Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

[Trup opowie ci bajkę] Jezioro Kochanków

To był tylko sen.

 

Czerwony bukiet pięknych, świeżo zerwanych róż opadł niespodziewanie na ziemię, pośród bujnej, zielonej trawy, która błyszczała w blasku powoli zachodzącego słońca. Ciepły wietrzyk połaskotał ich krwistoczerwone płatki i poderwał do lotu te zbyt osłabione, by utrzymać się całości.

 

Szum okolicznych drzew zagłuszał głośne, nierówne bicie serca, aż ostatecznie wydawało się, że już w ogóle nie biło. Może właśnie tak się stało? Może zszokowane przystanęło, nie dowierzając w to, co pokazywały mu wytrzeszczone, piwne oczy. Oddech zamarł na chwilę w piersi, choć Anna miała wrażenie, że trwało to wieczność. Przez wieki oglądała ten obraz, non stop, dzień w dzień, z każdym najdrobniejszym szczegółem. Z każdym muśnięciem delikatnych ust. Z każdym cichym chichotem. Z każdy dotykiem tych pięknych, gładkich dłoni, które jeszcze poprzedniej nocy dotykał JĄ.

 

Mimowolnie zrobiła krok do tyłu, wciąż mając nadzieję, że to jakaś pieprzona pomyłka, że to, co widziała parę metrów przed sobą, było tylko wytworem jej głupiej wyobraźni. Snem, z którego lada chwila się obudzi, a gdy spojrzy w bok, ujrzy znajomą twarz i te piękne, błękitne oczy, wpatrujące się z miłością w nią i tylko w nią.

 

Nie był to jednak sen.

 

Nie były to omamy.

 

To była prawda.

 

To była zdrada.

 

Wiedziała o tym w głębi kruszącego się serca.

 

Róża, jej kochana, jedyna i niepowtarzalna spośród miliona innych w różanym ogrodzie, całowała tę pospolitą stokrotkę, zdeptaną przez biegające po polu dzieci. Dotykała jej ust swoimi, jej gładką szyję i spory dekolt, a to wszystko pod ICH dębem, pod wyrytą na nim obietnicą, że już na zawsze będą razem.

 

A ta wzdychała i dotykała jej opalonej skóry, dużych ud i długich, czarnych włosów.

 

Anna czuła, że zaczynało jej brakować tlenu, jakby tonęła w jeziorze, a woda zalewała płuca. Z trudem brała kolejne oddechy, a obraz przed oczami powoli się rozmazywał. W końcu na policzkach pojawiły się ciepłe łzy, które leniwie spłynęły w dół, na brodę, później szyję, dekolt, by ostatecznie zatonąć w materiale czerwonej sukienki. Zaszlochała, natychmiast zasłaniając usta, aby nikt nie usłyszał.

 

Tonęła samotnie pod równie samotną i płaczącą wierzbą.

 

Bolało, tak cholernie bolało, a ona nie miała pojęcia, jak sobie z tym poradzić, jak to stłumić. Ostatecznie odwróciła się na pięcie i ruszyła pędem prosto przed siebie, nie zważając gdzie biegła i jaką drogą. Weszła do gęstego lasu, powoli niknącego we własnych cieniach, a gałęzie drzew i krzewów haratały jej wrażliwą skórę. Hałas, który wywoływała, płoszył okoliczne ptaki, podrywając je do lotu.

 

W końcu upadła wycieńczona na ziemię, łapczywie nabierając powietrza do płuc, które paliły ją niemiłosiernie, jakby znajdująca się w nich woda zaczęła wrzeć. Kręciło jej się w głowie, a nogi na dłuższy czas odmówiły posłuszeństwa. Ciało wciąż drżało, wylewając z siebie kolejne łzy.

 

Nie miała pojęcia, jak długo tak leżała. Parę minut? Miesiąc? Rok? Czas ten wydawał się niesamowicie długi.

 

Wreszcie jednak, z wielkim trudem, podniosła się z ziemi i rozejrzała dookoła. W momencie, w którym spostrzegła, gdzie się znalazła, poczuła niezrozumiały dla siebie lęk. Nie znała tego miejsca, mimo iż wiele razy bywała już w tym lesie.

 

Wokół nie było niczego prócz bujnych, wysokich drzew i ciemnego jeziora, przed którym stała. Co gorsza, to miejsce było nienaturalnie... ciche.

 

Niespodziewanie usłyszała dziwny, wywołujący ciarki dźwięk, jakby bulgotanie gotującej się na ogniu wody. Spojrzała powoli przed siebie, czując, jak głośno bijące serce podeszło do gardła. Po chwili wytrzeszczyła mocno oczy, zamierając w miejscu, mimo iż całe ciało rwało się do biegu.

 

Pośrodku jeziora stała kobieta równie piękna, co budząca niepokój. Wydawała się wyrwana z obrazu, przedstawiającego świat pełen magii i cudów, tak surrealistyczny i oszałamiający. Jej skóra była biała niczym pierwszy, zimowy śnieg i wręcz nienaturalnie nieskazitelna. Długie, kręcone włosy otaczały sylwetkę jak czarna suknia, odsłaniając duże piersi i długie, szczupłe nogi. A oczy... och, jej oczy. Gdy Anna je dostrzegła, poczuła, jak wszystkie złe emocje uleciały, a zastąpił je spokój i nietypowa dla niej chęć popędzenia w ich stronę. Były duże, barwą przypominające oceany i otoczone wachlarzem ciemnych, długich rzęs. Usta miała kusząco czerwone oraz, co najlepsze, uśmiechały się do niej, ukazując rząd ostrych, rekinich zębów o perłowym połysku.

 

Widok ten zaparł Annie dech w piersi, jak i również obudził cichy głosik z tyłu głowy, który kazał odwrócić wzrok i uciec. Szybko jednak umilkł, gdy kobieta ruszyła w jej stronę, poruszając się lekko i z gracją. Nie brnęła przez jezioro — woda zdawała się przed nią rozstępować. W końcu nieznajoma przystanęła na skraju.

 

— Dlaczego płaczesz?

 

Głos miała melodyjny, rozkosznie pieszczący słuch i wywołujący przyjemne dreszcze na całym ciele. Anna poczuła na policzkach znajome ciepło i łaskotanie w podbrzuszu.

 

— Dziewczyna mnie zdradziła — odparła. Przyszło jej to z taką łatwością, że w pierwszej chwili była zaskoczona, jednak moment później zignorowała to uczucie. No bo czemu miałaby nie odpowiedzieć? — Kochała się z tą... kurwą, choć przyrzekała, że kochać będzie tylko mnie — dodała, gdy kobieta dotknęła nagle jej wciąż mokrego policzka.

 

Miała przyjemnie chłodne ręce.

 

— Och, biedactwo. — Głaskała żuchwę kciukiem. — Nie zasługiwałaś na tak okrutną zdradę. Co zamierzasz zrobić?

 

Zaskoczona spojrzała jej w oczy, gdy ta nieznacznie przybliżyła swoją twarz. Sekundę później onieśmielona odwróciła wzrok.

 

Co miała zrobić? Chyba popłakać się i spróbować pogodzić z losem. No bo co innego? Róża jej nie kochała. Wolała inną. Anna nie miała nad nią żadnej władzy.

 

— Zemścij się — szepnęła nagle nieznajoma, jakby czytała Annie w myślach. Jej usta musnęły lekko ucho dziewczyny, wywołując kolejną falę dreszczy. — Grzesznicy zasługują na karę.

 

Przez krótki moment była przerażona tym pomysłem. Jednak zaraz potem pokiwała głową, uznając, że kobieta miała całkowitą rację. Róża była grzesznicą, a w jej wiosce karano takie chłostą i publicznym ośmieszeniem. Mama zawsze mawiała, że niegrzeczne dziewuchy należało uczyć poprzez siłę, a nie słowa, jak to niektórzy sądzili. Słowa wlatywały jednym uchem, a drugim wylatywały i nie pozostawał po nich ślad. Blizny na skórze trwały całe życie.

 

Jednakże nie mogła jej tak po prostu wydać — nie miała dowodów i prędzej to Anna zostałaby ukarana za kłamstwo. Zwłaszcza że Róża była oczkiem w głowie wójta, swojego ojca. Więc jak się miała zemścić? Jak miała pokazać tej suce, że nikt nie mógł jej tak traktować?

 

— Co mam zrobić? — zapytała cicho.

 

Kobieta uśmiechnęła się szerzej, przez co sama Anna mimowolnie uczyniła to samo.

 

Miała taki piękny uśmiech.

 

— Przyprowadź je do mnie. — Oblizała usta, na co blondynka przełknęła głośno ślinę, czując, jak zrobiło jej się gorąco. — Ja im pokażę, jak kończą kłamliwe dziewczynki. — Zbliżyła się do niej jeszcze bardziej, kładąc dłonie na biodrach. Anna miała wrażenie, że lada chwila albo oszaleje, albo się ugotuje. — I nie martw się, nie oczekuję niczego w zamian za mą pomoc. Smak sprawiedliwości jest dla mnie wystarczającą zapłatą.

 

— Przyprowadzę je jeszcze dzisiaj — powiedziała, w pełni pewna swych słów. W głowie miała już plan idealny. — Odpokutują za swój grzech.

 

— Grzeczna dziewczynka — szepnęła zadowolona.

 

Nim do końca dotarły do niej te słowa, usta kobiety dotknęły jej ust, a przez ciało przeszła siła, której nie potrafiła określić. Wiedziała jedynie, że obudziła pragnienie tak głębokie, że nie chciała odrywać się od tych warg już nigdy.

 

Wróciwszy do domu, myślami wciąż była przy pocałunku i zbliżającej się słodkiej zemście. Napisała dwa listy pełne cudownych frazesów i wyznań miłosnych, które później zostawiła pod drzwiami obu dziewczyn.

 

Zarzuciła przynętę, a teraz ryba musiała złapać haczyk, aby rybak miał co zjeść na kolację.

 

Dotarła w pobliże jeziora wraz z zachodem słońca, kiedy okrągły księżyc zawisł nad głowami, sprawiając, że woda migotała pięknie — z trudem oderwała wzrok. A zwłaszcza od kobiety skąpanej w srebrnym blasku.

 

Pragnęła do niej podejść, zanurzyć palce w tych długich włosach, dotknąć delikatnej skóry i ponownie pocałować te nieziemskie usta, jednak ich właścicielka uśmiechnęła się i ruchem głowy wskazała na krzaki. Tak więc Anna ukryła się za nimi i czekała.

 

Obie dziewczyny pojawiły się szybko, z obu stron. Nad jeziorem kłębiła się mgła, otaczająca smukłą sylwetkę kobiety, która wyciągnęła do nich dłonie. Spojrzała najpierw w stronę Rayli:

 

— Dołącz do mnie, woda jest ciepła.

 

Później zerknęła na Różę.

 

— Dołącz do mnie, woda jest ciepła.

 

Zareagowały natychmiastowo, chichocząc i ściągając z siebie sukienki, by po chwili nagie brnąć ku kobiecie. Mgła robiła się gęstsza z każdym ich krokiem, aż w końcu Anna nie widziała niczego. Na krótki moment zrobiła się zazdrosna. Też chciała dołączyć do NIEJ, dotknąć, pocałować. Jednak szybko się zreflektowała. Nieznajoma powiedziała, że się zemści. To musiała być część planu.

 

Nagle chichoty umilkły, a mgła zaczęła się przerzedzać. W jeziorze znajdowała się jedynie kobieta. Gdzie podziały się obie dziewczyny? Anny to nie obchodziło. Najważniejsze, że obie zniknęły, a po uśmiechu, który został posłany w jej stronę, wiedziała, że spotkała je surowa kara.

 

— Chodź do mnie — wyrzekła kobieta, machając zachęcająco palcem.

 

Anna od razu podniosła się na nogi i niemal biegiem ruszyła w jej stronę. Nie martwiła się o ubrania. Zdyszana wpadła w ramiona kobiety. Ta czule pogłaskała ją po głowie.

 

— Zadowolona? — szepnęła.

 

— Tak. Dziękuję — odparła, podnosząc wzrok, aby spojrzeć w jej oczy. W mroku nocy wydawały się jeszcze bardziej magiczne. — Zemsta jest słodka.

 

— Mhm. Jak te piękne dziewczęta.

 

Annie się to nie spodobało. One nie były piękne i już na pewno nie słodkie. To były zwykłe kurwy.

 

— Dlaczego tak mówisz? — zapytała z wyrzutem, marszcząc brwi.

 

Kobieta uśmiechnęła się z rozmarzeniem, co również zdenerwowało Annę.

 

— Po prostu lubię niegrzeczne dziewczynki — rzekła w odpowiedzi, ponownie oblizując usta, co Anna uznała za niedobry znak. Co ona z nimi robiła? To, co z nią?! — Zwłaszcza takie, które zdradzają, i takie, które karzą ich zdradę poprzez śmierć.

 

— He? — mruknęła zaskoczona.

 

Po raz pierwszy w jej towarzystwie poczuła się... nieswojo.

 

Zerwał się mocniejszy wiatr, wzburzając spokojną taflę jeziora. Anna wpatrywała się w twarz kobiety jeszcze przez dłuższą chwilę. Nagle zaczęła dostrzegać w niej coś, czego wcześniej, o dziwo, nie zauważyła.

 

Aczkolwiek nie zastanawiała się nad tym długo. Pchnięta z całych sił zanurzyła się w jeziorze, a ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, była twarz przerażającego potwora.

 

 

Inspiracją do tego opowiadania była piosenka w mediach, którą serdecznie polecam, tak jak i resztę utworów tych wykonawców. Mam nadzieję, że historyjka wam się spodobała. Dajcie znać, jeśli macie chęć i czas. Miłego dnia/nocy!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania