraju, mam dom. Wiadomo, że moje „Ja chcę” i miejsce do realizowania się pozbawia go władzy na de mną. Realizuje się na minimum socjalnym, nie ma prawa mi tego odebrać, choć jest to sprzeczne z Jego sprawą. Jednak zabrania instytucją pomagać mi finansowo, które są stworzone do tego celu. W takim przypadku pierwsza i druga możliwość odpadła a trzecia z braku finansów w ogóle nie wchodzi w rachubę. Twój szczęśliwy los nigdy nie nadejdzie, bo cię nie stać na niego.
Mimo tego wszystkiego możesz trwać w tym stanie; ze względu na brak dialogu; bezsilność w sposobie rozumowania, - stajesz się wrogiem. Musisz opuścić grupę, jeśli chcesz kontynuować samodoskonalenie się, ich abstrakcja i proza codziennego życia jest nieprzezwyciężona. Ta grupa zostanie cały czas w bezokoliczniku a próba kontynuowania dialogu będzie coraz to pasywniejsza. Obnażając ich, przechodzą do DOPEŁNIACZA w formie bluzgu. Ta mała pomoc finansowa z opieki społecznej, pozwala mi na realizowanie się według mojej woli. W piątek mogę sobie kupić rybę, bądź zrobić lekką potrawę bez mięsa w sobotę.
Bez warunków do jakiejkolwiek współpracy człowiek nie zaistnieje. Środowisko musi być adekwatne do cech twórczych poziomu kulturowego, etycznego danej osobowości. Dyskryminacja nigdy nie jest pozytywna, ani kulturotwórcza – wręcz przeciwnie ma na celu likwidować i brutalizować, przywoływać do tolerancji i obniżać Twój poziom osobowy. Sam nie jesteś w stanie pod wpływem dyskryminacji, stworzyć sobie środowiska z tym samym zaistnieć. Otrzymujesz minimum socjalne a każda próba organizacji indywidualnej jest dyskryminowana. Twoja wyższość jest nietolerowana w formie prymitywnego pytania: A ty co? Poziom intelektualny jest tak niski, że zabójczy. Kończy się całkowitym rozpadem osobowości. Odejście w alkohol i inne używki, stają się Twoim wyborem, można to nazwać świadomą eutanazją; matryca dostarcza produkt i daje Ci ten wybór, abyś mógł odejść niby wolnym. Tryb PRZYPUSZCZAJĄCY, który jest wykorzystany i wszyscy niezadowoleni mogą go wyrażać pośrednim życzeniem do matrycy, która obiecując raj, w tej sytuacji przenosi Cię do czasu przyszłego. Pracuj a osiągniesz ten stan. Pij, narkotyzuj się, a już jesteś za progiem.
A co z państwem, tworzy banalne oszustwo! I żeby nie wyjść na idiotów wmawia się ludziom, że to jest prawdziwy artysta! Że to, co robi jest arcydziełem. Bo przyznać się do oszustwa a tym samym pokazać swoją próżność i głupotę, byłoby nie na miejscu w stosunku, co do ludu pracy, który ciężko pracuje; a taki oto oszust artysta, bierze pieniądze za darmo. Jest oszustem darmozjadem i jeszcze mu za to płacą? W taki oto sposób, ludzi się oszukuje; Wtłacza się im do głów, że to jest właśnie sztuka i jeżeli nie rozumieją jej, to znaczy się, że jeszcze do niej nie dorośli. Bo gdyby taka sytuacja zaistniała, a zaistniała, to muszą tak robić – czyli: wmawiać ludziom pracy, że to są właśnie artyści i tworzą sztukę. Tutaj nie chodzi o samych artystów, czy ludzi z programu kulturotwórczego, ale o całą gospodarkę narodowa, która jest eksploatowana. Wszyscy rozkradają naszą Matkę Ojczyznę a nowoczesna sztuka ma za zadanie odrywać ludzi od natury.
I stało się tak! Zamienili program nauczania i otworzyli go tylko dla tych ludzi, którzy przeszli inicjację do transformacji, czyli powolnego okłamywania siebie i innych. Człowiek, który chce kochać ojczyznę jako dzieło natury nie ma prawa do głosu w jej obronie. Zaczęli więc kłamać, ponieważ powiedzieć prawdę, to przyznać się do błędu i oszustwa. Wreszcie stworzymy kierunek na uniwersytecie; Oszustwo będzie tak powszechne, że nikt już nie połapie się, że to jest właśnie zły wybór. Tym samym prawdziwy artysta obrońca kościoła, natury a tym samym ojczyzny, nigdy nie przejdzie inicjacji i nikt mu nie będzie mecenasem, będzie dyskryminowany, pozbawiony środków do tworzenia. I nigdy też, nikt nie dowie się prawdy. Nie ma prawdy! To i nie ma prawdziwego artysty; Mimo to, jeżeli by chciał zaistnieć, to damy mu... Życie jest ciężkie, w nowo narodzonej demokracji. Człowiek jest wolny, ale jego wolność jest w naszych rękach, ciemiężących kłamstwo, rodzących tylko zło i oszustwo.
Dla współczesnego społeczeństwa, człowiek nie ma żadnej wartości a w przeciwieństwie jest uważany a pesymistę i nawiedzonego. Jego wartości duchowe, nie są wartościami grupy, która jest mechaniczna i działa na poziomie zmysłowym. Św. Paweł to wariat, który chciałby zmusić człowieka do niewolnictwa i powrotu do prymitywizmu: "No co ty Pawle, mam z powrotem powrócić na wieś? Kochać tę ziemię, doić krowy, nawozić naturalnym obornikiem - a Ty kim będziesz?" Będziesz mnie pouczał darmozjadzie, jak mam żyć i straszył piekłem? Ja już nie boję się, wyszedłem z tej ciemnoty - precz ode mnie kaznodziejo głupoty!
W takiej sytuacji, co by powiedział Św. Paweł? Zgodziłby się z tym systemem? Mówiłby że to jest piękne? Nie ! Po trzykroć Nie ! Duch Jezusa Chrystusa, był w jego głowie i nakazywał mu posłuszeństwo w sprawiedliwości i prawdzie.
Więc co mieści się głowie prostego chłopa, robotnika, bądź robotnicy? Jak w Konstytucji uchwalił dla siebie wolność od ciemiężącego Boga bez porozumienia z Nim, tak działa na własne podobieństwo i tak mu się to spodobało, że kreuje swój świat w jego mniemaniu pięknym, zasługującym na szacunek, pochwały i pełnym nadziei na przyszłość. Broń boże, gdyby ktoś chciał działać na podobieństwo Aniołów i Boga i upodobnić się np. z Św. Pawłem, albo z innymi osobowościami z przeszłych epok np. Chopinem, bądź Malczewskim.
Czy będzie grał na fortepianie i dyrygował orkiestrę? Czy będzie malował obrazy wypełnione duchem i mistyką? Wiadomym jest, że KOMUNIZM chłopski takie rzeczy eliminował. Nie dopuszczał, by żadna myśl taka mogła się kreować w jakiejkolwiek indywidualności na poziomie szkolnictwa. Człowiek uczył się żyć w grupie i nie wywyższać. W oparciu też o grupę, mógł mieć wsparcie i być silnym, bo grupa zawsze jest silniejsza od jednostki i ma nad nią niepodzielną władzę. W takiej sytuacji nikt nawet nie próbuje się wychylać, bo kończy się to jego upadkiem. Nawet rodzina może być tego dowodem - odłączasz się od niej, jako komuny, nie myślisz jak całość - upadasz !
W przypadku Jana Sebastiana Bacha, który od dziecka śpiewał w chórze, grał na skrzypcach a tym samym był członkiem wspólnoty SAKRUM, niemającej nic wspólnego z komuną, nawet można podejrzewać, że nie wiedział, co to znaczy podporządkowywać się pod chaotycznego robotnika, który tworzy swoje rządy; bo gdyby zaistniał ten fakt za jego czasów, to na pewno by nie skomponował swoich utworów. Nie słyszelibyśmy o takim człowieku jak J.S Bach. Jednak komunizmu jeszcze nie było a On został szefem chóru. Organizował koncerty, wydawał swoje utwory.
Pytanie merytoryczne: Jak musiała wyglądać ówczesna społeczność, skoro taka indywidualność na poziomie sacrum mogła się realizować?
I ty chcesz kreować! Wzbudzasz w sobie jednostkę, ale i to nie wystarcza. Będziesz zmuszony do kapitulacji, przez dostosowanie się w powolnym trybie do ORZECZNIKA. On określa Twój łącznik bezdyskusyjnie orzeczony przez grupę. Treści głębszej w tym nie ma i Ty nie możesz w nią wniknąć. Każda dyskusja jest ostro krytykowana i dyskryminowana, a tym samym nieunikniona. Jesteś zmuszony przyjąć warunki grupy, które też nie są określone, wreszcie ORZECZNIK będzie tylko i wyłącznie charakteryzował NIJAKĄ TREŚĆ łącznika, następnie przerodzony w BEZOKOLICZNIK np. "ROBIĆ" będzie formą abstrakcyjną zaistniałą bez określenia CZASU - STRONY – ASPEKTU.
Rozmowa toczy się w czasie teraźniejszym między dwoma osobami, gdzie trzecia włączając się do rozmowy jako strona CZYNNA, wyraźnie określa podmiot w orzeczniku, - jednak osoby DRUGIE sprowadzają tok rozmowy do BEZOKOLICZNIKA i strona czynna osoby wtedy już pierwszej jako podmiot, staje się abstrakcyjna. Tok rozmowy przestaje mieć rzeczywisty orzecznik a tym samym określenie sytuacji, w której się znajduje — forma strony czynnej przestaje nią być i osoba wtedy już z powrotem trzecia — przestaje istnieć. Zostaje tylko dostosowanie się do abstrakcyjnej rozmowy, która nie ma treści wyższej. Utonęła w banalnej prozie, bezideowej, materialnej.
Tkwiąc dalej w ideowości ukształtowanej, symbolizującej coś ze stałej czystej formy, nie będąc przy tym czasownikiem np. SŁUŻYĆ — jesteś nie asymilowany jako osoba PIERWSZA LICZBY POJEDYNCZEJ - informująca w trybie orzekającym - że jest – istnieje. Wskazując na przypadek przyczyny i tym samym zaistnienia w fakcie formy strony CZYNNEJ konkretnej fundamentalnej persony - gorzej! przestajesz być tolerowany, przez osoby DRUGIE - czyli grupę.
Współpraca z artystą w ogóle nie istnieje, nawet gdy przeszedł do strony czynnej w jakimś miejscu, sklepie, bibliotece wśród ludzi. Odgłosy Jego muzyki, nie wzbudzają zainteresowania, jakby rzucił kamieniem w wodę. Jego malarstwo nie wzbudza żadnej reakcji konstruktywnej, jest tylko i wyłącznie stroną zwrotną. Podmiot sam dla siebie i przedmiot jako Jego praca. Zaimek „się” - odnosi się — pytanie do kogo? Jeżeli subkultura jest na poziomie znikomości człowieczeństwa, to artysta istnieje sam dla siebie. Egoizm przechodzi do stanu najwyższego wraz ze słuchaniem muzyka i w ogóle nie interesując się nim. Przeszedł do strony czynnej trybu oznajmiającego swoje istnienie w tym czasie teraźniejszym — czyli wszyscy widzą i słyszą, jest i gra. Jest to faktem dokonanym! Jego malarstwo jest nieakceptowane. Egoizm polega na tym, że nie interesując się nim, przesuwają go do czasu przyszłego. Jest wywierany na nim w czasie teraźniejszym. Nie dokonując z nim dialogu werbalnego i współpracy, pozbawiając Go podłoża materialnego, - czas przyszły przestaje być rzeczywisty, a droga do niego twórcza - abstrakcją nigdy niedokonaną. Czyli wystarczy ignorować osobowość jako STRONĘ CZYNNĄ , przenieść ją w zaświaty, zostawić samą dla siebie i udawać że nic się nie dzieje, jakoby takiego muzyka i malarza nigdy nie było. I nie mylą się! Bo go nie będzie! Pozbawiony możliwości nigdy nie zaistnieje w czasie teraźniejszym - nie przejdzie do trybu oznajmiającego osoby pierwszej - jako podmiot.
Jak wytłumaczyć zaistniały fakt odłożony na później. I czy to jest realnie możliwe? Rzeczownik jako osoba nie jest w stanie być jednocześnie w dwóch czasach, TERAŹNIEJSZYM I PRZYSZŁYM. Musi tu i teraz żyć, nie może być czasem przyszłym, gdyż jest rzeczą na którą oddziaływają zaistniałe teraźniejsze warunki. Jako podmiot strony czynnej musi być faktem dokonanym w trybie oznajmiającym, - że jest! Czy może go teraz nie być a później być? Przyszedł zagrał i poszedł. W tym przypadku forma instrumentalna bez konkretnych słów, może być nierzeczywista, czyli: zwierze gra. Nie komunikuje się z grupą. Można powiedzieć, że go nie ma. Ale czy tak naprawdę jest?
Każda treść muzyczna ma swój podmiot w muzyku i jeżeli przedstawia wartości metafizyczne związane wiarą, dopóki on istnieje, istnieje też treść muzyczna, podobnie jak z malarstwem, którego się nie widzi, bądź nie chce wiedzieć, bo ma treści religijne. Nie akceptując muzyka, nie toleruje się też Jego muzyki, podobnie malarza i jego obrazów. Ale tak naprawdę gdzie leży problem, w muzyku, czy też w treści? Taka forma muzyczna niebędąca rzeczą, może być nie akceptowana, ale jak wytłumaczyć obraz, który przedstawia konkretną scenę, czy ona też nie istnieje?
A czym w takim razie jest muzyk? Nie jest przypadkiem rzeczą nietolerowaną? W sumie nie ma dowodu treści muzycznej, dopóki się jej nie zapisze i nie ma jej poza muzykiem, który nie posiadając instrumentu, z pewnością ją nie zapisze. Może być dyskryminowany. Może nie zaistnieć. Tryb rozkazujący na nim nie został dokonany, gdyż w personifikacji zwierzęcia brakuje trybu ORZEKAJĄCEGO, co do właściwej treści podmiotu — w tym przypadku formy muzycznej i subiektywnego spojrzenia na zaistniały fakt osoby muzyka.
Egoistycznie usuwając personę na poziomie trybu oznajmiającego swoje istnienie w stronie czynnej, - będziemy winni w przyszłości, ponieważ osoba ma podmiot i nie jest do końca rzeczą, która można odłożyć na później zostawić ją samą dla siebie i upływowi czasu, nie interesując się nią w ogóle, bądź ją usunąć. Jest faktem dokonanym, jako podmiot tu i teraz. Musi mieć swoje właściwe miejsce w grupie, społeczeństwie i w jej hierarchii. Powiedzenie „Jestem człowiekiem" jest kategorycznie upodmiotowane w przyczynie bytu. Jeżeli byłoby odwrotnie, to ten fakt zaprzeczałby powiedzeniu: "Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze"
Człowiek otrzymał oprócz DUSZY — myśl. I co z nią zrobił? Nic nie zrobił. Patrząc na przymiotniki męskie, myśl ta nie jest używana, stał się odbiorcą czynności, bierne uczestniczy tylko w konsumpcji i prokreacji; zatem współtworzy środowisko feminino-genne. Z prostego naturalnego chłopa, który żył z ziemi i ją pielęgnował, swoim uporem pozbawionym myśli zrobił się sam z siebie robotnik wykwalifikowany, technicznie oprawiony działacz, który musi być odpowiednio indoktrynowany, by móc powiększać ekspensie prac wykonawczych i dbać o źródło dochodu. Poprzez to jest kimś! Piastuje urząd jako zarządca eksploatator, ale jako człowiek myślący, mężczyzna nie istnieje.
Więc czym jest ta myśl, która została użyta do podstępu? Czy jest to twórcza myśl? Wydawałoby się, że produkt techniczny i myśl, która została do wyprodukowania jego użyta, była myślą twórczą, bądź opierała się na idei, nie! Proces ten pragmatyczny zdominował stare formy produkcji, gdzie dzisiaj nie potrzeba teoretyzować, zastanawiać się nad warzywami, ani nad kawałkiem mięsa. Technicznie obrobiony jest produktem gotowym do spożycia. Nie musi nikt już ścinać drzewa, kiedy jest mu zimno; technicznie obrobiony produkt jest gotowy do użycia. Opuszczając wieś i cztery pory roku wszedł do świata wirtualnego pozbawionego myśli. Załamane już wcześniej prawa naturalne w umysłach, a nie potrzebne w nowej erze i jej społeczności, zanikają. Tam nie potrzeba już będzie tego drzewa, ani owocu jego, ani ciepła. A czym w zimie ogrzeją , to nie jest chłopa interes; Byle bóg-człowiek dał im zajęcie, czyli: „Robotę”, która umożliwi zakup żywności i ogrzania się w zimie.
Oto człowiek, który za nic nie odpowiada, taki oto jedyny egoista malutki. Czymże będą dla takiego człowieka zasady i dogmaty? Sferą niepojętych pojęć! Nie tylko – będą wrogiem! Piewca idei i patriota stanie się jak odległa postać z zaświatów. W tamtym świecie jeszcze docierał do ludu, a w tym w ogóle nie może powstać. Poeci umarli wraz z tamtą epoką. Ten współczynnik, który ma być motorem napędowym człowieka, stał się wrogiem dla niego. Gdzie rodzi się myśl, tam szybko umiera, a każda próba jest tylko bólem głowy.
Chłopi niepowołani piastują urzędy państwowe. Nikt nie może być krytyczny, a już na pewno DOGMATYCZNY. Jest niemożliwym zauważać jakikolwiek gwałt na naturze; To tak jakby powiedzieć: "Istnieje Bóg", a z nim oczywiście sprawiedliwość. W tym przypadku tępi się myśl wyższą, aby nie narażała na pesymizm, gdyż ten występuje tylko wtedy, jak zwierze myśli o człowieku a myśl rozkazuje mu do powrotu; zawrócenia ze złej drogi. Jeśli ta natura ludzka nieokrzesana a zmodyfikowana staje się motorem napędowym do działania, to trudno będzie jej oceniać w ramach dobra i zła. Stanie się egoistyczna, podobnie jak u wszystkich zwierząt, które są prymitywne w swej myśli, a obdarzone wielkim instynktem prokreacji i zaspakajania głodu. We wszystkich możliwych działaniach i uwarunkowaniu naturalnym, stają się egoistyczne. To samo dzieje się z chłopami, którzy pozbawiają się racjonalnej myśli w prawie naturalnym. Dbać tylko będą o zaspokojenie potrzeb ciała. Działanie ich tym się różni od zwierząt, że czynią to w bardziej wyrafinowany sposób, dobrze przemyślany, podstępny, ale to nie znaczy się, że racjonalny. Odrzucenie takiej myśli i człowieczeństwa jest koniecznym; Świat brnie na oślep. W jego głowie zapadka zapadła. Grzech i wszeteczeństwo ogarnęło całą personę i państwo.
Boska małpa panuje jako władca. Jego „JA”, które nie wychodzi poza niego samego i też nic nie dopuszczając do siebie z zewnątrz, umiera w nim. Rozum wraz z myślą odszedł i samotnie zgasł. W pojęciu prawa mieści się etyka a z nią dogmaty. Jest koniecznym przestrzeganie tego działania. Nasza osobowość musi mieć: współczynnik myślący, bo jeżeli go niema, to nie ma też przyczynowości do jego powstania. Więc poeci, teolodzy, ideolodzy są potrzebni, by tę przyczynowość wzbudzić i kształtować człowieka myślącego. Jeżeli naród nie potrzebuje w swym działaniu myśleć, to znaczy się, że jest zwierzęciem bazującym tylko i wyłącznie na programie technicznym; Obsługuje maszynę i żeruje. W przypadku zwierząt, które tropią ofiarę, a i widząc ją, muszą użyć podstępu i siły, czyli najlepszych środków do osiągnięcia celu. To samo czyni współczesny chłop, który myśli i osiąga swoje cele w zaspokojeniu tych samych instynktów. Są to cechy egoistyczne osobowe w dalszej kolejności rodzinne, aż wreszcie grupowe. W ten sposób tworzy się społeczeństwo, które dba tylko o siebie i poprzez dążność do zaspakajania głodu wykorzystuje inne społeczności, niszcząc ich środowisko naturalne. Zwierze nie dba o środowisko naturalne, po prostu z niego korzysta. Nie stanowi zagrożenia ani dla natury i jej praw, ani dla samego siebie — jest jej częścią perfekcyjnie zharmonizowaną wraz z jej prawem.
Trudno oceniać naturę ludzką a egoizm zwierzęcy. One działają według instynktów naturalnych, tym samym jest to ich natura. Chłopi zaś wyzbywają się myśli racjonalnej, by gwałcić naturę i żyć w niej bez prawa. Walczy, wydaje się w dobrej sprawie, by zaspokoić głód swój, rodziny, aż wreszcie społeczeństwa, przy tym niszczy naturę, nie zdając sobie sprawy, czymże jest dobro a czym zło. Okazuje się, że to jest sprawa tak poufnie egoistyczna, że zabójcza dla wszystkich istnień. Jest sobie własną sprawą i niema nic wspólnego ze sprawą zwierząt. Jak trudno to oceniać, ale ocenić trzeba, że egoizm zwierząt różni się od egoizmu chłopa, można by powiedzieć, że zwierze czyni dobro a chłop zło.
Więc czym jest egoizm chłopów? Złem samym w sobie! A przede wszystkim zagrożeniem dla innych istnień. Budując swój świat, chce być w nim kreatorem, co daje mu miano – "boskiej małpy" Nie jest też w stanie w sobie ugasić żądzy. Jest małpi - chtoniczny i pozostawia wszędzie za sobą zniszczenia i pustkę. Obiera rytualnie innym istotom ziemskim prawo do życia, czując się sam dla siebie potrzebny i czyni ich sprawę swoją sprawą. Nie dzieli się z nią z nikim, sam chce posiadać wszystko. Nie stworzył niczego! Mówi, że ma naturę ludzką i egoistą nie jest. A co na to zwierzęta? One nie zapytają go o stwórcę i myśl którą mu dał.
Jeżeli chłop jest brany jako zwierze i przyznaje się do tego, wtenczas kontakt z nim jest uzasadniony — jako nierozumny w komunikacji wyższej, mimo to trzeba stwierdzić, że różni się od zwierzęcia żyjącego na tej planecie. Każda myśl człowieka przestaje mieć charakter podmiotu — jako „JA”, które by mogło wyjść poza program. Zwierze jest przystosowane w automatyzacji w trybie rozkazującym – podporządkowania się, wykonuje rzeczy wcześniej zaprogramowane. Dla chłopa w przeciwieństwie do zwierzęcia nie ważne, co jest przedmiotem obrazu, liczy się tylko zautomatyzowana ilość zawieszonych tychże obrazów i ich poprzedni ciąg. Treść nie ma tu znaczenia ani sensu rozumienia przeszłości ani przyszłości tychże obrazów. Zawiesza się i ściąga je z większym lub mniejszym sukcesem. Przyrównuje się to do prozy życia podobnie jak u zwierzęcia, mimo to zwierze przebywa w naturze i obrazach naturalnych tu i teraz, czyli dla zwierzęcia liczy się tylko czas teraźniejszy, chłop zaś tworzy deformacje tej, że natury i siebie samego i nie można rozpoznać, w którym czasie to się dzieje i po co to robi. W takich okolicznościach kontakt między rzeczą a rzeczą bądź zwierzęciem a zwierzęciem eliminuje treść podmiotu artystycznego a z nim chłopa — można kolejny raz powiedzieć: „Po raz wtóry — człowiek umiera” a wszystko, co się dookoła niego dzieje, jest kłamstwem.
Widzimy odmienność całkowitą między zwierzęciem a chłopem. Wszystko, co z natury podporządkowane jest pod inną mechanikę, inny proces, inaczej funkcjonuje, - jest równowagą i harmonią tej planety w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Działanie zatem chłopów można wziąć za przeciwstawne działaniom natury. Ale czy niepoczytalne, jako że nienaturalne?
Wiadome będzie, że brak podmiotu i myśli żywej jako byt rozumny, który logicznie kształtuje kolejność i hierarchię wyrazów w zdaniu i działań, jako stronę czynną w człowieku, - Uległ awarii. I to dowodzi, że nie ma prawa jako deformator otaczającej go rzeczywistości naturalnej, nazywać się człowiekiem myślącym, a nawet samym człowiekiem, gdyż człowiek podobnie jak zwierze żyłby w harmonii z naturą.
Po raz wtórny chcesz zaistnieć w fakcie dokonanym w stronie czynnej i rzec: „Że jest, to co jest w stanie faktycznym". Musisz zatrzymać zwierze! Nie udaje się to! Widząc to, co się dzieje, to co oni robią, próbujesz nawiązać dialog:
- Zatrzymaj się, jeżeli jesteś człowiekiem myślącym.
- Ja nie rozumiem logicznie, gdyż jestem zwierzęciem.
- Więc uświadamiam Cię, że czynisz zło!
Wszystko mogłoby wskazywać, że jesteśmy zwierzętami w dzikim świecie biologii i toczymy bój o władztwo nad materią. Zwycięstwa te nadają nam poczucie wyniosłości nad żywioły świata zwierzęcego i roślinnego. Mało! Zawsze mieć podmiot, charakter, osobowość, wypowiadać się frazeologicznie, mądrze a nigdy nie trafić na logika, mądrego sprzymierzeńca, by ten na poziomie wyższym logicznym przeprowadził z tobą racjonalną rozmowę. Nadał podmiotowi charakter czynny.
Tryb rozkazujący odnosi się tylko do zwierzęcia — tej nierozumnej istoty. Prawdą jest to, co nie może być prawdziwe, czyli - wyniosłość chłopa ponad materię - "Samego siebie" nie używając do tego myśli ani praw natury - On zaś wkracza coraz głębiej w siebie, myśląc, że jest kreatorem i sam z siebie tworzy świat i do niego dostosowuje własne widzi mi się — PRAWO – DOBRO I WOLNOŚĆ. Staje się bogiem chłopem, synem technicznej sieci. Porusza się po niej jak pająk a poza nią jest pustka. Niewyobrażalna dla niego pustka. Nawet to co namacalne z natury jest mu obce. Jest przedmiotem do użytku i wykorzystania; nie widzi tam życia a jedynie używa coś do rozciągania swojej sieci - przeciwnika Boga, którego on sam stworzył. Pająk z natury jest kreatorem własnej sieci. A kto jest Stwórcą pająka? Bóg chłop, jest kreatorem też własnej sieci. Ale kto jest Stwórcą jego samego? Jeżeli jest Stwórca pająka od natury, to i musi być Stwórca boga chłopa, przecież sam siebie nie stworzył. Jak i pająk sam siebie nie stworzył.
Więc stworzył go Bóg! A przejął kto? Ataraksja chłopów w sieci polega na ich całkowitym zobojętnieniu, są niczym innym jak sparaliżowane muchy po wstrzyknięciu jadu pseudo-wolności i prawa stanowionego. Ich działanie będzie jednokierunkowe i egoistyczne — a mianowicie wolność ponad wszystko dla jego sprawy a reszta, zniszczenie środowiska naturalnego i jego praw nie ma żadnego znaczenia. Więcej: w ogóle nie istnieje jako prawo w której jest działaniem wyższym. Będzie tylko jak dopełniacz w relacjach przynależności np. "Rzeka fabryki”.
Ona sama nie istnieje jako prawo wyższe ponad chłopem, które trzeba respektować. Jest dla niego upustem brudnych czynów, ponieważ jest to jego sprawa. Inni zaś będąc w ataraksji, chcą mieć z jego sprawy korzyść. Myślami ucieka w lepszą przyszłość dla jego sprawy i dla ogółu - niszczy dzieło stwórcy. Niezłomność chłopa, nieustraszenie wobec wyższej potęgi, co w przeszłych wiekach było powszechnie respektowane — to co stworzone ponad nami w wiecznym prawie, zostało w tych czasach złamane.
Chłop nie boi się ani konsekwencji, ani żadnej kary, jaką wywrze na przyszłość jego teraźniejsze działanie.
Jego sprawa nie jest sprawą ani Boga, ani człowieka. Więc czyją ? Wieczne prawa, złoża natury stają się niczym dla jego: "Ja chcę" Bierze to ze wszelką przebiegłością, chytrością rozumu, umiejętnością profanacji w dziedzinie sacrum; a następnie po uchwaleniu tego powszechnym niegodnym uwagi a potrzebnym jemu i wszystkim, trzyma we władaniu – wołając:
ZDOBYŁEM!
Pokazałem, że nie boję się nikogo i niczego. Jeżeli to sprofanowałem, zdeptałem, a żadna wyższa potęga mnie nie ukarała, to znaczy się, że to jest moje, panuje nad tym i eksploatuję w sensie dobra mojego i w sprawie ogółu. UCHWALIŁEM!
To, co powinno być skryte w sensie moralnym u człowieka, stało się jawnym, bez precedensu w każdym działaniu. Równowaga między sacrum a profanum przestała istnieć. Powszechnym stał się ten oto Bóg chłop, eksploatator niepohamowany w swych żądzach; a zło swoje czyni powszechnym, tak jak on sam wynosi się ponad wszystko na ołtarzu natury. Gwałci jej prawa. Korzyść finansowa to budulec, spoiwo, by znaleźć w całości zwolenników i osiągnąć w społeczeństwie wszystkie możliwe działania i cele, sprzeczne z moralnością. Ogół pozbawia się moralności na jego korzyść, a swoją finansową sytuację poprawia. To jest osobista godność współczesnych chłopów.
Czymże jest orzecznik w logice myśli chłopa? Przypuśćmy, że chłop nie myśli, - jest alogiczny! Czym jego orzecznik będzie się charakteryzował, a jego strona bierna czyim jest odbiorcą czynności i kto jest dawcą?
Podmiot przestał istnieć a tym samym myśl. Strona czynna nie ma podmiotu w sferze myśli, automatycznie przeobraża się w stronę bierną, której podmiot nie jest nią samą; dopełnienie jest wykonawcą nie swojego podmiotu; w takim przypadku wydawałoby się, że jest stroną czynną i jest wykonawcą swojego podmiotu a jednak chodzi samo i czyni, dokładnie wykonuje czynności kogoś i myśli, że myśli; hulaj ciało i myślę że... Czynią wpierw rzeczy nim pomyślą, albo w ogóle nie myślą, tylko robią to co, ktoś zaplanował. Czuję! jestem i piję.
- Ale u kogo jest w ręku?
- Co to za narzędnik?
- Myślę, że jestem!
W sferze duchowej będzie to podmiot dobra lub zła. Eliminując w założeniu sferę duchową, a czyniąc np. zło wbrew światu naturalnemu, który jest nieskończony, skończoność ludzka musi mieć podmiot, mimo wyeliminowaniu ducha. Sama destrukcja a tym samym biernik Kaina, musi mieć podmiot. Będzie to podmiot zła (Diabła). Wydawałoby się nieistniejący a uwidoczniony w działaniu podmiot bierny, który eliminuje symbol, jako emblemat zła fałszywie mówiąc, że czyni dobro, przekształca człowieka i w całym znaczeniu, staje się bezokolicznikiem.
Czyja to jest sprawa? Jego sprawa nie jest jednak sprawą Boga ani sprawą człowieka. Nie jest nią prawo, dobro, czy wolność. Jego sprawa to zniszczyć człowieka, naturę i jak on sam jest nicością dla samego siebie, nie obchodzi go nic, prócz jego sprawy, by zniszczyć.
On, to społeczność robotnicza w swoim korowodzie, można by ją nazwać: Ciżbą kotłującą się, pod sztandarami chciwych pragnień i żądzy. Masy te, co dowodzi ich czyn, że to, co ludzkie, to ogniwo, które jeszcze można było dostrzec w ich przodkach — przestało istnieć. Jako sztuczny wytwór i obiekt, rządzący swoimi prawami zlikwidował naturę człowieka. Jego sprawa stała się nadrzędną nawet nad niewinną naturą dziecka. Przyłączając go do swojej sprawy, odebrał mu jego osobowość, by ją złączyć z całością każdego i torować sobie drogę do tego, co chce zdobyć i zawładnąć. Czyli to, co w przyszłości chce całkowicie zniszczyć.
W tym przypadku akomodacja przestrzeni życiowej i asymilacja w niej człowieka — jest irracjonalna dla człowieka wierzącego w Boga. Więcej — jest pogwałceniem wszystkich odwiecznych praw w człowieku i na zewnątrz niego. Ta przestrzeń jest śmiercionośna a chłop w niej przetworzonym, udoskonalonym zabójcą. Wygląd na pozór jego jest dziecinny, ale we wnętrzu tkwią niepohamowane żywioły chęci przeżycia wszystkiego teraz i zawładnięcia wszystkim naraz, co daje mu postać zdziecinniałego olbrzyma, impulsywnego i morderczego. Wszystkie wyższe prawa ponad nim odrzucił, aby stać się takim, jaki jest — chciwym egoistycznym posiadaczem. Jego anachronizm jest dla niego samego pułapką, wymierzoną przeciwko naturze a tym samym przeciwko sobie.
Więc czyja to jest sprawa i kogo?
Czy to jest tak naprawdę sprawa jednostki obywatela?
Dbając o ogół, wiemy, że rzeczą naturalną, czyli naturą człowieka w ramach logiki jest to, aby wszyscy obywatele we wspólnej sprawie korzystali z wypracowanego dobra po to, by dbać o ojczyznę, obywatela a innym słowem o bliźniego swego.
I czym ono jest, to dobro?
- Jeżeli jest bankiem, masz prawo z jego usług korzystać jako obywatel i otrzymać środki do tworzenia kultury.
- jeżeli istnieje kultura chrześcijańska – to masz prawo z niej korzystać jako obywatel i tworzyć kulturę w jej ramach!
- Jeżeli jest domem kultury — masz prawo korzystać z niego jako obywatel i tam się realizować.
- Jeżeli jest centrum handlowe — masz prawo z niego korzystać jako obywatel i zaopatrywać się w potrzebne i materiały.
Jest to wspólne dobro, z którego każdy korzysta i służy ono ogółowi. Jest to wspólną sprawą w wymiarze państwa, jednostki, obywatela. I ty też masz prawo z tego korzystać, ale jakim jest się człowiekiem i czy tak naprawdę, jest się godnym obywatelem we wspólnej sprawie, jeżeli w całym ogóle jako obywatel jednostka chrześcijanin nie istnieje, gdyż pozbawia się go woli działania. Jest zapisany w swoją klasę i ona nadaje całego rytmu jako grupa.
Organy przedstawicielskie, które piastują pieczołowite miejsce w społeczeństwie, dbają, jak wiemy o swoją sprawę i tylko z niej mają korzyści wtedy, gdy jednostka obywatel stawia się na ich zawołanie do ich sprawy. Sami też organizują swoją, a zarazem mówiąc wspólną sprawę, nawołując do niej po przez propagandę o rzekomej równości, mobilizując do działania i wykorzystywania ciebie do swojej sprawy. Egoizmu w tym nie widać, bo jako całość jest za duża, żeby mieć swoje prawa, które by nie były prawami już ogółu. Więc ogół podporządkowuje przynależność do klasy społecznej. Znalazłeś się grupie socjalnej. Prawo stanowione opisuje Cię, dając Ci prawa tylko na twoim poziomie, gdzie na egoizm nie ma miejsca, bo przecież są prawami ogółu. Loże masońskie i organy państwowe przestrzegają tego typu prawa, abyś otrzymywał swoją część z dobra ogółu, ale i twoja przynależność klasowa, jest koniecznością dokonaną, czyli niewidocznym przymusem prawa stanowionego, aby zachować równowagę w społeczeństwie ustaloną przez nich samych, co nie jest korzystne dla obywatela i chrześcijanina. Równowaga ta wynika z wydajności jednostki w stosunku co do ogółu na rzecz ich sprawy. To, w jakiej grupie się znajdujesz zależy w dużej mierze od samego siebie i Twojego toku postępowania. Im bardziej stajesz się mobilny i usłużny w sensie biernym, pragnący, pożądliwszy, tym więcej możesz zdobyć, wyżej możesz wyjść. Wydawać Ci się będzie, że pracujesz dla ogółu, a tak naprawdę stajesz się potworem, egoistycznie wykorzystującym innych dla swojej sprawy, która w większości wyda Ci się sprawą ogółu, ponieważ twój bank udzielił im pożyczki, ba nawet ufundował nowy dom opieki społecznej, kultury, a nawet i kościół, bądź zakupił nowy stół operacyjny potrzebny do przeszczepu serca.
Więc mniej więcej mobilna jednostka obywatel żyjąca w tym raju, która niedomaga w działaniu i produkcji w jego sprawie, to dobra ogółu też są jego dobrami, widząc je w sklepach, jest to też jego dobro. Ale na jakich prawach może z nich korzystać? To też jest jego sprawa, aby to było dzieło wspólne i wszyscy z niego mogli korzystać, mimo to, że kosztem innych i niego samego. Nie chodził głodny po ulicy, w banku by pobrał swoją część socjalną, jeżeli zachoruje, ma prawo skorzystać z opieki szpitala. Wszyscy mają prawo z tego dobra korzystać, bo jego sprawa jest naszą wspólną sprawą.
Tego typu system i jego zaprogramowanie, gdzie poprzez technologię rządzi się światem, jednostkami społecznymi, które potrafią wiele zdziałać poprzez swój upór i egoizm, wydaje się najlepszym z najlepszych, ale nie dla chrześcijanina. W tej sytuacji gdzie przynależność społeczna bądź subkulturowa jest nam dana przez produkt techniczny, w której jedni dają sobie lepiej radę, a drudzy gorzej odnajdują się w niej, - będziemy cały czas ze strofowani i niezadowoleni z własnej pozycji społecznej. Cały czas będzie Ci brakować czegoś, a to coś nie pochodzi ani od Stwórcy, ani od człowieka; będzie wzbudzać w Tobie pożądanie i nienawiść do tego, który jest w pozycji lepszej, bardziej komfortowej a tym samym władczej. Demokracja umożliwi Ci wybranie tego kogoś na przywódcę a potem pozwoli Ci go znienawidzić, że ten osiągnął lepszą pozycję i to z Twojego wyboru dla wspólnej sprawy. On opuścił swoją klasę i wszedł do innej subkultury wyższej lepiej prosperującej, opłacanej. Wydawałoby się też, że działają dla społeczeństwa a tak naprawdę nie jest. Wzbogacają się na eksploatacji złóż naturalnych i płodach rolnych poprzez tanią siłę roboczą, którą eksploatują tak samo jak naturę a później część swojego gigantycznego majątku, przeznaczają na kieszonkowe dla reszty. Czyli nie jest to sprawa ani Stwórcy ani człowieka, tym bardziej chrześcijanina. Więc czyja? Diabła!
I tak dalej, tak to trwa twoja sprawa dla ogółu. Łóż na dziecko a ono w swojej sprawie dokona coś niemożliwego na rzecz ogółu i tak zmieni swoją klasę wchodząc w subkulturę razem z Tobą. Będzie miało lepiej pragnąc coraz więcej dla siebie a tym samym dla innych i oczywiście dla ciebie. Cóż to za genialne dziecko w wspólnej sprawie, gdzie wszyscy widzą jego pracę dla siebie i ogółu, zazdroszcząc mu jego genialnego posunięcia. Ale w czyjej sprawie i z jakiego powodu tego nikt nie docieka, bo to nie jest sprawa ani stwórcy ani człowieka, tylko jego sprawa na rzecz wszystkich. Dlatego wszyscy wykorzystują się, są warci dla siebie tylko materialnie, a on dla nich też jest pustką, gdyż są egoistami.
Dlaczego i on nie może dokonać tego, co tamten? Ależ może! Tylko musi działać we własnej sprawie i czy znajdzie się miejsce w elicie z ludźmi ze swoimi sprawami. Miejsca zostały wypełnione, sprawy się dokonały i sprawcy usadowili się na swych miejscach. Demokracja nabrała rozmachu, wolność i przynależność wszystkie tryba nakręca. Demokratyczne wyrażenie woli stało się liberalnym pościgiem do uzyskania jeszcze większej wolności, która w efekcie kończy się pomieszaniem zmysłów. Każda myśl niepodlegająca ocenie krytycznej jest wystawiona na próbę żądzy, a ona doprowadza je do szaleństwa. Głowa jego pozbawiona jest myśli krytycznej, tak wstrętnej, bo sprzecznej z ogółem. Wtopiona w całość, która jest niczym innym, jak liberałem pod butem kapitału z czego ten drugi nie wywiera żadnego działania myśli na ogół jednolitej masy. Kapitał jest panem materii, którą reszta musi zdobyć za wszelką cenę — posiadać, by odczuć jego potęgę i siłę i stać się produktem końcowym, które nie wymaga już potem żadnego wysiłku ani myślenia.
Być wolnym!!! Gdzie robotnicy nie mają żadnego wypływu na otoczenie, jest abstrakcją, a materia staje się wrogiem nieprzezwyciężenia ze względu na swoją moc ustawodawczą. Podporządkowuje indywidua pod konsumpcję, która jest skutkiem ubocznym uporczywej nie do przezwyciężenia więzi. Efekt konsumpcji staje się szałem zmysłów. Główna matryca ustawodawcza nie daje rozwiązania ideologicznego, jedynie karmi, co wiąże się z brakiem myśli w sferze wykonawczej. Prawda jest jak trucizna działająca w sferze myśli, odpychana przez każdego, kogo na nią stać. Każda jednostka opiera wszystkie oceny o całość społeczeństwa.
„ Oto człowiek stał się najwyższą istotą ponad Bogiem i jego prawami, ponad człowiekiem i Jego naturą"
W nieświadomości grup społecznych, tryb rozkazujący nie odnosi się tylko do formy mówionej, - jest nakazem wyższym, poprzez który realizuje się matryca. To ona (matryca) Ci go wskaże, proponując karierę w okoliczniku: miejsca, czasu, skutku, i w bezokoliczniku: miary, przyzwolenia, sytuacji. Twoja przyszłość jest w jej rękach. Nie jesteś personą jako „ty", czy "ja", jesteś masą, która pragnie, pożąda; chce, aby był to twój start i meta twojego żywota; to ona i dla jej programu masz poświęcić życie. Jesteś jednostką, która ma słabo rozwiniętą stronę bierną — stajesz się mniej lub bardziej potrzebny, ba nawet w ogóle nie potrzebny, mimo to utrzymuje cię, bo chce, abyś ją wybrał i szedł za nią. I wtedy to otrzymujesz według prawa twoją zasłużoną dolę w banku żywności, który też jest częścią całości, Jego sprawy i twojej.
Jedyny pierwiastek pozytywny w tym zwierzęciu to: litość, którą nazywa humanus. Tworzy opiekę społeczną dla słabych i dary charytatywne dla skomlących instytucji i pensjonariuszy, którzy w tej doskonałej maszynie ulegli defektowi. Otrzymanie tej części z ogółu na zaspokojenie głodu, stawia Cię w pozycji nieopuszczonego nawet przez niego samego, którego korzyści są przecież korzyściami Twoimi i ogółu. To zadośćuczynienie, którego matryca nie udziela z serca, tylko z powinności proceduralnych za niesprawiedliwe hierarchizowanie społeczności, spadające na grupy, które mogłyby być na miejscu tamtych i odwrotnie, jednak wynikiem degeneracji przez jej działanie, są tam, gdzie są. Nie chodzi tu o przypadek. Twoja grupa społeczna to rzecz dokonana. W trybie rozkazującym wyrażana jest forma ruchu społecznego, dostosowawczego. W trybie przypuszczającym jest cała nadzieja i motor napędowy.
- Ty też mógłbyś być PREZYDENTEM, ale... Teraz idź do roboty albo wyjedź do Indii, tam zrozumiesz, gdzie jest twoje miejsce, zachowując nadzieję w czasie przyszłym.
Czy obowiązkiem w ich sprawie jest dbać o jednostkę obywatela, czy też nie ? Kimże będzie wtedy ten marny człowieczyna, która niedomaga w swej sprawie dla innych i jest tylko pozostałością po sprawie i który potrzebuje pomocy społecznej? W jego marnym miniaturowym mniemaniu w swojej sprawie legł w gruzach demokracji. Jeszcze nie dawno walczył o swoją sprawę z innymi, a po zwycięstwie został mu tylko ośrodek opieki społecznej, a w przypadku człowieka bezdomnego — brat Albert. Inni unieśli się jak na skrzydłach wolności, zakładając tym samym kajdany swoim braciom na ręce, którzy ciężką pracą będą musieli dokonać cudu, by wejść do Panteonu Istot Najwyższych, górujących nad wszystkimi wiecznymi prawami natury; dominujących nad wszystkim, co na ziemi w przestworzach i nawet nad tym marnym człowieczkiem, który nie dokonuje już niczego, tylko potrzebuje pomocy społecznej.
Stając się materialistą w ucieleśnieniu bytu, można pożegnać się z łaską Ducha Św. i o potwierdzeniu jaki musi być, by się stać człowiekiem homo sapiens.
Żyjąc w zaburzeniach psychicznych percepcja środowiska i praw natury we wnętrzu człowieka została zniszczona, a on sam pozbawiony równowagi na pewno zginie. Jego „uszkodzona dusza" - jest bez życia, potrzebuje światła ewangelii; działanie w matrycy ma charakter pejoratywny; Więc dogmat Trójcy nie może zadziałać; a cały postęp do nowoczesności jest sprzeczny z prawami natury, która powoduje wstrząsy i zaburzenia; nie przenika, trwa doprowadzając do obumarcia duszy. To przenikanie które kiedyś miało miejsce zostało zablokowane.
To miejsce w sztucznym społeczeństwie, które robotnik chce osiągnąć, ten status wypełnia jego osobowość; ogranicza się tylko do przyczyny, przez którą jednostka osiągnie korzyść; ale czy to jest przyczyna, która powinna być brana pod uwagę?
„Po raz wtórny, człowiek umiera". Jeżeli społeczeństwo nie może kreować jednostek tzw. myślących, które by były osobą pierwszą, stroną czynną, która w orzeczniku wyraźnie charakteryzuje treść łącznika, by wydobyć ideę do sprawiedliwego funkcjonowania; to co jest za społeczeństwo? Pogrążone w mroku bezosobowości — masa, kupa błota , z której nie można nic ulepić;
Rozpad mieszanina psychicznych dewiacji; Nareszcie agonia Jezusa w duchu człowieka. Żyć w czasie teraźniejszym, czynności niedokonanej! Oddając swoją osobę i wszystkie swoje prawa, we władanie woli ogółu; zrezygnować ze swojej autonomii: Możności decydowania, co jest dobre, a co jest złe - jest niczym innym jak katastrofą, punktem zwrotnym w rozwoju człowieczeństwa. Skoro odrębne wyższe podmioty rezygnują ze swojej wolnej woli, by stać się częścią ogółu i zanurzyć się w nim; następnie utonąć w liberalizmie, przeciwieństwie etyki i moralności, to tak jakby automatycznie unicestwić w sobie duszę i zstąpić w ciemności niebytu.
„Chłopi mają być źródłem dochodu" Manipulacja doskonale zamieniona na rywalizację tylko i wyłącznie w stosunku co do korzyści - jaką może przynieść naród. Czyli rywalizacja, to manipulacja narodem, by ten pragnął zwycięstwa a przy tym osiągnięcia jak największych korzyści materialnych. Jak uzyskać godność nie uczestnicząc w pogoni za materializmem; Jeżeli człowiek mądry a przy tym biedny jest pozbawiony autorytetu.
„Jest niczym i nikim" Żadna materia nie stanie po twojej stronie; Nie posiadasz jej, aby się nią okazać; jaki to jesteś godny uwagi i posłuchu. Drzwi stają się przed nim zamknięte, każdy patrzy na niego z pogardą.
"Oto człowiek materii, bez materii". Moje „Ja chcę" zamienia się w pustkę; Bo to, co by chciał dokonać, jest zmienione na materię i jest w rekach innych. Musiałbym wejść z przecinkiem w rzeczywistość już dokonaną i uformować zdanie złożone z tych sów, które są już w posiadaniu innych, tych, którzy dzierżą rzeczywistość. Ale jak to uczynić, jeśli jest poza rzeczywistością, wydawałoby się dokonaną? Musiałby wykreować zdanie nadrzędne i uhierarchizować resztę zdań podrzędne, ustanowić mniej znaczące, by zobaczyły wartość zdania nadrzędnego; jeżeli nie będą chcieli respektować takiego zdania, to trzeba je opisać jako w ogóle nieznaczące; i co wtedy? Wszedłeś w rzeczywistość i uhierarchizowałeś zdania; I cóż z posiadania słów? Nie respektując cię, ogranicza cię grupa społeczna, która w całości już spoczęła na laurach, więcej osiągnąć nie może. Całe społeczeństwo określiło jego wartość. A on jest w niej warty, tyle, co reszta grupy; Czyli Jego wartość określa przynależność do klasy w takiej, jakiej występujesz naturalnie. On sam nie może zadziałać nic. Jego „Ja chcę" nic nie znaczy; karty zostały rozdane; gra się skończyła. Z obejścia wydawałoby się tak, ale tak nie jest!
Możesz zmienić swój los? Żyjąc na okruchach, które spadają ze stołu, Jego sprawy i która też jest na siłę Twoją sprawą, nie masz wiele miejsca do popisu. Twoja poprawa statusu a przy tym materialna, może jednak ulec zmianie — wtedy i tylko wtedy: jeżeli On i Jego sprawa będzie cię potrzebować, jako dopełniacza. Drugim przypadkiem jest litość i łaska. Trzeci to szczęście losowe, wygrana na loterii. Bez niego możesz spokojnie na łonie grupy dokonać eutanazji. Druga możliwość nie jest realną, ponieważ określa cię całość i jesteś jej częścią. W pierwszym przypadku musiałbyś wykorzystać swoje "Ja chcę" i w przeciwieństwie do stagnacji i niedorozwoju, zadziałać; co już jest sprzeczne z porządkiem we wspólnej sprawie. I z tego powodu może dojść do znienawidzenia Cię i Twoje "Ja chcę" będzie dyskryminowane. Nazwane idiotycznym, jako sprzeczne z całością działania. W trakcie jednak parcia i chęci kontynuowania będzie nazwane niebezpiecznym i chorym. Wtedy Twoje "Ja Chcę" nie będzie Go interesować, ze względu na brak korzyści, a i tez z wierności względem ludu demokratycznego, który Go wybrał na pana. Bez pomocy z wyższej półki sama już grupa, w której żyjesz, dla ciebie z przypadku, będzie Cię chciała leczyć i z powrotem asymilować. W przypadku Twojej bulwersacji, skazany jesteś sam na siebie a w grupie jedyną pomoc, którą uzyskujesz, to pomoc socjalna. Ustalona już wcześniej z wyższego pułapu. Że Ty też masz prawo, ale...
Twoja przyszłość w grupie socjalnej jako twórca jest zablokowana; wtedy nie jesteś sprawą ani ogółu, ani Jego. Twoja sprawa kiedyś wspólna była realizowana, dzisiaj odrzucona. Wtedy może Ci pomóc tylko trzeci przypadek, gdyż dwa pozostałe są określane poprzez stan materii. Moje "Ja Chcę" w ogóle nie istnieje; jest zapisane w stan materialny. Ten trzeci przypadek „Szczęśliwego Losu”, byłby drzwiami do Jego świata i zwycięstwem nad uzależnieniem od grupy twojej ustanowionej przez społeczeństwo, kasty; co wydaje się też niemożliwym i zaprogramowanym?
W MYŚLI jest potęga, w niej tkwi siła do każdego działania. Bez prawa naturalnego i idei człowiek pospolity, jak i wyższych aspiracji umiera w bezsensie. Chyba że siłą maszyny zostaje podporządkowany i pchnięty do działania jak w przypadku dzisiejszego robotnika. W niej się realizuje i ona jest jego niezrozumiałym podmiotem, - matrycą matką. Czyli podmiot to program a persona to: Podmiot domyślny w orzeczniku bezokolicznika np. pracował, gdzie matryca jako podmiot ustawia go w stronie biernej z pytaniem, - Kogo? Co? Co — co — co —?
Jest to dopełnienie bliższe, które matryca uświadamia dopiero w fakcie twojej przynależności do systemu i właściwego miejsca, jako czasownika w formie osobowej, - Aspekt dokonany, bądź niedokonany. Ten drugi jest niemożliwy na poziomie programu. Twoja samowola w programie jest niewyobrażalna. Musisz dokonać takiego czy innego działania, który wcześniej był zasymilowany. Program matrycy jest dokonany i musisz w niej przyjąć postawę bierną — nawet bez celownika, czyli: Komu? Czemu?Matryca wynagradza Cię jako nikt, tworząc z Ciebie narzędnik, w formie niepojętej, bo nie jesteś podmiotem, czyli pytanie: Kim? Czym? Dysponuje tobą matryca, a podmiotem jest ona sama i jej urobek, - Czyli Ty! W tym przypadku idealizacja i znalezienie symbolu jedności treści w materii jest niemożliwym. Żadna doktryna współczesna nie może wyidealizować podmiot jako symbol dobra, gdyż indywidualizacja persony na poziomie myśli została zdominowana przez program, - MATRYCĘ; a ona sama w sensie prozaicznym prokreacji i konsumpcji nie istnieje w czystej formie, jako idea bądź symbol. Wszystkie inne formy przez nią personalizacji dobra są sfingowane. W tym zaprogramowanym działaniu wyższa forma inteligencji nie istnieje. Wszystko co jest poza matrycą nie ma prawa funkcjonować i tym samym istnieć. Natura jest upowszechniona, zdominowana, bez tajemnic; sprowadzona do poziomu cząstki atomu, wreszcie przymiotnika, który się nadaje albo nie nadaje, - Czyj? Który? Jaki?
Siedem przypadków ma nam określać podmiot i jego cechy. Tworząc ósmy — PRZYPADEK PRZYCZYNY z pytaniem: Skąd? Jak? By dokładnie określić podmiot ideowy, na którym opiera się reszta przypadków i ich orzecznik. Przypadek przyczyny jest sformułowany w sferze myśli następnie słowa, które poprzez czyn tworzą konkretny rzeczownik. Kończąc na doktrynie, którą uformował w dogmacie. W tym przypadku natura, czy człowiek, cechy i przymioty są konkretnie określane, mają swoją osobowość. Czasownik zaś ma przedstawiać dziejące się czynności zgodnie z charakterem podmiotu, tworząc orzeczenie właściwe, co do twórczej idei i zaistniałego faktu w czasie, trybach i aspektach. Wiadomo, kto jest dawcą, co się robi i po co się to robi, a przede wszystkim w jakim celu.
Okolicznik przyczyny, miejsca, czasu, skutku, sposobu, aż wreszcie miary, jest konkretnie zawarty w stronie czynnej, biernej i zwrotnej a orzecznik wyraźnie ma charakter treści łącznika między rzeczownikiem a jego właściwym sposobem działania w czasie i miejscu. Uzasadniona jest przyczyna, skutek i cel – charakter. Wykonywana jest czynność, przez którą powstają rzeczy adekwatne do przyczyny, persony, otoczenia i natury środowiska społecznego.
Czy używając myśli, możesz zmienić swój los? Ideologia grupy nie wie, co to jest akt prawny; jednym słowem KONSTYTUCJA. Prawo ustanowione dla człowieka, by ten zachowywał swoją godność, autorytet i był niezależny w swej myśli od ogółu, a tym samym mógł ją kształtować.
Przykre jest też to, że ta ustawa zasadnicza, jest kierowana do chłopstwa, a nie do jednostki. I ten to chłop całkowicie zatracił jej znaczenie. W woli ogółu nie ma miejsca na porozumienie społeczne względem jednostki, która myślałaby indywidualnie? Jej myśli byłyby czymś wzniosłym, a zarazem przytłaczającym ciężarem dla próżnego ludu. Jeżeli istotą Duszy jest miłość do stworzyciela, a zarazem akceptowania Jego praw — to i nasza wola będzie ukierunkowana ku dobru, czy to naturalnemu, z którego czerpiemy życiową energię, czy to środowisku społecznemu, które jest tego działania rezultatem.
Równowagą Duszy i Woli są czyste myśli a ich owocem prawda, bez której nie może funkcjonować żaden pozytywny system. Przez Sakrament Chrztu Św. zostaliśmy włączeni do Kościoła. Tworzymy jeden lud Boży. Lud, który umacnia się więzią ze Stwórcą, przez syna Jego Jezusa Chrystusa a przymierzem z krwi Jego zapieczętowaną. Dzieci nasze wychowywane w pokorze i bojaźni Bożej, kierowane są drogą prawdy i sprawiedliwości a my sami przez to musimy się kierować na prawidłowościach.
Każde odstępstwo – własna droga, tworzy przepaść między Bogiem, rodzicami a dziełem z natury zrodzonym w dzieciach. One nie rozumiejąc postępków dorosłych, tracą równowagę a z tym samym swoją czystość, która jest dla dziecka, jak prawidło do normalnego postępowania w życiu. Wybór rodziców idących drogą kościoła między dobrem a złem staje się zbędny, kościół dba o ich słuszną drogę, by nie narazili dzieci na niebezpieczeństwo, które powstaje właśnie ze złego wyboru.
Dzięki kościołowi nasza Dusza a przede wszystkim dziecka może być spokojna o swoje zbawienie a nasz bliźni o akt miłości. Prawidłowość funkcjonowania naszego rozumu i jego czystość jest konieczna w normalnym postępowaniu codziennym. Bóg ciebie wezwał, abyś wraz z Kościołem i innymi bliźnimi służył wszystkim ludziom. Jesteś chrześcijaninem, a zatem człowiekiem prawym i w prawości się umacniasz. Żyjesz w prawdziwej wspólnocie Kościelnej — Budujesz Królestwo Boże. Dziecko staje się czystym surowcem, bez grzechu do obróbki, jaką Kościół wyznaczył na drogę ku zbawieniu.
My jako członkowie Kościoła Świętego umiemy postępować z dziećmi według woli Bożej. One są światłością i przez nie my stajemy się też dziećmi Bożymi.
Przez usta naszego ludu wydobywają się tylko słowa chwalebne, błogosławiące stworzenie i stwórcę Mat 18. Latorośl, którą jest kościół, wydaje owoce w społeczeństwie pięknym i wspaniałym. Z czołami do góry podniesionymi idziemy ku światłu. Społeczeństwo jest wzorem do naśladowania i żadne dziecko w nim się nie zagubi.
Kościół podtrzymuje tradycję wywyższenia dzieci Bożych, jako perły w jego koronie. Nadaje im funkcję godną ich predyspozycji i ustawia na właściwym miejscu. Wszyscy muszą widzieć działanie Boga żywego, by wnikał do umysłów i serc ludu. Z pokolenia na pokolenie rodzice chrzestni a przede wszystkim rodzice cieleśni czuwają nad dziećmi, aby godnie mogli wypełniać wolę Boga i w miarę dorastając według powołania, służyć Bogu i społeczeństwu. My jako to dzieło jesteśmy częścią tego świata, kościół ma wielki wpływ na nasze postępowanie. Dziecko staje się świadome własnych czynów, jest z nich usatysfakcjonowane, rozumne do głębi. Uzewnętrznia się to poprzez pracę swoich rąk nad konstrukcją dzieła Bożego.
Kształtowanie jednostki jest dla dobra społeczeństwa i świata – musem dokonanym. Tylko i tylko wtedy, taka jednostka kształtująca się w woli Bożej wychodzi ponad społeczność, kontroluje ją i sama się kontroluję. Grzech staje się być aktem dla niej tak małym i podłym uczynkiem, że za życia niegodnym uwagi.
Żyć i być martwym, to lepiej w ogóle się nie narodzić. Idąc drogą Kościoła, dorastasz; Jesteś wdzięczny Bogu za niezliczone łaski, którymi Cię obdarza w całym swoim życiu, poprzez talenty twórcze we wszystkich dziedzinach sztuki. Dziękując mu tymi pracami, wzbogacasz własne środowisko, czujesz własne poczucie godności a przede wszystkim człowieczeństwo, którego moralność i etyka są godnymi do naśladowania. Tym wszystkim pogłębiasz wiarę w Stwórcę, który Cię wyrzeźbił z gliny i tknął w twoje nozdrza życie.
Przez kogo P. Jezus ożywia i umacnia swój Kościół? Jeżeli Bóg kocha swój lud a z nim Kościół i przez tych ludzi chce tworzyć Królestwo Boże. To Jego oblicze powinno ukazać się w nas wszystkich i On sam odkupi nas swoim miłosierdziem. Podźwignął w przeszłości ludy, a później wybudował Kościół; dał chrześcijanom świątynię, dla miłowania Go. Ukazał się wszystkim w działaniu, ubrał swój lud w szaty, dał nam bogactwo...
I w zamian czego oczekuje? Bóg poprzez swojego syna Jezusa wzywa nas do jedności — Kościół, Państwo i jeden lud Boży; jedno ciało, w którym umocnimy naszą więź z Bogiem, gwarantując tym jedność Ducha w spójni i pokoju; Jeden Bóg i ojciec wszystkich; Jezus poprzez swój dar wzmocnił nas.
Wstępując do swojego ojca, od którego napełnia nas Duchem Św. i poprzez to działanie ustanawia wszystkich na właściwych miejscach w hierarchii społecznej. Oni mają obowiązek prowadzić Lud Boży do złączenia się w jedności z obliczem Boga. "Imago-Dei" W hierarchii tej słowa mędrca, które mówią: "Nie dziwię się, iż nad wszystko jest wyższy i drugi jeszcze wyższy a nad nim wyżej, który rozkazuje i oni mu służą". Dlatego hardość jest wielka i głupstwo, gdy wszyscy równi sobie się czynią. Nierówność porządkiem i podleganiem się gładzi; - jedna Dusza w ciele rząd czyni.
Jaką funkcję spełniają w Kościele biskupi i kapłani? Wypełniając urząd nauczycielski, przez pracę, która wymaga wielkiego wysiłku i kierownictwa, stają się doświadczonym przewodnikiem. Poprzez to przewodnictwo z każdym dniem od młodych lat zbliżasz się w jedności w Chrystusie do Królestwa Bożego. Prezbiterzy, wypełniając słowo Boże, nie traktują nas jako swoje sługi, a lud żyjąc na łonie Boskiej Natury i pracując w swoim ogrodzie, tym bardziej nie powinien się tak czuć. Oni oznajmiają prawdę z Woli Boga względem nas, którą mamy skrupulatnie wypełniać. Są jako roztropni nauczyciele naszymi przyjaciółmi; to Oni w przeciwieństwie są naszymi sługami. Nie mają nic do ukrycia, a oblicze Boga ukazuje się przez ich czyny. Są światłem, które my absorbujemy, przez nich stajemy się lepsi. To my staramy się przed nimi nic nie ukrywać; nie czynić nic, co by miało być zatajone. Dzięki nim wydajemy owoc piękny, trwały i o cokolwiek prosilibyśmy Ojca Niebiańskiego w ich imieniu, przez nich, on nam to da.
Po czym poznajemy, że Kościół jest Święty? Kościół Św. jest i ludzie świętymi są poprzez niego, gdy zasiewają swoje plony i z nich korzystają. Nie budują domów, by ktoś inny w nich mieszkał. Lichwiarze nie pobierają grosza czynszowego, nie tworzy się masowych miejsc pracy do wyzysku i eksploatacji. Nikt na nikim się nie dorabia nieuczciwie. Nie uciska się swoich dłużników, w razie biedy zwraca się jego zastaw. Nie dopuszcza się gwałtu i przemocy. Nie ma żebraków, lichwiarzy, oszustów i złodziei. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, sługami Jego Woli. My jako Lud Boży powstrzymujemy rękę od chciwego postępowania. Sprawy międzyludzkie rozstrzygają się słusznie i sprawiedliwie.
Jakie cechy posiada chrześcijanin? W całym sensie twórczym nie tylko że słucha słowa Bożego, ale wypełnia je w całym jego majestacie. Wszyscy ludzie przestrzegają prawa. Prawo jest częścią naszego życia, poprzez które żyjemy w społeczeństwie czystym od grzechu. Będąc odpowiedzialni za swe czyny, dar naszego Pana Jezusa w naszych oczach ukazuje nie tylko grzech i występek tamtych ludzi, ale i utwierdza nas w słuszności wyboru, by stać się częścią dzieła Bożego i z głową podniesioną do góry wierzyć w Kościół i Jego plan zbawczy. To przymierze, ten kielich krwi staje się dla nas rzeczą najważniejszą. Krew przelana za nas i dla nas, abyśmy świadomie odrzucali zło i Diabła, który czyha na nasze dusze. Ten kielich to świadome antidotum, które jest nam wpajane, by nie zostać zakładnikiem ciała a tym samym niewolnikiem grzechu. Baczmy, abyśmy wiernie przestrzegali tego przymierza, to ono jest drogą ku zbawieniu. Chrystus złączył nas więzami z Bogiem. Daje nam świadomy znak i cel naszego życia. Nie zniweczmy tego co było nam ofiarowane. Krew wielu ludzi świętych przelana, którzy szli śladem Pana Jezusa, po to by powstał Lud Św. a z nim Kościół Święty.
Od niepamiętnych czasów, ziemia, po której stąpamy, była naszą ziemią należącą do Lachów. Nie musieliśmy jak Abraham opuszczać naszej ziemi z powodu grzechu jej mieszkańców. Bóg dał nam ją, gdy otrzymaliśmy chrzest, nie musieliśmy prosić o nią ani też walczyć a tym bardziej nie jesteśmy niewolnikami w naszej ziemi. Jest mlekiem i miodem płynąca. Poprzez chrzest, jaki otrzymała, nasi przodkowie zapieczętowali swoją suwerenność pod Boską opatrznością, która czuwa nad nią i strzeże jej granic.
Prośmy Boga i opatrzność, by nad nami czuwała, by nie stać się na odwrót poganami. Mieliśmy zadatki na chrześcijan i staliśmy się nimi. Bóg umieścił w naszych sercach treść prawa. Wszystko to świadczy o naszym poczuciu winy, które to przez sumienie wypływa na zewnątrz i kształtuje nas jako Imago-Dei. Tym samym Bóg nas błogosławi, dając nam obfite plony, a my dbamy o naszą ziemię. Niech nasze dzieci rodzą się ze zdrowych rodziców. W przeciwieństwie do innych narodów, które w barbarzyństwo popadają.
Weźmy za przykład Abrahama, który podróżuje i korzysta ze służącej w dodatku z innego państwa. Rodzi mu się Ismael. Cierpi z tego powodu; Poprzez to nienawidzi swoich przyrodnich braci. W Polskiej ziemi takiej tragedia nie powinna zaistnieć. Dzieci wychowywane są w tradycji kościelnej i narodowej. Wybitne kształcą się w katedrach pod opieką biskupów i scholastyków, po to, żeby stać się nie tylko obywatelem Polski ale i Europy.
Być prawdziwym przykładem człowieka, chrześcijanina. Wzorowego członka wspólnoty parafialnej, diecezji, metropolii i ogólnego społeczeństwa polskiego. Społeczeństwo nasze ma być tym przykładem do utwierdzenia nas i inne narody w realnej wierze w Boga i poznaniu go lepiej w prawie i w działaniu. Kościół oznajmia nam wolę Boga i poprzez to nasi przodkowie umieli dokonywać prawidłowego wyboru, abyśmy teraz mogli cieszyć się zadatkiem na Królestwo Boże, jakie odczuwali i nadal powinno się odczuwać w społeczeństwie pełnym miłości do stworzenia i Stwórcy. Idea realizuje się w zjawisku poprzez początki chrześcijaństwa, tak tragicznego porodu ludzi, którzy poświęcili własne życie, aby wreszcie Kościół znalazł swoje miejsce tu w pogańskim świecie.
"IMAGO — DEI — A IMAGO — HOMO"
Kim jest jednostka robotnik i jakie ma aspiracje na poziomie wyższym poza materią? Czy istnieje jakaś więź, która go jednoczy z całością stworzenia? Dla kogo żyje robotnik? A przede wszystkim, po co się narodził? Kiedyś jak i dzisiaj na te pytania odpowiadał Kościół. Dzisiaj w natłoku informacji i dezinformacji, kiedy odchodzimy od Kościoła, kogo mamy się zapytać o sens istnienia? W powszechnym chaosie, racjonalizm został wyparty przez fantazję. Bachanalia które otaczają człowieka a w nich "on robotnik" jako twór maszyny produkcyjnej - jest katastrofą.
Co z naszą kulturą i tradycją? Jak mamy widzieć otaczający nasz świat. Jak w nim postępować? Jakie cechy oddamy naszym pokoleniom, wzorce do naśladowania? Tak zwany "ludyzm przemysłowy" ogarnął całą kulę ziemską. Różnego rodzaju teorie dyluwialne opanowały człowieka. Homogenizacja techniczno-kulturowa trwa. Samo myślenie racjonalne przestało mieć sens. Istoty ludzkie w pragmatycznej egzystencji, gdzie praca mechaniczna i mozolna jest częścią ich życia; Postęp techniczny potrzebuje ich poświęcenia, aby oddawali swoje życie dla przyszłych pokoleń, dzieci — które w przyszłości nie będą musiały ciężko pracować jak dziadkowie i rodzice. Idea utopi stała się namacalna, jak mury kopalni, wraz z robotnikiem ciężko pracującym na przyszłość. Kościół został odepchnięty na drugi plan, jakoby miejsca, w którym wirtualna obietnica Boża, nie tylko że jest nie do osiągnięcia, ale i absurdalna. Bóg jako obrońca państwa, ludu MA NIE DZIAŁAĆ, wręcz przeciwnie mniema się, że opuścił ten padół, wyprowadził się z niego i zostawił na własny rozrachunek człowieka.
Idea ludyzmu jest bardzo prosta: "Poprzez pracę osiągniesz zbawienie" Nikt nie zastanawia się nad tym zagadnieniem, wszystko zostaje w rękach empiryzmu. Ale pogardzanie tym, co pokrzepia duszę i mogłoby się uwolnić spod panowania materii, ma być priorytetem? Zdziwaczenie umysłu, które spowodowało rozpad moralny, ukazuje się w złym wychowaniu dzieci. Wybiera się tylko te, które są przewodnikami pracy, wynalazcami. Nie myślą o przyszłości ani skutku. Tkwią w procesie, wydawałoby się twórczym, a poświęcają siebie, innych i naturę.
Na jakich fundamentach został zbudowany nasz naród? Jakie przymierze zawarliśmy z Bogiem? Kogo poświęciliśmy? Ile ludzi zginęło za Kościół? Kim jesteśmy i komu mamy oddawać cześć? Jaką jesteśmy latoroślą? I z jakich korzeni się wywodzimy? Pytania się mnożą, a odpowiedzi są proste.
Żeby mógł zaistnieć człowiek to i środowisko jego jestestwa, musi spełniać te same cechy co on. Aby wydać owoc, musi rosnąć na odpowiedniej latorośli, która jest jego domem. Wspólnota musi przygotowywać podłoże, na którym ten owoc będzie się prawidłowo rozwijał. Musi być odpowiednie środowisko społeczne, które karmi i wydaje na świat taki owoc.
Powróćmy do epoki gdzie kościół i religia były źródłem inspiracji i jej powszechnego zastosowanie a lud w pokorze oddawał się jej potędze i cnocie. Świat był czysty od manipulacji i techniki, nad którą teraz nie może zapanować i która to włada ludzkimi umysłami. Tamten świat był niebem. Dzieci pod wpływem siły prawdy i kościoła odnajdywały od wczesnych lat drogę, czy to duchową, czy artystyczną. Wspaniałym to jest żyć w stosunkach społecznych, właściwe ukierunkowanych, gdzie dziecko nie męczy się niedościgłą abstrakcją i jej bezcelowością, - przeciwnie, to Boska natura kształtowała jego rozum i czyny. W średniowieczu, gdzie po burzliwych wiekach pełnych przemocy, pogańskiego stosunku społecznego i ich władców, życia w brutalnej niewolniczej pracy, ataków desperackiej morderczej zabawy na arenach - zajaśniało nowym życiem, a przede wszystkim nadzieją na lepszy, doskonalszy świat.
Czymże mogły być te średniowieczne czasy jak nie konfrontacją jednostek poszukujących w sobie i społeczeństwie pierwiastka człowieczeństwa w pogańskich ludach nieokrzesanych, prymitywnych. Średniowiecze było filarem, który blokował w człowieku jego żądzę, stosunek asertywny w stosunku co do jego dzikiego charakteru. Nie dawał mu możliwości na jego własne pozbawione logiki myślenie a tym samym jego realizacje. W człowieku szukano spokoju i uwarunkowywania go względem Boskiej Natury, tworząc w nim świadomość Jej Boskości i genialności; Boskiego aktu tworzenia, w którym on jako dziecko umieszczony jest przez samego stwórcę.
Kochać Boga, naturę, Jego dzieło stało się główną ideą. Lud przez pokolenia średniowiecza przemieniał się z bestii w łagodne i miłe otoczeniu osobowe, człowieczeństwo na obraz boży. Po długich wiekach z jego łona zaczęły wychodzić osobowe humanistyczne jednostki podporządkowane naturze, że wręcz Boskie. Ich działalność zaczyna być widoczna przede wszystkim w kulturze, zachowaniu i obyczajowości. Powstają pierwsze budowle, w którym ma zaistnieć sam Bóg, a oni jako jego dzieci podporządkowani pod Jego Wolę. Kształtowali rzeczywistość w jakich ma żyć społeczeństwo i na jakich prawach ma wszystko funkcjonować. Żądza tamtych ludzi i ich wściekłość odeszła.
Nastała wielka era odrodzenia. Boski palec jest widoczny we wszystkim, a przede wszystkim w sztuce, która prawie w całości jest poświęcona jemu — Stwórcy. Artyści z całej Europy ukazują fundament na jakim wszystko jest zbudowane. Chrześcijaństwo staje się cywilizacją światłości. Przymierze z Bogiem przez Jezusa zostaje konsumowane. Z jego ciała umęczonego wychodzi żywy pokarm. Łono matczyne opuszczają mądrzy ludzie "człowieczy". Człowiek godny jest być dzieckiem samego Boga. Arka przymierza to Jezus Chrystus. Wypełnia się wola Boga. Staje się idolem do naśladowania. Wszyscy oddają mu w pięknych do perfekcji wystawionych Katedrach, cześć i pokłon. Dzieło, które wychodzi z jego inspiracji jest perfekcyjne. Dzieje ewangelistów i życie Jezusa ukazywane jest na wszystkich dziełach sztuki. Domy możnych ludzi niczym nie różnią się od Kościołów. Żyją życiem ewangelistów, starają się brać przykład z Jezusa. Czasy męczenników, którzy ginęli za chrześcijaństwo i byli podwaliną tego geniuszu, splendoru, jaki rozświetlał najwspanialsze umysły epoki renesansu — minęły. Nastał czas geniuszu charyzmatycznego. Przysłowiowy Dawid, niepozorny, ale obdarzony Boskim charyzmatem – wygrywa! Nad kolosalną tyranią ze strony barbarzyńców. Geniusz kładzie na kolana tyranów pod wpływem dzieł, które powstają z natchnienia Boskiego. Uginają się kolana najbardziej zatwardziałym niedowiarkom. Szymon zaczyna wierzyć w Ducha Św. i jego działanie. Nikt nie odważa się wystąpić przeciwko kościołowi i jego zwierzchnikom. Stają się namaszczonymi przewodnikami, pasterzami i obrońcami wiary chrześcijańskiej.
Adam i Ewa powracają z powrotem na łono nauk Kościoła, jest on namiastką utraconego raju. Ich przyszłość obopólna i rodzina jest pod ochroną. Ludzkość zaczyna widzieć grzech pierworodny, przez który człowiek utracił Eden. Wszystkie działania administracyjne ukierunkowane są w życie rodziny na łonie natury. Grzech Ewy kusicielski zostaje blokowany, Adam nabiera cech humanistycznych. Świętość sakramentu małżeństwa jest niepodważalna, nie podlega kłótliwym ludzkim nieporozumieniom. Małżeństwo musi trwać, jak Bóg nakazał w wiernym związku aż do śmierci. Dziecko ma być czystym jego owocem. Jakiekolwiek inne wyobrażenie staje się niemożliwe. Życie w rozwiązłym świecie nie ma żadnej wyobraźni. Lud ma iść drogą ku niebu i zbawieniu.
EPILOG
Ciało — jako człowiek — brukające się pośród śmieci, dla nikogo nic nieznaczące. Mające w sobie jeszcze trochę gibkości i niepohamowanej chęci zmiany otoczenia. Cóż może oznaczać nieograniczenie wielki przestwór śmieci — oznaczać w Jego tożsamości?
"Ciało jako człowiek na wysypisku śmieci" Te dwie iskry w owalnej twarzy, przypominające o jeszcze istniejącym życiu, o chęci do niego; chcące patrzeć na świat z perspektywy człowieka — człowieka wolnego, który chce mówić, być i się realizować — chce zaistnieć, argumentować swoje aspiracje, swoje poczucie ciała — jako człowieka wolnego — być na scenie ze wszystkimi, lub bez nich, żyć choćby nawet dla samego siebie, dla szacunku jaki człowiek wywiera na swoje ciało. Ile czasu jeszcze potrwa znęcanie się nad nim, przez tych, którzy dzierżawią jakikolwiek status bytowy normalnego człowieka.
Komfort ciała – komfortem ducha. Wyrzucony na bruk, okaleczony duchowo — cało zamarło, rozum się dopomaga a Dusza w oczach wygasa. Alkohol ostatnia przystań — ostatni przystanek między dwoma światami — ten pierwszy, którego kochasz, w którym się urodziłeś, miałeś nadzieję, wszystko przed Tobą stawało się możliwe — cały świat u stóp młodego człowieka, niedającego poczuć, że coś jest niemożliwe i ten drugi, wciągający Go po wielkim zawodzie, otwierający wielką otchłań niebytu — alkohol ! Oto morze bez przystani a ciało pogrążone, niemogące wydostać się na poziom człowieka, tkwiące bez statusu, bez majestatu, jakiegokolwiek człowieczeństwa:
Czy ja jestem, czy też mnie nie ma? – oto jest pytanie. Gdzie leży przyczyna w ciele czy w rozumie człowieka — a może w drugo-planowych ludziach, przez których nie mogąc zaistnieć — tkwisz w bezsensownym śmietniku. Ręka Twoja wystaje ze śmieci, ale i ona będąc częścią tego ciała, staje się w oczach innych ludzi - chyba niegodna ? Czy w niej tkwi przyczyna? W tej ręce, czy też w ciele i jego dyskomforcie – a może w rozumie.
Rozum mówi nie, to nie jest możliwym, abym upijał to ciało, nie mogę nadać mu tych wartości, co w oczach innego człowieka jest klęską, bezpowrotnym aktem odrzucenia. Ale drugo-planowy człowiek powie, że to jest aspołeczne ścierwo, i zaraz znajdzie paragraf, żeby mu dokopać a w oczach prawa, to ciało musi wyglądać na człowieka. Bierzemy ! Przymusowa izolacja, będzie dla niego najlepszym wyjściem, tam zrozumie swój cel w społeczeństwie w którym my nakreślamy wartości a Jego wartość nie ma tu żadnego znaczenia — jest tylko cieniem, który coś tam bełkocze.
CIEŃ, KTÓRY COŚ TAM BEŁKOCZE. Siłowe ubezwłasnowolnienie ciała; gdzie ludzie trzymają. Czarna ręka trzyma szmaty na ciele, ściska blokuje, tłamsi i grozi.
- Ej ! - Dzwońcie po ludzi, niech przyjadą i wezmą to ścierwo. Ciało szamocące się — chce się wyrwać — rozum niemogący zrozumieć postępowania innego człowieka, domaga się wyjaśnień, które w ogóle nie padają. Nic nie jest mówione na ten temat a ciało jednak jest pozbawione swobody.
• ROZUM — Co moje ciało zawiniło? Dlaczego uwięziliście je? Co ono wam zrobiło? Pytania przeszły kontem i nikt na nie, nie kwapił się odpowiedzieć. Rozum zaś aktywnie oskarżał ich o znęcanie się i nielegalne przetrzymywanie ciała. Oskarżenie wydało się skuteczne, bo procedura nielegalna trwała cały czas, jakby tkwili w punkcie przyczynowym niemającym wyjaśnienia okoliczności, a jednak czynili to dalej — ubezwłasnowolniali ciało, biorąc za cel rozum, który logicznie oskarżał ich o znęcanie się i napaść bezpodstawną. Postanowili posunąć się jeszcze dalej, pozbawiając rozum statusu normalnego człowieka, wydając go na katusze, oskarżając potajemnie, by uwięzić go razem z ciałem w izolatce. Cel miał za zadanie pozbawić ciało człowieka i jego praw, należytej mu godności, statusu wolnego człowieka.
- LUDZIE — Pozbawimy go praw na mocy... Ta moc nie posiada żadnego paragrafu. Z niemocy ustalenia przyczyny i tak przed odpowiedzialnością za swoje czyny posunęli się nawet do eliminowania ciała poprzek środek uspokajający, który miał na celu wyłączyć rozum, zdezorientować go, pozbawić go rdzenia, logiki a z tym samym obrony przed napaścią. Leży ciało, wzrok sufit bada, nad niczym się nie zastanawia, nic nie gada, wszystko w oddali w bryle spowiło — w marzenia w życie żądło człowieka ugodziło. Ma mu nie zależeć na życiu — twórczość odchodzi w zapomnienie. Ludzie pokierują, nadadzą bryle kształt, ugodzą Go w serce a On zostanie bez wad. Rozpłynie się Jego rozum, napełni całości kształt — kielichy w górę! - wypijmy do dna. Ludzie zwyciężyli, problemów jako takich na dzień dzisiejszy się pozbyli. Patrzą ścierwo leży ugodzone żądłem młodzieży — bez rozumu on jest nasz i w nas pokłada nadzieję, my jesteśmy matką i ojcem, bratem i siostrą a w rzeczy samej – rzeczą naturalną jest nasz świat; piękny wspaniały bez wad.
Pensjonat to był wielki, ośrodek wspaniały. Wszyscy tu w swych ciałach nadzieję pokładali. Błąkając się w holach bez sensu na siebie się rzucali, nie dając jeden drugiemu spokoju — ciało w ciało — nadzorcy je rozdzielali. Umysł zbłąkany, ciało chore — wszyscy tu weszli w jego niewolę. Jeden nad drugim panem przemocy nakazuje mu odpoczywać na siłę w rozum godząc serce wyrywać. Pozbawimy ciało człowieka a dalej niech ucieka — gmatwa się prostuje i tak na całe życie przez nas zachoruje. Nierozumność jego mowy będzie wszystkim zrozumiała, wszyscy będą go omijać, jak wielkiego dziada. Wystarczy nam zadziałać w mocy naszej władzy, trzymać w ręku — omamić, zadołować — okradać ! Ciało rzucimy do błota, jest w tym wielka nasza ochota - niech zgnije niezrozumiały a tam w kałuży, niech alkohol mu dobrze służy. Wszyscy będą Go podziwiali, jak flacha za flachą obala na plaży, goniąc marę ze swojego wspomnienia. Przypomniana tak kiedyś ukochana, piękna wspaniała. Wyobraźnia widzi ją przed sobą a wzrok chce ujrzeć ją na nowo – odeszło w zapomnienie ciała i rozumu dawne ukojenie. Został tylko szmat drogi bez marzeń, kamiennej, prostej, bezkresnej, bezmiernej. Nikt nie zapyta o Jego imię, jak się nazywa i dokąd zmierza. Po co im to wiedzieć - na co im te trudy, by wiedzieć w jakim celu ten człowiek z godności wyzuty, pozostawiony na pastwę - jest BOSY NIE OZUTY.
Komentarze (1)
Pozdrawiam ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania