Trzask
Zamaluję na niebiesko
i usiądę na wzgórzu.
Poczekam, aż rozmyjesz się
na moim niebie.
Albo na plaży piaskiem zabazgrzę:
niech cię fala — spłyń!
Najpewniej białą kartką przyduszę,
do cna zamażę literami,
pióro będzie pluć.
Potem w palcach zegnę,
w dłoni zgniotę.
Wyrzucę.
Do szuflady. Trzask.
Komentarze (50)
Potem w palcach zegnę,
w dłoni zgniotę.
Wyrzucę.
Jedno słowo.
Poza tym nie kokietuję. Redaguję.
Wpadly mu w oko Twoje teksty;)
Kiedyś mocno wchodziłam w metaforę i takie pytanie mi zadano, nie wiedziałam jak odpowiedzieć, bo dla kogo piszę? Przecież nie tylko dla siebie... ale... no, nie wiedziałam, co powiedzieć.
To jedna z ciekawszych rozmów na opowi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania