trzecia dwadzieścia trzy
amputuję swój sen, sama
pozbywam się natręctwa
nie piję kawy, palę tylko
świece na strychu
kapią łzy i gaszą
milczące skry
tam stoi twoje zdjęcie
wśród wielu innych
ale tylko właśnie
twoją fotografię
wycieram z
kurzu
lampa migocze, bo wcale
jej tam nie było, ale
po prostu wiem
chciałabyś
pościel satynową, wzorzystą
skopiesz ją, będziesz naga
blada i prawdziwa, w tym
bezbarwnym świetle
suchej ciemności
zegar musi się zatrzymać
irytuje mnie istnieniem
niech liczy czas tam
a nie tu, bo tu ja
a tam ty, niech
on tobie liczy
czas, proszę
wskazówki milczą chwilowo
nie wiem zupełnie czemu
jakby słuchały, co mówię
na pewno wiedzą
jak mam na
imię
pieką oczy
łzy pieką
pieką chleb
pieką mnie
na blasze
jestem niedogotowana
ale niech już będzie
marudzić w gościach
nie wypada, ale
nie smakuję
samej sobie
nie płacę
wezmę resztę
Komentarze (2)
wyceniać i próby takie
bez zrozumienia
nietrafne niecelne
kulą w płot albo u nogi
takie gupie przestrogi
Mam racjonalne spanie bez koszmarów
Nawet gdy spocona jestem od czarów
Wyobraznia uwolniona z poduchy
Czasem mokra jest bardzo
Potrafię z tym sobie poradzić
Zapalam światło
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania