TRYPTYK WIEJSKIEGO TRWANIA.
Wstęp.
Nie o czas tu chodzi, ni o porę roku,
lecz o człowieka, co żyje w zgodzie z ziemią i ogniem.
O dłonie, które znają chłód, ciężar i ciepło.
O wiarę prostą jak zboże, co ziarno po ziarnie wstaje z ciszy.
Trzy pieśni o życiu - takim, które się nie spieszy, tylko trwa.
,,U ogniszcza''
Dzień minął, a słońce swe lico w cień obróciło,
łopata legła w kącie, jak rycerz po boju.
Ręce bolą, grzbiet trzeszczy,
alić dom mię w pokój swój przyjmuje.
Rola wzięła, co jej Pan Bóg z nieba zlał,
pot i trud pożarła w milczeniu.
Niechaj ziemia śpi, niechaj człek spocznie,
bo lada dusza ma swój kres dzienny.
Nynie siedzę przy ogniszczu,
dym ku strzesze wije się modlitwą.
Cisza spadła miękko w dal szeroką,
a ja w niej spoczywam cicho.
Zajutrz dzień nowy wstanie,
a ja znów orzędzie w dłonie wezmę.
Alić chwila ta - jeno moja,
a nikści jej mię nie weźmie.
,,Gdy zimnica przyszła''
Mróz okrył łany białą płachtą,
lada zasnęła pod śniegu brzemieniem.
Drogi ucichły w bezruchu świata,
a sioło skuliło się pod niebem siwym.
Dym z izb się wije nicią cieniuszką,
kominy palą ostatnią szczypę.
Ludzie milczą przy ogniszczach,
bo zima słowa w usta ścina.
Bydło w chlewie śni ciepłem siane,
co pachnie letem, co dawno przeszło.
Przez szpary w wrotach wieter się wkradnie,
a w pośrodku żar tli się skąpo.
Pod śniegiem lada nie pomarła,
czeka, aż wiosna przyjdzie synem swoim.
W każdym ziarnie drzemie wiesna,
a w każdym sercu iskra ocalała.
Zimnica weźmie to, co jej przynależy,
lecz nie zgasi tego, co trwałe.
Bo żywot śpi jeno w skorupie,
a w głębi świata płonie - i czeka.
,,Gody zimowe''
Śnieg skrzypi pod płozą sań,
dzwonki grają we mrozie srogim.
Konie parszczą chłodnym dechem,
a sioło bieleje pod jasnością gwiazdnych.
Dym z komina ku niebu się wzniewa,
niosąc modły ludu prostego.
W chacie drzewko stoi, świecą woski,
Hostia, słoma i blask cichy święci.
W kącie snopek pod stołem leży,
by rola plonem wiosną się stała.
Dziatki ku pasterczej mszy bieżą w śniegu,
a głosy ich niosą się po siole całem.
Psy ku miesiącu blademu łają,
jakby czuły noc świętą w powietrzu.
Dziad stary przy ogniu rzecze cicho:
,,Tej nocy bydło głosem ludzkim mołwi''
Ać prawdą to, czy jeno wiara jest,
nikt nie wie, jeno słucha z drżeniem.
Bo w tę noc cud zstępuje z niebios,
a świat się otwiera na tajemne ścieżki.
Gody zimowe - czas przejścia,
gdy stare ginie, a nowe się zradza.
Między ciemnością, a światłem stoimy,
czekając, aż anioł w mroku przemówi.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania