Trop niewinności

Szedł razem z nim w równoległej linii. Ni to szary ni to czarny wyglądał jak malarsko-rzeźbiarskie dzieło mistrza zmierzchu dnia i początku nocy, bo taka właśnie pora rozciągnęła się w chłopięcym świecie trzynastu lat życia. Drżał, spoglądając co chwila na towarzyszące mu już od godziny zwierzę.

— Byle do domu – myślał. — Byle do domu. Nie wziąłem jej, nie zabrałem, on na pewno wie.

Nieznany pies uparcie podążał w równoległy ślad za nim.

— Jestem niewinny — szeptał. — Niewinny.

Zatrzymał się. Pies przystanął. Kucnął. Pies położył się, wciąż patrząc przed siebie. Wstał i podszedł powoli. Zwierzę leżało bez ruchu. Pochylił się i pogłaskał. Zwierzak nadstawił łeb i otarł się o nogi jak kot.

— Wiedziałem, że ty wiesz…

Nie szczeknięciem ani skamleniem, ale milczącym zagadkowym marszem pies otworzył zamkniętą na cztery spusty rodzinną historię sprzed dwóch lat.

— Nie brałem… nie wiem gdzie jest.

Po raz kolejny w ten sam sposób odpowiadał na pytanie: gdzie podziała się moneta? Jedenastoletnia twarz straciła gładkość kilkanaście minut wcześniej. Kąciki ust drżały. Nie lękał się bicia, nie przerażał ból lecz wrzask i toczona piana spoza ojcowskich wyszczerzonych kłów. Zatykał uszy, ale silne męskie dłonie odginały łokcie bez większego wysiłku jak wiotkie gałązki.

— Ręce trzymaj przy boku!

I za każdym razem na twarzy wyrastała kolejna fioletowa plama.

— Daj już dzisiaj spokój. Jutro z nim porozmawiasz.

Kobieta wzięła syna za rękę i zaprowadziła do łazienki. Nigdy wcześniej jutro nie zabrzmiało tak przerażająco, jak dzisiaj.

— Ubieraj się — usłyszał po śniadaniu następnego dnia. — Idziemy!

— Dokąd tato?

— Na policję. Tam jest wielki pies, który wszystko wie. Powącha cię i będzie wiedział, czy ukradłeś.

— Ale ja nic nie ukradłem.

— To nie masz się czego bać.

„Przecież może się pomylić, on nie umie mówić i nie rozumie ludzi. Jak ja mu wytłumaczę, że nie brałem pieniążka. Jeżeli zapytam teraz tatę, co mnie czeka, gdy pies uzna, że ukradłem, to tata pomyśli, że jednak ukradłem. Boję się”.

Nieświadomie ostatnie dwa słowa wypowiedział głośno.

— Wziąłeś?

— Nie, ale się boję, że on się pomyli!

— On się nie myli.

— Ale może się pomylić! — chłopiec krzyczał. — I co wtedy będzie?!

— Zacznie cię mocno gryźć w różne miejsca.

— Ja nie chcę! Nie chcę! Wziąłem ten pieniążek!

— Gdzie jest?

— Schowałem za szafką w kuchni – chłopiec z trudnością powstrzymywał chlipanie.

Wrócili do domu.

— Gdzie jest? — na surowy głos ojca odpowiedziało tylko dziecięce serce przyspieszonym biciem.

— Gdzie?!

— Nie brałem. Przestraszyłem się psa i dlatego powiedziałem, że wziąłem.

Mężczyzna zacisnął pięści, ale coś powstrzymało go przed jakimkolwiek ruchem, przed jakimkolwiek słowem. Noc powoli zasnuwała świat. Matka, jak codziennie, kazała klęknąć i zmówić paciorek, ale ze ściśniętej krtani nie mógł wydobyć się żaden dźwięk. Rozumiała i nie nalegała. Gorąco, żarliwie i szczerze jak nigdy modlił się w milczeniu do Wielkiego Psa, aby uwierzył w jego niewinność.

Nie pamiętał już w jaki sposób, ale historia rozmyła się sama. Nie przycichła, ale zgasła nagle jak zdmuchnięty ogień. Majaczyły w pamięci obrazy panów w mundurach i lekarzy, sąsiadów, którzy zwracali się do niego z jakąś dziwną życzliwością. I pamiętał, że taty nie widział później kilka dni.

Teraz pies bawił się z nim radośnie; kładł się na plecy i pozwalał, wręcz zapraszał, aby chłopiec wtulał głowę w miękki brzuch.

— Czekaj tu na mnie — dzieciak pobiegł do domu. — Mama! Tata! Mamy psa! Chodźcie na dół, chodźcie!

Cała trójka bawiła się teraz z czworonogiem. Targali zwierzę pieszczotliwie za uszy, głaskali, pozwalali się doganiać, pozorując ucieczkę.

— Ten pies przypomniał mi … — zaczął mężczyzna, mówiąc cicho do żony.

— Nie – przerwała. — Nie wolno ci o tym pamiętać. Ceniliśmy bardziej pamiątki naszych ojców niż teraźniejszość własnych dzieci. To minęło. Tego nie ma.

Nagle pies zniknął. Chłopiec wpatrywał się w napiętym oczekiwaniu w róg budynku, za którym zwierzę pożarło własną obecność.

— Pewnie był czyjś — kobieta pogłaskała głowę syna.

Nie odpowiedział. Czekał. Wreszcie pies przybiegł, merdając ogonem.

— Co on ma w pysku?

Ojciec odruchowo wysunął otwartą dłoń, na którą spadł wypuszczony spoza kłów pieniążek.

— Spójrz!

Kobieta z niedowierzaniem spoglądała na zagubioną dwa lata temu srebrną monetę – pamiątkę przywiezioną z głębokiego wschodu przez ojca mężczyzny.

— Skąd on to wziął? Gdzie on to znalazł?

Po policzkach kobiety i mężczyzny spłynęły łzy odnalezionego szczęścia. Pies liznął najpierw twarz jednego, potem drugiego. Obydwoje roześmiali się, oglądając odnaleziony świat przez wciąż szkliste oczy. Zwierzę podbiegło do chłopca. Otarło się o nogi, po czym oparło łapy o ramiona i radośnie omiotło jęzorem policzki, a następnie rozszarpało dziecięcą krtań. Zwycięskimi oczami osadzonymi w zakrwawionym pysku patrzyło spokojnie na tamtego psa i jego sukę, którzy powarkując niecierpliwie czekali, aż podzieli łup. Wiedziało, że za i tak należną im część zapłacą srebrną monetą.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • JamCi 2 miesiące temu
    O! Wróciło :-)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wróciło, bo tu jego miejsce. Szlajało się tu i tam jak tania dziwka, ale powiedziałem "dosyć" i przywołałem do prządku. Tu jego dom. Na tym portalu, pod tym nickiem.
  • JamCi 2 miesiące temu
    Nachszon fajnie, że w końcu wiesz, gdzie tak.
    Pozdrawiam :-)
  • Marian 2 miesiące temu
    O! Fajnie i strasznie.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Zatem ciekawa mieszanka, dziękuję.
  • pasja 2 miesiące temu
    Początek maluje obraz trzynastoletniego chłopca i nieznanego psa idącego za nim po śladach niewinności… dzieło mistrza zmierzchu dnia i początku nocy…
    Droga do domu przepojona tęsknotą i jednocześnie lęk przed posądzeniem go o kradzież srebrnej monety. Krążek i strach i powtarzanie; niewinny.
    Ujrzenie w oczach zwierzęcia tajemnicy rodzinnej. Dwa lata wcześniej i ten sam szept; nie brałem,
    „Nie lękał się bicia, nie przerażał ból, lecz wrzask i toczona piana spoza ojcowskich wyszczerzonych kłów"- pragnął tylko spokoju.
    Matka bogobojna kobieta nie potrafiła inaczej, więc modliła się razem z nim… Gorąco, żarliwie i szczerze jak nigdy modlił się w milczeniu do Wielkiego Psa, aby uwierzył w jego niewinność.
    Później zamglony obraz i nieobecność ojca. Gdzie był?
    "Chłopiec wpatrywał się w napiętym oczekiwaniu w róg budynku, za którym zwierzę pożarło własną obecność… powrócił pies z zagubioną monetą.
    Wygląda na to, że pies emisariuszem pomiędzy dziadkiem, a przemijaniem. Misja i pamiątka ze wschodu niczym talizman upływającego czasu.
    „Obydwoje roześmiali się, oglądając odnaleziony świat przez wciąż szkliste oczy” - czy takie szczęście warte jest tej jednej srebrnej monety? Którą zapłacimy za przejście na drugą stronę.
    Czyli koniec i zarazem początek. Po dwóch latach nastąpiło odrodzenie i dalsza wędrówka i chwila zatrzymana jakby w kadrze życia.
    Klimat i te ujadające psy wyzwalają emocje, nie wiem, dlaczego ale mam takie wrażenie, że tutaj ciągle powracają i nakładają się czasy przeszłe na teraźniejsze i nie pozwalają zapomnieć. Czas nie wyleczył ran, jedynie je zabliźnił.
    Pozdrawiam
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Piękne są te Twoje analizy Pasjo. Wyciągasz z tekstu to, co podczas pisania napędza ale poza świadomością. Trans pisania nie pozwala na autoanalizę, dlatego potem takie komentarze jak ten są bezcenne. Ano właśnie czasy przeszłe i teraźniejsze, a gdzie jest czas przyszły? Znajomy Izraelczyk mówi często do mnie: "Nachszon, co to jest czas przyszły? To bzdura. Nie ma czegoś takiego, widziałeś kiedyś przyszłość? Nie widziałeś, więc nie popisuj się i nie mów do mnie w czasie przyszłym. Takie absurdalne, ale ja rozumiem, o co mu chodzi. Bardzo Ci Pasjo dziękuję.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Bardzo tajemnicze zdarzenie opisujesz. Moneta zniknęła, moneta się znalazła, a wszystko co pomiędzy, naznaczone zostało cierpieniem chłopca, lękiem, traumami…
    A wszystko dla jednej monety. Dlaczego?
    Albo przyziemnie – bo dla ojca (i matki w sumie też) dobra doczesne są ważniejsze od żywego stworzenia. Przedmiot, rzecz ma dla nich większą wartość niż ten przeklęty bachor.
    Albo mitycznie – może nawet ma to większy sens z uwagi na ostatnią scenę. Co to była za moneta? Ano ta, którą pobiera Charon za przewożenie przez Styks. Skoro zginęła lub została skradziona, wówczas nieszczęsny przodek nie mógł zaznać spokoju. Najwyraźniej dziadunio naprzykrzał się przewoźnikowi, bo ten wysłał samego Cerbera by poszukał owej monety. Odnalazł ją, a jednocześnie ukarał winnych i zarobił dla swego pana kolejną monetą, którą będą musieli zapłacić rodzice chłopca.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Bajko, ślicznie i cudny podział interpretacji na "interpretację przyziemną" i "interpretację mityczną". Razem z Pasją wyciągnęliście z tekstu to, czego w ogóle, ale to w ogóle sobie nie uświadamiałem. Kurczę, tacy Czytelnicy, tacy odbiorcy to skarb. Piękna wizja przodka, który nie mógł zaznać spokoju. Widzę, ze pisząc opowiadanie jestem tylko wyrobnikiem, prawdziwą wartość tekstowi nadaje odbiór.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Nachszonie→Ty to potrafisz ''zamotać":). Bardzo ciekawy tekst, dający wiele możliwości interpretacyjnych:)
    Tylko trudno mi to wysłowić. Np→czego lub kogo, jest symbolem ów pies. Mam wrażenie, pewnego zapętlenia zdarzeń (czasu)
    Jakby każdy był za bardzo, tym kim jest. Nawet na końcu, głupio pomyślałem, że te dwa psy, co czekały,
    to symbol jego rodziców, w jakimś niepojętym sensie?
    No dobra. Kończę, bo zaczynam wydziwiać→Tak czy siak, bardzo na Tak!↔Pozdrawiam:)↔5
  • Nachszon 2 miesiące temu
    DD, absolutnie nie pomyślałeś głupio, bardzo dobrze pomyślałeś. W motaniu literackim wcale nie jesteś gorszy ode mnie, więc przyganiał kocioł...:). "Jakby każdy za bardzo był tym, kim jest" - pięknie ujęte, warte przemyślenia. Bardzo Ci dziękuję DD.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Temat. Ooo... trudno po przeczytaniu zawyrokować. Może podstawowa analiza coś podpowie. Hipotez wiele. Podstawowa – w utworze personifikacja symboli, pojęć.
    Czas akcji i czas fabularny. Dwa okresy tworzące pętlę wokół przedmiotu. Odległość – dwa lata od przywoływanego wydarzenia z przeszłości.
    Przestrzeń. Droga. (Konsekwencji?)
    Postaci dramatu: ojciec, matka, syn i pies-zagadka.
    Rekwizyt - symbol (metafora?) srebrna moneta. Jeden srebrnik, który spaja wydarzenia i bohaterów.
    Fabuła – streszczenie również pomysłów odczytu.
    1.Powrót syna do domu na granicy dnia i nocy. Zmierzch, ale czego: poczucia winy? Wtedy winien być przedświt. Czyli jest wręcz odwrotnie. Zmierzch nadziei. Nadciąga noc. Z chłopcem w linii równoległej (milczącym zagadkowym marszem otwierającym zamkniętą historię rodzinną), idzie czarno-szary zwierz, który wygląda jak malarsko-rzeźbiarskie dzieło mistrza zmroku. Sztuka, jako tradycja odchodząca w noc tu idzie, a nie realny pies.

    2. Otworzenie przeszłości – okrutna, sadystyczna (i tu uwaga: wygląd ojca – porównanie do psa szczerzącego kły zdecydowanie nieprzypadkowe) scena znęcania się fizycznego i psychicznego nad synem za... przypisywane mu zabranie srebrnej monety.
    Podczas torturowania ludzi, bywa że z bólu nie wytrzymują i przyznają się do niepopełnionej winy. Jedenastolatek wytrzymuje bicie. Matka – wyjątkowo zimna suka – zabiera go z rąk ojca-oprawcy, aby zapowiedzieć nowe przesłuchanie dnia następnego. Przerażające jutro czeka. Jedenastolatek bardziej boi się tego, co zobaczył w ojcu niż fizycznego bólu. Co zobaczył? Nienawiść, wściekłość – reakcje nieadekwatne do wartości jednej srebrnej, utraconej monety. Więc jest ona symbolem. Czego? Syn ukradł, przekreślił ojcowskie starania, wpajany system moralny, normę.
    Tradycję.
    Tatko postanawia zadziałać psychologicznie, wymyśla psa – groźne, bezwzględne zwierzę w roli paierka lakmusowego. Ono gryzie, gdy się kłamie. Wyrzuty sumienia? Pies-sędzia, uwalniający niewinnego i jednoczesny wykonawca kary po wyroku? Bóg? Chłopiec, aby nie spotkać z psem – gryzącym wykrywaczem kłamstw, przyznaje się ojcu do niepopełnionego czynu, bo nie ufa jego umiejętnościom.
    Coś każe ojcu nie kontynuować kary, wstrzymuje każde słowo i ruch, gdy chłopiec wraca do prawdy. Czym jest to coś? Ojciec idzie tropem prawdy? Rozumie swoje ograniczenia, winę i niewinność syna? I to sprawia, że ląduje w... szpitalu raczej psychiatrycznym? Próba samobójcza?
    Chłopiec milcząco modli się do Wielkiego Psa, aby on, ten Pies, uwierzył w jego niewinność. Koniec retrospekcji.

    3. Koniec marszu. Pies bawi się radośnie z bohaterem o dwa lata starszym. Wrócił przecież do swojej ważnej roli, do miejsca, gdzie się do niego modlono. Kto nie wierzył w jego nieomylność? Ten chłopak. A kto wierzył? Rodzice. Wiernym z jego stada należy się nagroda. Winnemu – śmierć. Podzielą się jego ciałem.
    Srebrna moneta wraca. Jest symbolem.

    Znakomicie utkana metafora, świetne opowiadanie. Wiem, że umyka mi coś. Ale...
    Chyba wiesz, Nachszon, czym się nie podzielę. Po co jątrzyć.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wrotycz, rozebraliście opowiadanie do naga. Rozbebeszyliście je. I super. Wyciągnięte wszystko na zewnątrz i to, co świadomie stworzone, i to, co podświadomie i to, co nieświadomie. Znakomita interpretacja, analiza. Świetny komentarz. Bardzo Ci dziękuję.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania