Trudność kochania 29

Ślady, wiele twarzy

Zagubiony w labiryncie czasu

Oślepiony przez ciemność

To jest początek...

 

 

ROSSALIN

 

Miałam dziwne wrażenie co do słów Ericka. Czułam, że nie powiedział mi całej prawdy. Musiał coś przede mną ukrywać i wcale mi się to nie podobało. Tak naprawdę, ukrywał to kim był. Obawiałam się, że jego drugie życie, polegało na pracowaniu z gangsterami. Ten cały Bernie też był jakiś dziwny. Niby czarujący facet, a jednak skrywał w sobie wiele tajemnic. Musiałam postawić wszystko na jedną kartę. Albo Erick po powrocie do domu powie mi kim tak naprawdę jest, albo odejdę. Nie mogłam żyć z kimś, kto nie był szczery względem własnej żony. To powinno się zmienić.

 

Jadąc z Paulą do Buni, usta jej się nie zamykały. Ciągle szczebiotała o tym, jaki to Bernie jest uroczy, romantyczny i zajebisty w łóżku. No cholera - przecież ona znała go od miesiąca i poza tym nie dawno rzucił ją facet, a ona zachowywała się jak małolata. Zawsze to ona, stawiała mnie do pionu, teraz to ja musiałam to zrobić. Bałam się o nią, a ten wielki romantyk, moim zdaniem był niebezpieczny.

 

- Paula - zamknęła się w końcu - Czy ty uważasz, że on jest odpowiednim facetem dla ciebie? - spojrzała na mnie przelotnie ze zdziwioną miną.

 

- O co ci chodzi, Rossi? Niby Robert był odpowiedni dla mnie i jak to się skończyło? Okazało się, że jest zasranym gejem - jej reakcja była dość nerwowa.

 

- Martwię się o ciebie i próbuje zrozumieć twoje nagłe zainteresowanie tym typkiem - zatrzymałyśmy się na światłach, a ona odwróciła się w moją stronę.

 

- Słuchaj. Rozumiem, że się martwisz, bo ja również martwię się o ciebie, ale jestem dorosła i wiem co robię. Zresztą nikt mi nie zabroni spotykać się z kim będę chciała - ruszyła, kiedy zapaliło się zielone światło.

 

- Obym się myliła, ale z niego jest niebezpieczny człowiek - widziałam jak się złościła na mnie.

 

- A niby twój, kochany mąż to jaki jest? Bezpieczny dla ciebie? Jest taki sam jak Bernie i skończ już ten temat, bo za dużo powiemy i będziemy tego żałować - może miała i rację, dlatego postanowiłam nic więcej nie mówić.

 

Reszta drogi minęła nam w ciszy. Po jakieś godzinie dojechałyśmy na miejsce. Babcia czekała już na nas na progu swojego małego domku. Gdy nas zobaczyła, doszła do furtki i z wielkim uśmiechem na ustach, serdecznie nas przywitała. Uwielbiałam tą kobietę i kochałam. Zawsze można było na nią liczyć i zawszę miała rację. Tak samo jak w tym, że zakochałam się w Ericku. Ona pierwsza to odkryła.

 

- Moje kochane dziewczynki - powiedziała Bunia - Jak się cieszę, że jesteście. Tęskniłam za wami.

 

- A my za tobą babuniu - odpowiedziała Paula, ściskając Bunię.

 

- A ty moja Rossalin, nie uściskasz starej babki? - spojrzała na mnie z tym swoim uroczym uśmiechem.

 

- Oczywiście, że tak - przytuliłam się do niej, a ona objęła mnie swoimi ramionami.

 

- Chodźcie do środka. Kawa i wasz ulubiony sernik już czeka - to była jednak wspaniała osoba. Zawsze uśmiechnięta i nigdy na nic nie narzekała.

 

- Opowiadajcie kochane wnuczki co u was słychać - usiadłyśmy do stołu i zajadałyśmy się pysznym sernikiem.

 

- Robert jest gejem - znienacka odezwała się Paula.

 

- Myślałam, że tego nigdy nie odkryjesz - dla babci nie było żadnego zaskoczenia. Ona wszystko wiedziała. Była jak czarownica.

 

- A ty skąd wiedziałaś? - zaskoczona przyjaciółka zapytała.

 

- Dawałam ci znaki jak ostatnio byliście, ale ty ślepo zakochana, nie zwracałaś na to uwagi.

 

- Paula już ma nowego chłopaka - z pełną buzią powiedziałam.

 

- Ale ty masz długi język. A poza tym to nie jest mój chłopak.

 

- Czyli kochanek? - babcia się uśmiechnęła na to co powiedziała.

 

- Babciu - Paula zawstydziła się i zaczerwieniła.

 

- Używaj kochanie, póki możesz. Ja na starość tylko mogę przypominać sobie o tym co było kiedyś - normalnie babcia zaskakiwała nas dzisiaj swoimi wypowiedziami. Była taka jakaś inna niż zawsze.

 

- O co ty Buniu jesteś dziś taka wesoła? - odezwałam się, nakładając trzeci kawałek sernika. Miałam jakąś ochotę na słodkie.

 

- Trzeba być wesołym, jak już mało czasu życia pozostało. Szkoda go tracić na smutki i złości.

 

- Co ty wygadujesz. Masz przed sobą jeszcze mnóstwo życia - Paula podeszła do niej i ją pocałowała w jędrny policzek.

 

- Tak ci się tylko wydaje - odpowiedziała, zmieniając temat.

 

Dowiedziałam się, że Henry dwa razy odwiedził Bunię, wypytując ją o mnie. Prosił ją, by przekonała mnie do powrotu. Jak on mógł, w tak bezczelny sposób nagabywać moją babunię. Czy on nie mógł zrozumieć tego, że nie chciałam go znać, że byłam mężatką i to szczęśliwą mężatką. Zatruwał tylko mi życie swoją osobą.

 

Po południu z Paulą wybrałyśmy się na małe zakupy do pobliskiego marketu. Bunia poprosiła nas byśmy zrobiły jej małe zapasy. Zrobiła nam listę potrzebnych produktów i ruszyłyśmy na małe szaleństwo. Obiecałam Erickowi, że nie będziemy opuszczały domu, ale przecież zakupy, to rzecz normalna. Bez tego nie dało się żyć.

 

Zakupy udały się bardzo. Nawet kupiłam sobie ładną koszulkę nocną i dwa komplety bielizny. Miałam nadzieję, że Erick tym razem mi jej nie podrze. Na samą myśl uśmiechnęłam się, co nie uszło uwadze Pauli.

 

- A ty co taka rozanielona? Orgazm przeżywasz? - zaczęła wykładać zakupy na taśmę.

 

- Walnięta to ty jesteś, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.

 

- Ty, zobacz - wskazała mi głową, stojącego przy drugiej kasie Henriego.

 

- Akurat teraz musiał się napatoczyć? - obawiałam się go, bo nie wiedziałam co mogło mu przyjść do głowy.

 

- Weź kluczyki i idź do samochodu - Paula wiedziała o ostatniej sytuacji z Henrym i wiedziała, że się go w jakiś sposób boję. Wzięłam od niej kluczyki i niezauważalnie wyszłam ze sklepu. Gdy już dochodziłam do auta, ktoś wypowiedział moje imię.

 

- Czego chcesz? - powiedziałam, nie odwracając się i zaczęłam otwierać drzwi.

 

- Jak miło ciebie widzieć - udawał bardzo szczęśliwego - Co ty tu robisz?

 

- Nie twój zasrany interes. Żegnam - wsiadłam do wozu i podjechałam bliżej wejść do sklepu.

 

Po chwili wyszła Paula z pełnym wózkiem i zapakowałyśmy zakupy do bagażnika. Czułam na sobie wzrok tego łajdak na sobie.

 

- Co ci jest? - pokazałam jej rękom stojącego dalej Henriego, przy samochodzie -Gadał z tobą?

 

- Przez ułamek sekundy pieprzył mi, że miło mu jest mnie widzieć. Odjechałam i tu czekałam na ciebie - byłam zdenerwowana jego obecnością.

 

- Dobra jedziemy. Nie ma co kusić losu - wsiadłyśmy i odjechałyśmy w stronę domu babci.

 

Ciągle po głowie chodziła mi po głowie jego miła gadka. Obawiałam się tylko, by ten gnojek nie zjawił się u Buni. Jednym słowem -Bałam się.

 

Zrobiłyśmy kolację i po niej wypiłyśmy po lampce wina z babunią i udałyśmy się do swoich pokoi. Zmęczona, położyłam się w wannie z ciepłą wodą i myślałam, dlaczego Erick przez cały dzień, nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Martwiłam się o niego. Gdy już się wytarłam i przebrałam do spania, zadzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Nie podobało mi się. Udałam się do pokoju Pauli.

 

- Paula, dzwonił do ciebie Bernie? - zapytałam.

 

- Nie. Dzwoniłam, ale nie odbiera, więc napisałam, ale również nie odpisał. A czemu pytasz? - rozczesywała mokre włosy/

 

- Erick też nie odbiera - chwilę się zastanowiłam, zanim powiedziałam - Sądzisz, że są razem?

 

- Możliwe, że tak - przerwała czesanie i popatrzyła na mnie - Uważasz, że oni coś razem robią złego? - powiedziała to, czego ja się bałam wypowiedzieć.

 

- Tak mi się wydaje .

 

- Co ty, obydwoje mają dużo zaległej pracy. Kładź się Rossi i przestań wymyślać głupoty - powiedziałam jej dobranoc i wróciłam do swojego pokoju, w którym wyczułam czyjąś obecność. Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i przyłożył jakąś ścierkę do buzi. Nie byłam w stanie krzyknąć ani się bronić. Straciłam przytomność.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania