Trzynaste nakrycie

Tytuł: Trzynaste nakrycie

Miejsce akcji

Stary, poniemiecki dom pod Lidzbarkiem Warmińskim. Na zewnątrz szaleje zamieć, odcinając jedyną drogę dojazdową. W środku – trzypokoleniowa rodzina Boreckich, która nie rozmawia ze sobą od lat, ale spotkała się, by podzielić spadek po nestorce rodu.

Intryga

Zgodnie z tradycją, na stole czeka puste nakrycie dla niespodziewanego gościa. Gdy domownicy zasiadają do kolacji, nagle gaśnie światło. Słychać huk tłuczonej porcelany i krótki, zduszony krzyk. Gdy jeden z synów odpala latarkę, okazuje się, że przy "pustym nakryciu" siedzi postać w grubym, wełnianym płaszczu.

Nie jest to jednak gość. To głowa rodziny, mecenas Borecki. Nie żyje. W jego dłoni tkwi srebrny widelec z rodowym herbem, a na talerzu, zamiast opłatka, leży podarta kartka z napisem: "Wigilia to czas prawdy".

Zapach barszczu z uszkami mieszał się z aromatem starego drewna i parafiny. Komisarz Nowak, który przypadkiem utknął w tym domu z powodu awarii auta, czuł, że pod galowymi strojami domowników pulsuje nienawiść gęstsza niż kutia na deser.

— Proszę nikogo nie dotykać! — krzyknął Nowak, wyciągając legitymację, choć w blasku świec mało kto ją widział. — Drzwi są zamknięte od wewnątrz, klucz był w zamku. Nikt nie wszedł z zewnątrz przez te zaspy. To oznacza jedno...

Spojrzał na dwanaście pozostałych osób przy stole. Każda z nich miała na dłoniach resztki opłatka. Białe drobiny wyglądały w półmroku jak płatki śniegu osiadłe na ubraniach żałobników.

— ...morderca wciąż trzyma w ręku nóż do ryby — dokończył komisarz, zauważając, że najmłodsza wnuczka mecenasa nerwowo chowa dłonie pod obrus.

Komisarz Nowak powoli obszedł stół, a podłoga skrzypiała pod jego ciężkimi butami. W pokoju panowała nienaturalna cisza, przerywana jedynie trzaskaniem ognia w kominku i wyciem wiatru za oknem.

– Pani mecenasowo – Nowak zwrócił się do wdowy, która siedziała sztywno, nie uroniwszy ani jednej łzy. – Proszę mi powiedzieć, kto przyniósł karpia na stół?

– Ja... ja go serwowałam – wykrztusiła Małgorzata, najstarsza córka. Jej dłonie drżały tak mocno, że uderzała pierścionkiem o krawędź kieliszka. – Ale przecież ojciec go nawet nie dotknął! Światło zgasło, zanim zdążyliśmy nałożyć porcje.

Nowak pochylił się nad ciałem mecenasa. Twarz denata była sina, a oczy szeroko otwarte, jakby w ostatniej chwili zobaczył coś, czego nie potrafił pojąć. Komisarz wyciągnął z kieszeni chusteczkę i delikatnie podniósł podartą kartkę z talerza.

Trop pierwszy: Srebro rodowe

– Wspomniałem o nożu do ryby – podjął Nowak, kierując światło latarki na dłonie gości. – Ale mecenas zginął od uderzenia w potylicę. Czymś ciężkim. Ten widelec w jego dłoni to inscenizacja. Morderca chciał, żebyśmy myśleli o zemście przy stole, ale uderzył go w ciemnościach, z tyłu.

Wzrok komisarza spoczął na ciężkim, srebrnym świeczniku, który stał na końcu stołu. Jeden z ramion świecznika był lekko skrzywiony.

Trop drugi: Brakujący opłatek

– Dzieliliście się opłatkiem tuż przed zgaśnięciem światła – zauważył komisarz. – Każdy z państwa ma w ręku swój kawałek. Oprócz pana, panie Arturze.

Artur, zięć mecenasa, pobladł. – Ja... upuściłem go w zamieszaniu. Jest gdzieś na podłodze.

– Ciekawe – mruknął Nowak, kucając przy zwłokach. – Bo mecenas ma w zaciśniętej lewej dłoni kawałek opłatka. Ale nie swój. Na tym kawałku jest wyraźny ślad szminki. Intensywnej, ciemnoczerwonej szminki.

Wszystkie spojrzenia powędrowały w stronę synowej mecenasa, Edyty, która jako jedyna miała na ustach dokładnie taki kolor.

Rozwiązanie zagadki

– To nie był planowany mord, prawda? – zapytał Nowak, podchodząc do Edyty. – Mecenas wiedział o czymś, co chciała pani ukryć. Może o tym, że fundusz powierniczy, którym pani zarządza, jest pusty?

Edyta milczała, ale jej oddech stał się świszczący.

– Kiedy zgasło światło – kontynuował Nowak – to nie był przypadek. Ktoś wykręcił korki w sieni. Pani wiedziała, że w ciemności nikt nie zauważy, jak podnosi pani świecznik. Ale mecenas był czujny. Kiedy podeszła pani do niego, złapał panią za rękę, w której trzymała pani opłatek. Wyrwał go pani, zostawiając ślad szminki na białym waflu. Potem zadała pani cios.

Edyta nagle wybuchnęła śmiechem, który brzmiał jak pękanie lodu. – Ten stary skąpiec chciał nas wszystkich wydziedziczyć w samą Wigilię! Miał ogłosić to przy deserze. Czy to nie jest prawdziwa zbrodnia? Zmusić rodzinę do przyjazdu w tę śnieżycę tylko po to, by napluć nam w twarz?

Nowak westchnął i wyjrzał przez okno. Śnieg zasypał dom aż po parapety. – Może i miał taki plan. Ale teraz jedynym prezentem, jaki pani dostanie, będzie brzęk kajdanek. Szkoda tylko, że policja dojedzie tu dopiero rano. Do tego czasu, proszę państwa, wracamy do stołu. Będziemy siedzieć w milczeniu. Tak, jak na tę rodzinę przystało.

Epilog

Wigilijna kolacja trwała dalej w lodowatej ciszy. Na środku stołu, obok pustego nakrycia, leżał dowód zbrodni – biały opłatek z krwistoczerwonym śladem, przypominający pieczęć na wyroku.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania