Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tryptyk o pewnym grzechu

„Pożądanie”

 

On i ona.

Cieszą się życiem, cieszą się sobą.

Nad fiołkowym polem miłość uprawiają,

w objęciach słońca toną.

Amory się unoszą.

 

Tylko że się nie cieszą.

Oni się nienawidzą.

Tylko że to nie fiołki,

a krwawe ciernie.

 

Tylko nie w objęciach słońca,

a pod całunem szatana.

Tylko nie amory,

a słudzy ciemności.

 

Tylko on i ona się zgadzają.

Przydusza, miażdży, usta zakrywa.

Ona chce krzyczeć,

ona chce uciekać.

 

Czuje w sobie oprawcę –

jak wylewa w nią nienawiść,

jak wylewa w nią pogardę,

wszystkie przekleństwa tego świata.

 

Był płacz,

było nasienie.

Teraz czas na ostatni akord,

na krwi zagranie.

Podrzyna jej gardło.

 

On został jej mężem.

Ona została jego żoną.

A co szatan złączył, niech Bóg nie rozdziela.

 

„Skrucha”

 

Mijam się z godnością.

Poszła w przeciwną stronę.

Już dawno.

 

Kroczę tą ścieżką.

Donikąd prowadzącą.

Bo byłem zbyt słaby,

Bo byłem zbyt uległy

Wobec własnych, zwierzęcych myśli.

 

I jak na zwierzę przystało –

W stronę lasu zmierzam.

Fizycznie, realnie, namacalnie.

W głowie zaś chaos i okrzyki zbydlęcenia.

 

Resztki człowieczeństwa,

Jak poszarpane szaty, zwisają z plugawego ciała

I krzyczą do mej pustej głowy:

„Zabij się!”.

I to poczynić zamierzam.

 

Trawa jest dziwnie szorstka,

Drzewa dziwnie groźne,

Wiatr szepcze przekleństwa

Księżyc przyciemniony.

 

Natura krzyczy,

Krwi się domaga.

Potężny dąb podaje mi swą gałąź.

Moja ręka podaje mi sznur.

 

Patrzę na świat po raz ostatni

I milknę na wieki

W objęciach piekła.

 

„Pogrzeb”

 

Na pogrzeb tłumnie przybyli:

Ciotki, wujkowie, bracia i siostry.

Łzy wylewają nad młodym chłopakiem –

 

Tyle życia było przed nim,

Tyle sukcesów, tyle porażek,

Tyle chwil ulotnych, szczęściem i cierpieniem przepełnionych.

Wszystko przepadło. Wszystkie plany.

Cała nadzieja – to wszystko umarło.

 

Matka blada od płaczu,

Ojciec przygaszony.

Nie wie, co się stało,

Nie pojmuje, nie rozumie

Tej tragedii, co nań spadła.

 

W myślach się katuje,

Jedno pytanie w głowie świdruje:

„Dlaczego?”.

Pyta Boga, ale Bóg milczy –

Jak zwykle obojętny.

 

Tylko stary dąb przychyla swą gałąź.

Na jego zwiędłych, pomarszczonych liściach:

Łza i nasienie.

Iskrzą się w blaskach - piekielnego ognia

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania