tratwa na suchym lądzie
czas muska zębem swym
omszały kalejdoskop
utkwiony w drzazgach
płaczliwej walkirii
w brudnym okularze
odkręcony kran
kapią krople krwi
niedzielnej szarugi
stoję pośród nich
w garniturach banału
odzianych
z fajkami do ust przyszytymi
przeciwników spirytyzmu
kroczę po śladach psa
którego smarkateria uwiesiła
na drzewie, za ogon
jak bezwładną huśtawkę
ze starych opon
na plecach dźwigam wór
a w nim liści parę
jesiennych
odłamków drzew
sięgam dłonią za ułudą
rozpaczliwą
snutą w obłoku
srebrzystym
czasem nie milczę
wówczas cichnę
jeśli choć raz
słowa z wiatrem miejscami
zamienią się
zdradzę wam wówczas
tajemnicę
mgła
ujawnię siebie
nigdy
Komentarze (16)
Pod tymi, które mnie ruszyły zostawiam komentarz.
Wiersz wzbudził we mnie poczucie obrzydzenia, zwłaszcza przy strofie z psem uwieszonym pod drzewem (btw. przecinek ci się tam wkradł, ale szczegół).
Kalejdoskop jest dla mnie światem - plątaniną czasów i przestrzeni, gdzie pozostałości po Walkirii - na drzazgi przerobionej, zmielonej przez brak bohaterów, zużytej i niepotrzebnej, a jednak dalej płaczącej nad losem poległych dusz prawych wojowników, których się już nie ostało - gdzie pozostałości po owej Walkirii stanowią okowę świata, jego opisanie. Walkiria płaczliwa jest z dwóch powodów - wszyscy bohaterowie już umarli, więc płacze za ich losem. Lecz Valhalla pełna nie jest jeszcze, a dusz nie przybywa - bo świat bohaterów już nie trzyma. Jednocześnie kalejdoskop może być postrzegany jako zabawka - taka z okularem, z którego ciurka kran posoki codziennej.
A podmiot pośród tego wszystkiego stoi - pośród nich, tych, którzy zostali na pastwę niebohaterskości dzisiejszego świata - pośród ich banalnych prawd, ich banalnego życia, ich codziennej nijakości, zakamuflowana w garnitur tych samych idei, lecz jednak stojąca ponad. Nie wyznają żadnych wartości poza trywialnością chwili - poza hedonistyczną powierzchownością, zero duchowości, zero przemyśleń, zero wartości intelektualnej, zero wartości moralnej. Tylko banał. Antagoniści spirytyzmu.
Scena z psem tylko podkreśla antybohaterskości dzisiejszego świata - świata pełnego antagonistów, krzywdzicieli, traktujących życie innych i mniejszych stworzeń jak zabawkę i przeżytek współczesności - w końcu gdzie dzisiaj widzimy huśtawki z opon? Gdzie widzimy zbieranie liści? Kto dzisiaj bawi się w takie rzeczy, skoro nie ma w nich żadnej adrenaliny? Kto dzisiaj bawi się w takie rzeczy, skoro nie może nikomu dojebać, dokopać, skrzywdzić, udowodnić swoją wyższość? Hitler wygrał - oto stoi rasa panów, jedynie nie ta, której on chciał, lecz mieszanina niejednorodna.
I nawet zabranie głosu - nawet opowiedzenie się po barykadzie, która, wydawało się, nie istnieje już więcej nic nie daje - cichnie, cichnie, cichnie i nikt o to nie dba, głosy cichną, kiedy nie są słuchane. Łudzimy się, ale nic się nie zmienia, świat nie dba o ułudy - świat jedynie dba o materialność. Taki świat.
Więc, droga nadziejo, narratorko wiersza, czemu z mgły nie wyjdziesz i się nie ujawnisz? Wiatr wieje różnie - bohaterowie ewoluowali. Bohaterów trzeba szukać, nie są już w pierwszych szeregach. Za mało ich, by zmienić kierunek tajfunu, ale wystarczająco, by zacząć lawinę.
Dzięki za wiersz i miłą rozkminę o poranku - miłego!
Pozdro 600
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania