Trudność kochania 21

Taka miłość nie przychodzi z dotykiem

Nie przychodzi też z niczego za co możesz zapłacić

Jest tak czysta jeśli tylko dajemy światu miłość

 

- Pamiętaj Bernie, to czego się dowiedziałeś nie może wyjść na światło dzienne. To by zrujnowało Rossi, a nie chciałbym żeby cierpiała.

 

Niewiarygodne było to, że moja żona miała krewnego. Mojego największego wroga i najgorszą szumowinę w mieście. Wiedziałem, że Rossalin i tak tego typa nie zna, gdyż świat łotrów i wandali był jej daleki.

 

Zanim Rossi przyszła na świat, jej ojciec wdał się w romans z jedną ze szkolnych dziwek. Nawet nie byłem pewny czy wiedział o ciąży. Matka ich syna dawno gryzła już piach. Jeden z jej alfonsów odebrał jego matce życie, dając mocne narkotyki. Dziewczyna przedawkowała mając dwadzieścia pięć lat. Jej syn Arthur, wychowywał się w domu dziecka. Od małego sprawiał problemy wychowawcze. Nawet wtedy, kiedy moja matka z ojczymem chcieli stworzyć mu ciepły dom. Doszło do tego, że Arthur mając piętnaście lat, pobił mojego ojczyma i trafił do poprawczaka. Ciągle ciągło go do bijatyk, nawet w ośrodku. Gdy opuścił mury zakładu, stworzył swoją bandę, która siała zagrożenie dla wielu ludzi. Któregoś dnia podszedł do mnie na parkingu mojej firmy. Groził mi, że zemści się na mojej rodzinie. Dałem mu do zrozumienia, że jak coś zrobi to będzie już po nim. Od tamtego czasu minęło parę miesięcy.

 

Wnioskowałem, że nic nie wiedział o tym, że ma siostrę. Gdyby się dowiedział to zrobiłby Rossi krzywdę. Musiałem zrobić wszystko, żeby nigdy się o tym nie dowiedział.

 

***

 

Życie z Rossi w innych okolicznościach, byłoby piękne. Dbała o dom i o mnie. Gosposia, która przychodziła dwa razy w tygodniu, teraz nie miała za bardzo co robić. Obserwowałem swoją żonę, kiedy tego nie widziała. Była piękna i bardzo pociągająca. Sprawiała, że pragnąłem ją coraz bardziej, ale nie mogłem jej tego zrobić. Dlatego unikałem Rossalin, późno wracałem do domu. Kiedy musiałem wyjść, chodziła ze mną. Czułem, że Rossi się to nie podoba. Gdy powiedziała mi, że nie mam do niej szacunku, zrobiło mi się dziwnie. Wziąłem szklankę z alkoholem i poszedłem do swojego pokoju. Ta kobieta zasługiwała na kogoś kto ją będzie kochał i rozpieszczał, ja tego zrobić nie mogłem. Nie byłem odpowiedni dla tej dziewczyny. Ja nie potrafiłem kochać.

 

Moja matka powoli wracała do zdrowia. Jedynie musiała odbyć długą rehabilitację, by mogła całkowicie funkcjonować. Dlatego zawiozłem mamę do prywatnej kliniki, w której zajmują się nią tak jak trzeba. Najgorszy ból Elizabeth sprawiała śmierć jej męża. Często odwiedzał moją matkę lekarz, który zajmował się nią po wypadku. Leonard był dobrym przyjacielem i wspierał mamę jak tylko potrafił. Wydawało mi się, że darzył Elizabeth uczuciem. Mama zasługiwała na szczęście po tym jak traktował ją zmarły mąż. Matka sama opowiadała mi jak znęcał się nad nią psychicznie i jak zmuszał do brania narkotyków. Gdyby powiedziała mi o tym wcześniej, to bym drania rozszarpał. Na szczęście już więcej nikt matce krzywdy nie zrobi.

 

Wielkim szokiem, a zarazem radością dla mamy była wiadomość o moim ślubie. Eli tak się cieszyła z tej wiadomości. Stwierdziła po poznaniu Rossi, że ta kobieta będzie potrafiła mnie zmienić i nauczy na nowo kochać. Nawet nie wiedziała w jakim była błędzie. Rossalin z moją matką dogadywały się znakomicie, ciągle dzwoniły do siebie i godzinami mogły gadać. Zazdrościłem matce takiego cudownego kontaktu z moją żoną. Ja nie będę miał tej możliwości. Uwielbiałem patrzeć na Rossi jak się uśmiechała, jak odgarniała włosy z twarzy, kiedy opadał jej kosmyk. Była idealną żoną o jakiej może marzyć każdy mężczyzna.

 

- Jestem już gotowa - stanęła w drzwiach mojego gabinetu.

Cholera ... Jaka ona była piękna. Miała na sobie błękitna sukienkę z dodatkiem koronki koło biustu. Była skromna i elegancka, a zarazem seksowna i władcza. Jej stopy zdobiły sandałki na wysokiej szpilce.

 

- Idziemy? Czy będziesz oceniać mój wygląd, względem twoich znajomych i tego czy jestem odpowiednio ubrana? - była zła i jadowita.

 

- Wyglądasz pię... odpowiednio. Możemy iść - wyszedłem za nią, udając się do samochodu.

 

Jako dżentelmen, otworzyłem Rossi drzwi i sam udając się na miejsce kierowcy, wyjechałem z garażu.

 

- Będą jakieś kobiety oprócz mnie? - zapytała, nie patrząc na mnie.

 

- Będzie żona Billa, którą znasz i narzeczona nowego kontrahenta.

 

- To dobrze, bo ostatnio wynudziłam się w towarzystwie samych nadętych bogoli - włączyła radio, w którym leciała jakaś rytmiczna piosenka. Rossi zaczęła pod nosem śpiewać tekst piosenki. Widziałem, że była w dobrym humorze i jej złość na mnie, przeszła. Cieszyło mnie to.

 

Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Chciałem otworzyć jej drzwi, ale wyprzedziła mnie i wysiadła sama, trzaskając drzwiami.

 

- Och! Wybacz - jednak nadal była zła na mnie.

 

- Zdarza się.

 

- Udawanie czas zacząć... Kochanie.

 

Przemilczałem jej słowa i podałem Rossalin ramię. Złapała mnie i weszliśmy do środka. Bylem dumny z tego, że Rossi była moją żoną.

 

ROSSALIN

 

Jak ja nie znosiłam tych przeklętych kolacyjek z tym nadąsanymi pajacami. Nie wiem jak żona Billa, Luisa znosiła te spotkania przez piętnaście lat małżeństwa. Być może to była kwestia przyzwyczajenia, ale ja do tego nigdy bym nie przywykła. Chyba, że byłabym z mężczyzną, którego bym kochała, a on by kochał mnie. Nigdy się o tym nie dowiem.

 

Kolacja o dziwo minęła w wesołej atmosferze. Klara, narzeczona nowego kontrahenta mojego męża, okazała się bardzo zabawną i zwariowaną dziewczyną w moim wieku. Vladimir, był Rosjaninem z dość pokaźnym majątkiem. Vlad był starszy od Klary z dobre dwadzieścia lat. Jednak było widać między nimi tą chemię. Co chwilę ją obejmował, czule się do siebie zwracali i ciągle się uśmiechali. Zazdrością patrzyłam na tą parę i myślałam czy mnie kiedyś ktoś będzie darzył takim uczuciem.

 

- Skarbie? Stało się coś? - odezwał się Erick, gdy szliśmy już do samochodu.

 

- Już nie musisz udawać. Nikt z twoich znajomych nas nie widzi.

 

- Czy ty zawsze musisz być taka niemiła? - zatrzymał się i oparł mnie o samochód.

 

- Po co udawać gdy nikt nie patrzy - widziałam iskry w jego pożądliwym spojrzeniu, przez który zrobiło mi się bardzo gorąco.

 

- Zachowujesz się jak mała, rozpieszczona gówniara, którą chętnie bym przełożył przez kolano - głośno przełknęłam ślinę, wyobrażając sobie taką scenę.

 

- Nie jesteś moim ojcem - odpowiedziałam drżącym głosem.

 

- Za to jestem prawnie twoim mężem - schylił głowę i swoje usta przycisnął do moich.

 

Wiedziałam, że to właśnie uczyni, ale i tak byłam zaskoczona jego delikatnym i pełnym czułości, pocałunkiem. Jego usta były słodkie i smakowały winem, które piliśmy przy kolacji. Nie wiedziałam czy te zawroty były spowodowane winem czy też tym gorącym pocałunkiem. Dałam się ponieś chwili i pozwoliłam na dalszy rozwój sytuacji. Erick coraz śmielej wbijał się w moje usta, pieszcząc mój język swoim. Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, zostawiając na skórze ślady gęsiej skórki. Jeszcze nigdy nie czułam się tak cudownie w ramionach mężczyzny, jak teraz. W końcu i ja zrobiłam się śmielsza i wbiłam się mocniej w usta Ericka, a dłonią pieściłam jego kark. Czułam jak unoszę się w powietrzu, pełna szczęścia i namiętności.

 

- Przepraszam ... - oderwał się ode mnie Erick z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wiedziałam co się działo.

 

- Za co mnie przepraszasz? - wziął moją twarz w swoje dłonie.

 

- Nie powinienem ciebie całować ... Obiecałem ci, że nie posunę się za daleko, a teraz to słowo złamałem - ucałował mój czubek nosa - Jednak nie potrafiłem się powstrzymać. Jesteś taka piękna i tak bardzo kusząca - wbił się ponownie w moje usta, lecz tym razem bardziej był nachalny i spragniony.

 

Nie wiedziałam co miałam o tym myśleć. Nie chciałam wylądować z nim w łóżku, bo to nic dobrego by nie dało, a pogorszyło by jeszcze bardziej nasze i tak już złe stosunki. Tym razem ja się oderwałam od Ericka i nic nie mówiąc, wsiadłam do samochodu. Mój mąż stał jeszcze przez chwilę, nerwowo przeczesując włosy i przeklinając pod nosem, sam wsiadł do samochodu, odjeżdżając z piskiem opon. Przez całą drogę do domu żadne z nas się nie odezwało. Ja jednak czułam się zawstydzona tym całym zdarzeniem między nami. Nie powinnam do tego dopuścić, ale widocznie ja sama potrzebowałam poczuć odrobinę czułości i bliskości drugiej osoby. Teraz moje zakłopotanie było coraz większe, co nie uszło uwadze Erickowi, kiedy wysiadałam z auta.

 

- Rossi ... Wybacz mi - trzasnął ponownie drzwiami - Będę unikał ciebie jak to będzie tylko możliwe - podszedł do mnie i kosmyk moich włosów zawinął sobie na palec - Obiecałem nie skrzywdzić ciebie i dotrzymam słowa - nachylił się nade mną i szepnął - Podniecasz mnie skarbie i trudno jest mi się powstrzymać - pocałował delikatnie mój polik - Śpij dobrze.

 

Stałam zahipnotyzowana jego głosem i słowami. Czułam, że moje serce nie było obojętne na Ericka. Być może i on coś czuł do mnie, ale nie chciał tego powiedzieć. Musiałam coś zrobić abyśmy my mieli jakąś szanse na coś więcej niż udawanie. A jeśli miałam mylne wrażenie co do niego? Jeśli to było tylko zwykłe pragnienie zaliczenia kolejnej kobiety do kolekcji? Nic innego nie pozostało, jak tylko się o tym przekonać na własnej skórze. Czasami trzeba zawalczyć o to co dla nas jest ważne.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania