Trwam
Kiedy świt jeszcze nie rozświetlił okien,
a ciało pamięta ciężar nocy bez końca,
wstaję.
Nie z powodu fanfar ani obietnic jutra,
lecz dlatego, że w głębi, pod warstwami popiołu,
tli się cichy, nieugięty głos:
''Jeszcze nie teraz''.
Przeszedłem przez ciemność tak gęstą,
że pochłania oddech,
przez lata bez snu,
przez ciszę cięższą niż kamień.
A jednak trwam.
Nie proszę o łagodne dni
ani jaśniejsze odcienie szarości.
Chcę tylko jednego:
Być tu.
W pełni.
Ja to ja,
ten, który nie ugiął się, choć mógł,
ten, który wybierał każdy oddech
jakby był ostatnim.
Póki serce bije uparcie,
póki w piersi tli się ten sam płomień,
nie ma końca.
Jest tylko
kolejny dzień.
I ja w nim.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania