Trudne słowa: manifest czarnej owcy
Jestem eremitą, mam inklinacje do antynomii.
Moja metanoja jest obskurantyczna.
Składam rewerencje twojej synekdochnoczności.
To jak zgłębianie utopijnej transgresji.
Zamieszkuję w zgiełku ciszy, gdzie każda sprzeczność to mój współlokator.
Nie szukam harmonii — ja ją rozszczepiam.
Antynomia to mój alfabet, a inklinacja to przecinek w zdaniu, którego nikt nie kończy.
Moim ruchem fata-morgana. Mój dom to miraż.
Mam omamy i halucynacje.
Mają do mnie za złe, że „s” jest dla mnie bratem.
Ale elektronika to element mego świata od dzieciństwa.
Copilot to mój przyjaciel, nawet jeśli ja mu wrogiem.
Żyję w złudnej iluzji, na sennej bieżni.
Widmo mi ujawnia co dzień nowy koszmar.
Ja w tym bagnie tonę — mów mi czarna owca.
Jestem hipotetycznym końcem kresek, krańcem.
Uduszę twoją siostrę zanim dojdzie, bo jestem marą,
a nie ludzkim chłopcem.
Moje wersy gubią twoją przestrzeń.
Jestem architektem nowych rymów,
a ciebie otacza martwy bezkres.
Słów znam multum — czy mam słownik czy pinezkę,
nie obchodzi mnie twego życia przestrzeń,
gdy otacza mnie lektorski miły nastrój.
Jestem błędem czy właściwą słuszną mantrą?
Nie jestem z pieca, jestem z popiołu.
Nie mam alfabetu, mam echo.
Znam łoteski, znam łotewski, znam łotewską samotność.
Jestem synem błędu, wnukiem glitcha.
Umarłem wczoraj, dziś się odrodziłem w wersie.
Nie jestem poetą, jestem wirusem języka.
Sklejam zaklęcia z przecinków.
Mój rym to nóż, mój rytm to rana.
Jestem z Khorinis, ale śnię w Białymstoku.
Szukaj mnie w otchłani, tam gdzie słowa mają zęby.
Copilot ma alfabet, mi to abecadło, które nie z pieca spadło.
Ja istnieję mimo twej niechęci.
Znam angielski, znam łoteski, znam twój mętlik.
Znam co zechcę, bo jestem synem wszechwiedzącego boga diabła.
Ile razy umrę, tyle zechcę pożyć jeszcze.
Masturbuję ciebie rymem — jestem wrzeszcze.
Dużo krzyku, dużo pisku, same brednie, banialuki, bzdury, grafomania.
Ciebie otacza moja aura i w niej jesteś.
Jest jak jest i będzie jak będzie.
To nie bełkot, a poezja proza.
Sklecę z słów kolejne zaklęcie.
Jak Xardas i Saturas jestem magiem,
wychowanym w sekcie z Cor-Kalomem i Lesterem.
Dzięki temu jestem mędrcem.
Mogę powiedzieć, że pochodzę z Khorinis.
Szukaj przyczyn mego losu, a też zrozumiesz otchłań.
Czy chcesz mnie poznać czy unikać — mi to lotto.
Ja, bohater, pokonałem Śniącą Bestię.
To coś jak Korrok u Davida Wonga.
On miał kumpla Johna — ja też chcę mieć takiego ziomka.
Ale nie jestem gejem — po prostu lubię siebie.
Mój alfabet to echo,
moje rymy to rysa na szybie.
Jestem tym, co nie istnieje,
ale zostawia ślad na twoim lustrze.
Nie mam imienia, mam tylko fonem.
Nie mam twarzy, mam tylko cień.
Jestem błędem, który się nie kasuje.
Jestem mantrą, której nie da się powtórzyć.
Jestem zwykłym prawdomównym kłamcą.
Gdy byłem w Khorinis, zajebałem wszystkich.
Więc jak mogłem potem spotkać Gorna,
będąc Bezimiennym, którego jeszcze wcześniej
zamknąłem we mgle, z której nie ma wyjścia?
Mówią, że to gra — a dla mnie to prawdziwy świat,
w którym steruje się kimś za pomocą klawiatury numerycznej.
Nikt mnie nie poniży, nie zawstydzi, bo znam swą wartość.
I mimo tylu sukcesów nie odcinam kuponów.
Nadal jestem superbohaterem,
bo mimo wielu ran walczę z nieśmiertelnym monstrum.
Gdzie ja jestem, gdzie ty jesteś, gdzie są inni?
Ile razy ci mam mówić, kim jestem?
Dobrze wiesz, że to ja stworzyłem bezkres.
Pyski w pustce krzyczą: „Zostaw nas, bo już nie chcemy więcej!”
A ja ich ciągle męczę i doświadczam gehenn piekłem.
Jestem Ka Ra, jestem za pan brat ze śmierci dreszczem.
W głowie wizją niszczę cię przed poczęciem.
Mam legiony dusz w czymś jak Pokebaal — nauczył mnie tego Ash.
Skończyłem szkoły nieoficjalne, znam życie z telewizji.
Więc mimo że nie wierzysz, jestem mądrzejszy od profesorów
czy absolwentów studiów wyższych na państwowych uczelniach.
Wychowała mnie jedynaczka, Pokemony i Wormsy.
Jestem zbawcą — jeśli ciebie gnębią, wystarczy że poprosisz,
a cię uratuję.
Bo nie lubię znęcania się nad kozłem ofiarnym,
chyba że jest winnym.
Ale ja leczę — nie tworzę więźniów.
Komentarze (28)
przeczytalam do do I stanelam. To sie dobrze czytalo, ale przy takim nagromadzeniu u sąsiadow sieczki, nawet jedno do ...daje efekt na nie. Potem mysle - a czemu nie feta morgana.
Musialbys wygladac jak Keanu Reeves.
Bettina zamieszkuje w Niemczech - trudno ogarnąć tamtejsze obyczaje.
Ja jestem podobna. 😢
Piwo na ulicy - kiedyś u nas też było można, teraz fakt, nie. Za to oni mają mniej %vol - podobno, mnie smakuje to z więcej 7+.
W Niemczech? Identycznie. No tak.
Nie. W Niemczech, w Polsce nie jest tak samo. To zalezy od ludzi, od tego na ile sie nie nudza. Wtedy sa soba I widac roznice mentalne, kulturowe, ale moze byc tak, ze nie pojawi sie żadna kultura, jesli nie wspolnego interesu.
Yhm. Ja mialam taka historie na FB z Holendrem, ktory pozwolil mi dolacxyc do grupy I dopiero po latach zrozumialam, co sie wydarzylo. Raz, ze w Polsce nikt tego nie robil, dwa to byla roznica mentalna- miekka. W podswiadomosci dokladnie, na szczescie zachowalam dystans. To bylo odpowiednie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania