TRZY GŁOWY W JEDNYM KAPELUSZU

Kurtyna w górę! Reflektory schną w skupieniu, a z głośnika uszkodzonego podczas prób premierowych w 1974 roku dobiega niepokojący, chropowaty dźwięk skrzypiec.

Szanowni Państwo, Teatrzyk „Zielone Oko” ma zaszczyt przedstawić mrożącą krew w żyłach, kameralną sztukę pod tytułem:

"TRZY GŁOWY W JEDNYM KAPELUSZU"

OBSADA:

INSPEKTOR GŁUCH – człowiek, który słyszy tylko to, co chce, ale za to widzi to, o czym inni woleliby zapomnieć.

BARONOWA VON RUMSCHTET – damą być, nawet gdy w salonie leży trup.

BUTLER JAMES – człowiek o twarzy z alabastru i intencjach z węgla kamiennego.

NARRATOR – głos zza kulis, który wie za dużo.

AKT I

(Scena przedstawia ponury salon w wiejskiej rezydencji. Za oknem zacina deszcz. Na środku dywanu leży stary, zielony kapelusz filcowy. W fotelu siedzi Baronowa von Rumschtet, wolno mieszając herbatę. Obok niej stoi James z pustą tacą).

NARRATOR:

Jest trzecia rano. Zegary stanęły na kwadrans przed północą, co jest o tyle dziwne, że nikt ich nie nakręcał od czasów powstania styczniowego. W powietrzu unosi się zapach cygar i niedomówień.

BARONOWA:(zdejmując klips z prawego ucha)

Jamesie. Czy ten kapelusz zawsze tu leżał?

JAMES:(nie mrugając)

Kapelusz leży tu od niedzieli, proszę pani. Od czasu, gdy lord Edward udał się na przejażdżkę i zapomniał zabrać ze sobą reszty garderoby. Oraz głowy.

BARONOWA:

Ach, Edward... Nigdy nie miał głowy do interesów.

(Nagle drzwi otwierają się z hukiem. Wchodzi Inspektor Głuch, otrzepując płaszcz z wody. Z jego fajki wydobywa się gęsty, fioletowy dym).

INSPEKTOR GŁUCH:

Niech nikt się nie rusza! Morderca jest w tym pokoju! Albo w ogrodzie. Albo w ogóle go nie ma, co znacznie skomplikowałoby śledztwo.

BARONOWA:

Panie Inspektorze, co za niespodzianka! Napije się pan herbaty? James właśnie parzy.

INSPEKTOR GŁUCH:(przystawia dłoń do ucha)

Co pani mówi? Że lord Edward żyje i parzy kawę? Wiedziałem! To mistyfikacja!

JAMES:

Pragnę zauważyć, panie inspektorze, że pani Baronowa powiedziała o herbacie.

INSPEKTOR GŁUCH:(zbliża się do kapelusza, szturcha go laską)

Cisza, butlerze! Ten kapelusz milczy aż nadto wymownie. Znam ten model. Filc angielski, rondko lekko opuszczone... Kapelusz kłamców! Jamesie, gdzie byłeś wczoraj o godzinie dwudziestej drugiej?

JAMES:

Czyszcząc srebra, panie inspektorze.

INSPEKTOR GŁUCH:

Aha! Czyli nie masz alibi! Bo kto w tych czasach czyszczą srebra o tak nieludzkiej porze, jeśli nie czuje na rękach krwi?!

BARONOWA:(wzdycha)

Inspektorze, James czyszczą srebra, ponieważ od tego jest butlerem. Krew na jego rękach to po prostu pasta do czyszczenia mosiądzu.

INSPEKTOR GŁUCH:(nachyla się nad kapeluszem i nagle zastyga)

Czekajcie... Co to jest? Pod kapeluszem coś się rusza!

(Na scenie zapada absolutna cisza. Słychać tylko cykanie cykady, która przypadkowo wleciała przez okno).

NARRATOR:

Napięcie sięga czubka lampy naftowej. Czy pod zielonym filcem kryje się rozwiązanie zagadki zniknięcia lorda Edwarda? A może to kolejny fałszywy trop w tej gęstej jak śmietana intrydze?

INSPEKTOR GŁUCH:(podnosi kapelusz ostrożnie końcem laski)

Ha! Mam cię!

(Pod kapeluszem znajduje się... mały, biały kotek, który smacznie śpi na zwiniętym w kłębek liście z testamentem).

BARONOWA:

Mruczek! Więc to tu się schowałeś!

INSPEKTOR GŁUCH:(zdejmuje okulary, wyciera je i patrzy na kota)

A więc to tak... Morderstwo z zazdrości. Kot przejął majątek lorda!

JAMES:(spokojnie Podnosi list)

To nie testament, panie inspektorze. To rachunek za kapelusz. Lord Edward uciekł do Paryża z aktorką teatru objazdowego, a kapelusz zostawił, bo był na niego za ciasny.

INSPEKTOR GŁUCH:(patrzy na Jamesa, potem na kota, wreszcie na zegar)

Paryż... Aktrorka... Zgadzam się. Sprawa jest jasna. Kot jest niewinny, ale zabieram go na przesłuchanie jako świadka koronnego.

(Inspektor bierze kota pod pachę, nakłada zielony kapelusz na głowę – który opada mu aż na nos – i idzie prosto w stronę ściany, po czym skręca w stronę drzwi).

INSPEKTOR GŁUCH:

Dobranoc państwu! Zbrodnia nie śpi, ale ja muszę się zdrzemnąć!

(Wychodzi, trzaskając drzwiami).

BARONOWA:(bierze łyk herbaty)

Uroczy człowiek. Jamesie, przynieś świeże ciastka.

JAMES:

Oczywiście, proszę pani. Czy mam też posprzątać resztę lorda Edwarda z piwnicy?

BARONOWA:

Nie ruszaj. Jeszcze się przyda na przyszły tydzień.

(Muzyka z głośnika staje się coraz głośniejsza, przerywana piskliwym szumem. Światła powoli gasną, pozostając tylko na małym plamce na środku sceny).

NARRATOR:

I tak oto kończy się kolejna opowieść spod znaku Zielonego Oka. Czy lord rzeczywiście uciekł do Paryża? Czy kot dowiedział się za dużo? I dlaczego deszcz pada tylko w salonie? Na te pytania odpowiedź zna tylko mgła...

(Pstryk. Ciemność. Dobranoc).

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania