Trupia klątwa
Szła po gęstym białym śniegu, który niczym kołdra otulił ziemię i wciąż sypał okrywając wszystko jeszcze bardziej i bardziej. Dziewczyna zdawała się nie czuć zimna, choć była brana bardzo lekko, a stopy miała bose. Szła przed siebie, nie wiedząc po co ani dokąd zmierza. Nie widziała przed sobą nic prócz ściany wciąż sypiącego śniegu. Żadnych budynków, drzew czy krzewów. Pustka. Lecz nagle zaczął wyrastać przed nią jakiś kształt. Przystanęła, aby lepiej się mu przyjżeć. Z początku niezbyt wyraźny, ale gdy w końcu mogła go zobaczyć w całej okazałości na jej twarzy zagościło przerażenie. Potwór nie miał oczu, nosa ani uszu, a jedynie ogromne ostre zęby, które ociekały czarną mazią niewiadomego pochodzenie. Poruszał się niezgrabnie lecz szybko raz za razem poruszając wyposażony w szpony palcami. Był blady i żylasty, a gdzieniegdzie jego ciało pokrywały kolce. Dziewczyna rzuciła się do ucieczki.
Nie może mnie załapać pomyślała Nie może, przecież mnie nie widzi, ani nie słyszy. Nie, nie może.
Kiedy odwróciłą głowę, aby sparawdzić czy zgubiła potwora jej oczom ukazał się widok bardziej przerażający niż cokolwiek co w życiu widziała, nie jedna karykatura lecz zdawać by się mogła tysiące lub nawet setki tysięcy identycnych kreatur pragnących ją dorwać. Zatopić zębiska w jej ciele, przebić się pazurami przez jej krtań. Odwróciła się i kontynuowała ucieczkę tym razem ze zdwojoną szybkością. Potwory nie odpuszczały i gnały za nią niczym głodne wilki za zwierzyną. Zrozpaczona powoli zaczęła tracić siły.
Tylko nie to. Upadła na ziemię, wiedząc jednak, że musi uciekać podniosła się, lecz po chwili znów się przewróciła, a grube płatki śniegu sypały się na jej włosy i ubranie, jakby chciały ją ukryć przed światem. Znowu spróbowała pobiec, było to jednak dla niej zbyt wyczerpujące i już po kilku metrach nogi odmawiały jej posłuszeństwa. W końcu odmówiły jej posłuszeństwa tak bardzo, że nie była w stanie na nich ustać, a hordy przerażających kreatur zblizały się do niej nieubłaganie. Schowała twarz, wiedząc co za chwilę ją czeka. Potwory zbliżały się coraz bardziej, aż wreszczcie stanęły nad nią i w jednej chwili rzuciły się do ataku wrzesząc i warcząc. Dziewczyna nie zdążyła nawet krzyknąć nim jej ciało zostało rozszarpane na kawałki i porozrzucane, a krew spływała po śniegu niczym ciemna rzeka.
Em zerwała się nagle zlana potem. Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Zegar w jej telefonie wskasywał godzinę 2 rano. Wiedziała, że przynajmniej na razie nie będzie w stanie zasnąć. Wstała i ruszyła w stronę łazienki wciąż mając przed oczmi koszmar jaki jej się przyśnił.
To byłam ja. Widziałam. Goniły mnie. Rozerwały mnie na strzępy. Em ochlapała twarz zimną wodą, mając nadzieję, że trochę ochłonie. Nie! Nie, to przecież tylko sen. Wcześniej nigdy jednak nie doświadczyła tak potwornego koszmaru. Wszystkie inne sny, w któych pojawiały się duchu, wilkołaki czy inne kreatury były niczym w porównaniu z tym jakiego koszmaru doświadczyła tej nocy.
Kiedy wróciła do pokoju Sandra już nie spała.
-Obudziłam się-zapytała Em wchodząc z powrotem do łóżka.
-Nie, a ty czemu nie śpisz?
-Miałam zły sen.
-Aaa, to się nie przejmuj. Która jest godzina tak w ogóle?
-Po 2.
-Dopiero?-Sandra jęknęła z rezygnacją poprawiając poduszkę-Ale nie chce mi się spać, a tobie?
-Mnie też nie, możemy pogadać, albo włącze laptopa i coś obejrzymy.
-Nie, nie musisz, ja wolę gadać.
Tak jak zwykle i tym raz podczas rozmowy dziewczyny straciły poczucie czasu i nie zauważyły kiedy za oknem zrobiło się zupełnie jasno. Po chwili do pokoju weszła także mama Em wołając dziewczyny na śniadanie. Głodne umyły tylko ręce i w piżamach zeszły na dół.
-Jak ci się u nas podoba?-zapytał Sandrę ojcien Emily, gdy wszyscy siedzieli już przy stole.
-Bardzo mi się podoba, dom jeszcze naprawdę piękny - powiedziała nakładając sobie jejecznicę.-Miasto też mi się podoba, szczególnie niektóre z rysunków na budynkach.
-Ach tak-zamyślił się James-Widziałem, fakt, niektóre są naprawdę niesamowite.
Po śniadaniu dziewczyny poszły z powrotem na górę, a reszta towarzystwa do swoich zajęć.
-Idziemy gdzieś dziś wieczorem?-zapytała Em.
-Pewnie, o ile tylko się wyśpię.
-Też bym się chętnie przespała.
-Gdybyśmy jak zwykle tyle nie gadały tylko poszły normalnie spać byłoby okej, a tak, myslałam,że usnę przy stole.
-Nastawmy budzik i prześpijmy się chwilę, inaczej albo w ogóle nie będziemy w stanie wyjść na miasto albo wyjdziemy tam jak zombie i zaśniemy przez drogę.
Przyjaciółki zmęczone przespały kilka godzin, ale zamiat budzika obudził je telefon do Sandry.
-O Boże, co jest?-powiedziała rozspana dziewczyna szukając telefonu po łóżku. Kiedy w końcu go znalzła zobaczyła, że dzwoni jej mama.
-Halo-głos Sandry był bardzo rozespany
Rozmowa trwała krótko, a po jej zakończeniu dziewczyna była niezbyt zadowolona.
-Co jest?-zapytała Em widząc posępną twarz przyjaciółki.
-Mama powiedziała, że dziś, najpóźniej jutro wracamy do Maybrown.
-Co? Ale czemu?-Emily była zawiedziona.
-Powiedziała, że to coś z babcią. Podobno nic poważnego, ale mówi, żelepiej jej nie zostawiać.
-Kurde, szkoda.
-No, ale może jeszcze uda mi się przyjechać, albo może wy do nas wpadniecie.
-Dobry pomysł, muszę tylko zapytać mamy.
Nagle komórka Sandry wydała z siebie krótki sygnał oznaczający wiadomość.
-No super-rzekła dziewczyna ze zrezygnowaniem w głosie-Mam być w domu za godzinę.
Pzyjaciółki wykorzystały ten czas jak wiadomo na rozmowę, podczas, której Sandra ubierała się, malowała i ogólnie szykowała do wyjścia.
Po niecałej godzinie dziewczyny porzegnały się przy wyjściu, a Sandra pomachała rodzicom Emily na na dowidzenia.
Emily nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, nie miała jednak zamiaru z tego powodu rozpaczać. ,,Przecież do końca wakacji zostało mnóstwo czasu, na pewno się jeszcze zobaczymy, czym ja się do cholery martwię''? pomyślała wchodząc do pokoju i włączając laptopa. Chcąc zająć się czymkolwiek włączyła pierwszą lepszą komedią jaką znalazła i tym sposobem spędziła ponad dwie godziny gapiąc się w ekran dopóki ktoś nie zawołał jej na obiad.
-Słuchajcie-zaczął tata nakładając sobie sporą porcję ziemniaków-Zbliża się weekend. Mam nadzieję, że plany się nie zmieniły i gdzieś razem pójdziemy.
-Ja nie-powiedział orzywiony Tommy-idę do Georga, pamiętasz?
James uśmiechnął się i potarmosił synka po głowie.
-A tak, pamiętam. No, ale my chyba coś zaplanujemy, co? Popatrzył pytająco najpier na żonę, później na córkę.
-Ja jestem za -powiedziała mama Emily.
-Ja też jestem za-rzekła dziewczyna, której pomysł spędzenia wspólnie weekednu z rodzicamu naprawdę się podobał-Ale właściwie co proponujecie.
James podrapał się w zamyśleniu po brodzie.
-Hmmm, sam nie wiem. Coś wymyślimy, a teraz jedzmy, bo nam to wszystko wystygnie.
Po obiedzie Dorothny poprosiła córkę, żeby zeszła do piwnicy po pudło z jej starymi ubraniami.
-Leży gdzieś na wierzchu, z tego co pamiętam chyba jest białe.-powiedziała-Chcę oddać komuś te rzeczy, ja nie będę już ich potrzebować. A jak ty też coś masz możesz przygotować.
-Okej mamo, powiedziałą Em i poszła do piwnicy, której drzwi mieściły się po schodami. Dziewczyna potrzebowała latarki, żeby cokolwiek zobaczyć, ponieważ światło w piwnicy nie działało i nikt jakoś nie kwapił się do tego, żeby cokolwiek z tym zrobić.
Szukanie pudła okazało się być nie tak łatwe jak przewidywała jej mama i Emily zaczynało już brakować cierpliwości, kiedy w końcu znalazła to czego szukała. Świecąc latarką znalazła jednak coś jeszcze. Kawałek od ułożony w stos pudeł widniały drzwi, które najwyrażniej bardzo pokochała pajęczyna, bo było jej tam mnóstwo. Zaciekawiona dziewczyna podeszła w tamtą stonę podświetlając sobie drogę latarką. ,,Jakaś druga piwnica, czy co'' pomyślała.
Z obrzydem otworzyła drzwi i weszła do środka. Na ścianach widniały malunki przedstawiające dziwne nieznane jej postacie. Dziewczyna przełknęła ślinę nieco przerażona tym widokiem. Zauważyła też stojącą na środku wielką, głęboką skrzynię. Bojąc się, ale czując jednocześnie ogromną ciekawość podeszła do niej i powoli drżącą dłonią uchyliła wieko. Gdy zobaczyła co znajdowało się w środku z trudem powstymała się przed krzykiem, upuściła latarkę, która rozbiła się ocinając jedynie żródło światła w tym pomieszczeniu. W skrzyni znajdował sie stos kościotrupów i skrawki prawdopodobnie ludzkiej skóry. Wszysko cuchnące i pokryte ciemna zaschnętą krwią.
Dziewczyna z przerażeniem wybiegła z piwnicy zabierając po drodze potykając się o pudeło, które wcześniej tam zostawiła, Wzięła je do rąk i zdyszana w ciemnościach wbiegła do góry.
-No, nareszcie-powiedziała mama biorąc od niej pudło-Myślałam, że już stamtąd nie wyjdziesz.
Dorothy dostrzegła przerażenie na twarzy Emily.
-A co masz taką minę? Zobaczyłaś ducha?
Em prawię się rozpłakała.
-Nie-zaczęła-ja... ja tylko, u...upuściłam latarkę, ona zgasła i ..i trochę się wystraszyłam, bo zrobiło się zupełnie ciemno.
-Och, wiedziałam, że trzeba w końcu naprawić to światło w piwnicy.-A teraz chodź, przejrzymy te ubrania i zobaczymy czy wszystko się nadaje.
Em starała się jak najbardziej zaangażować w to zajęcie, ale obraz, który niedawno zobaczyła był tak wyraźny i tym bardziej przerażający, poniewać był prawdziwy, że nic nie było w stanie w tej chwili oderwać jej myśli od tego mrożącego krew w żyłach widoku.
Mimowolnie spojrzała w stronę piwnicy. ,,Jak to możliwe''pomyślała ,,O co tu do cholery chodzi''?
Nagle podszedł do nich James i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że miał wściekłą minę i zaczął krzyczeć, co było do niego zupełnie niepodobne.
-Co wy macie do cholery z tymi ciuchami?-Em wydawało się, że jego gardło zaraz się rozerwie.-Wkurza mnie ta peprzna obsesja kobiet na pukcie ubrań. Tu ciuchy, tam ciuchy, wszędzie te pieprzone ciuchy.Ogarnij się kobieto, bo będzie źle z tobą-zwrócił się w stronę Dorothy. Ta nie pozostała mu dłużna i zaczęła bluzgać używając słów, których Em nigdy wcześniej nie słyszała i nie pomyślałaby, że jej matka, łagodna kobieta może w ogóle znać takie słowa. Dziewczyna przrażona patrzyła na to co się przed nią działo.Mało brakowało, a jej rodzice rzuciliby się sobie do gardeł, lecz nagle jakby nic się nie stało, James odzyskał swą pogodną minę i wrócił do swoich zajęć, a Dorothy z uśmiechem zabrała się z powrotem za przeglądanie ubrań.
-Co się dzieje?-zapytała widząc wyraz twarzy Em, który wskazywał na to, że dziewczyna nie ma pojęcia co się dzieje.
-Nic, nic-odpowiedziała-Nie mogę się skupić, chyba jestem zmęczona.
-Idź do siebie i odpocznij, ja już sama to dokończę.
Tak też zrobiła. Nie tylko ze względu na to,że nie mogła skupić się na pomaganiu mamie, ale bała się, że rodzice znów zaczną się przy niej kłócić lub któreś z nich, albo co gorsza oboje zaczną krzyczeć na nią. Nie miała bladego pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Jej rodzice nigdy w życiu się tak nie zachowywali, a to, że po tak zażartej kłótni każde z nich wróciło do swoich zajęc najwyrażniej zapominając co się przed chwilą wydarzyło sprawiało, że stawało się to jeszcze dziewniejsze i bardziej przerażające.
Emily, choć nie wierzyła w takie rzeczy, postanowiła sprawdzić czy skrzynia z kościotrupami w jej piwnicy może coś oznaczać i czy ma to jakikolwiek wpływ na dziwne zachowanie jej rodziców. Wpisała w wyszykiwarkę kluczowe słowa i już po kilku minutach znalazła kilka stron opisujących klątwę z 18 wieku o nazwie sadaver, a w niektórych artykułach zwana także pecho-sadaver.
W końcu znalazła w miarę przejrzysty tekst i zaczęła czytać:
Sadaver lub pecho-sadaver to 18 wieczna klątwa wywodząca się z Hiszpani prawdopodobnie z roku 1795. Źródła niewiele mówią na temat tego skąd wzięła się sama klątwa, choć uparci historycy wciąż szukają odpowiedzi a ten temat. Możemy jednak zapoznać się z jej słowami:
Każdy, kto w swej posiadłości odnajdzie przeklętą skrzynię i nieświadom tego co nastąpi uchyli jej wieko wypuści na świat zło bardziej przerażające niż jest sobie w stanie wyobrazić.
Na innej stronie przeczytała o dziwnym zachowaniu ludzi jaki wywołuje owa klątwa. Co dziwne jednak, choć też trochę pocieszające klątwa nie działa jedynie na osobę, która otworzyła skrzynię.
,,To pewnie tylko jakiś chory sen'' pomyślała zamykając laptopa.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania