Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Trzynasty brat" Część 5 ostatnia
Młody togrutanin wpatrywał się w jałową sferę. Miodowy glob pobrudził jakiś olbrzym zostawiając na powierzchni czarne pręgi. Okręty wtulone w wątłą atmosferę wyglądały jak zabawki w ciemnym pokoju wypełnionym tysiącami lampek.
Nie oderwał wzroku od Zoph nawet, gdy mistrz dotknął jego ramienia.
-To będzie wyzwanie- słuchał spokojnego głosu mistrza.- Separatyści odebrali Zakonowi ten świat na początku wojny.
-Nie zmarnuję tej szansy, mistrzu.
-Pamiętaj, padawanie, Moc jest z nami.
Oderwał wzrok od gwiazdozbiorów.
-Moc nas prowadzi- Usłyszał wytrzymując jasne, pogodne spojrzenie.- To z jej woli przeszedłeś przez te wszystkie próby. Zapewne przeznaczona jest ci wielkość, porządek jaki trzeba będzie zaprowadzić po klęsce Separatystów będzie w rękach twojego pokolenia. Hrabia Dooku poległ nad Coursant, a los generała Grevousa jest przypieczętowany mieczem mistrza Obi-wana.
-Na Zoph każdy oddech będzie sprawdzianem naszej niezłomności, dlatego chce, abyś zstąpił tam lepiej przygotowany. Liczę, że po zdobyciu własnego kryształu mi go oddasz.
To powiedziawszy nauczyciel odpiął od pasa jeden ze swoich bliźniaczych mieczy. Togrutanin rozwarł oczy ze zdumienia patrząc jak posrebrzany cylinder zawisnął pomiędzy nimi.
-Mistrzu...ja...
-Nie myśl o tym. Taka jest wola Mocy.
Wyciągnął przed siebie dłonie zbliżając palce do rękojeści. Opuszki palców musnęły chromowaną powierzchnie, gdy zaskoczył go trwożny, przeraźliwy krzyk.
Potęga kakofonii wyzuła światło z pomieszczenia. Lampy migotały usuwając warstwy rzeczywistości. Drżał ze zgrozy widząc zmasakrowanego mistrza, rozpoznał go tylko dzięki temu przeklętemu, spokojnemu spojrzeniu. Otępiały i zdezorientowany nie mógł wydusić słowa, hałas wibrował na jego skórze odbierając rozum. Spojrzał w iluminator szukając gwiazd, ale wszystko pożarła ciemność. Od przytłaczających krzyków ugięły się kolana, niewidoczny ciężar przydusił do podłogi. Bał się mrugać czując, że po kolejnym razie powieki porzucą go w nicości.
Wtedy hałas przeminął. Ciszę przerwały długie, głębokie oddechy. Wiedział co to oznacza. Złapał się za kikut lewej dłoni i usłyszał wizg włączonego miecza świetlnego. Opromieniony rubinowym blaskiem zamarł ze zgrozy.
-Jesteś słaby- Usłyszał Śmierć.- Umrzesz jak reszta zdrajców.
Pamiętał jak stawił czoła Śmierci i przegrał.
Zalała go fala zimna.
Gwałtownie otworzył oczy głęboko wdychając suche, sterylne powietrze. Patrzył na zniekształcony świat pełen czerni i czerwieni. Jakieś plamy migały łypiąc szmaragdowymi ślepiami. Szarpnął się, napięte więzy nie pozwoliły wyrwać się z niebytu.
-Inkwizytorze- Zapulsował modulowany głos wewnątrz czaszki.- Nazywam się 293EK Autonomiczna Jednostka Medyczna. Nadzoruję pana rekonwalescencje. Informuję, że monitorowane funkcje życiowe osiągnęły wymagane parametry. Zostanie pan wydobyty ze zbiornika leczniczego.
Nic nie odpowiedział. Wspominał wizje. Dziesiątki, setki obrazów i każdy był rozpalonym węgielkiem płonącej nienawiści. Zmarszczył czoło, zacisnął pięść i napiął mięśnie. Moc zebrała się w nim i opuściła pod postacią niszczycielskiego drgania. Kapsuła wybuchła tryskając bactą i rozrzucając kawałki szkła. Najbliższe droidy uderzyły o ściany pomieszczenia odnosząc druzgocące uszkodzenia. Wylądowały na podłodze z gasnącymi sensorami.
Zerwał więzy, pozbył się maski tlenowej i kroplówek. Postąpił krok na zewnątrz stalowego kokonu gromiąc pomieszczenie wzrokiem. Obejrzał się na automatyczne drzwi, wyczuł wartowników zanim weszli do środka i wycelowali w niego karabiny. Smakował ich przerażenie.
Wyciągnął dłoń. Szturmowiec poderwany tajemnym wichrem poleciał ku Togrucie zatrzymując się w żelaznym uścisku.
-Przebudziły mnie intensywne zakłócenia w Mocy. Chyba ominęło mnie coś wyjątkowego, prawda?
Trzymany żołnierz oddał kilka niecelnych strzałów przed utratą przytomności. Drugi szturmowiec trzymał uniesiony drżący karabin. Togruta wypuścił więźnia postępując krok. Zatoczył się nie do końca panując nad zwiotczałym ciałem. Zaśmiał się szukając oparcia, ale nie zdążył czegokolwiek pochwycić. Upadł na podłogę walcząc z mdłościami.
-Przeforsowałeś się. Inkwizytorze.
Podniósł głowę skupiając drapieżny wzrok na postaci w bieli.
-Ty- Zakrztusił się. Tracił panowanie nad Mocą i opuszczały go jej ożywcze właściwości. Boleśnie przypominał sobie o własnej śmiertelności.- Ty jesteś tą...tą...
-Jass Fargon, służę w Biurze Bezpieczeństwa Jego Imperatorskiej Mości. Nareszcie postanowiłeś do nas dołączyć.
Togruta poczuł gorycz w gardle. Zebrał wszystkie siły, aby podnieść się na nogi. Czuł się bliżej śmierci, niż wtedy gdy walczył o przetrwanie w próżni kosmicznej.
-Co się stało?- Wycedził przez spiłowane zęby.
-Obecnie czekamy. Zostaliśmy okrążeni przez flotę imperialnych niszczycieli, gdy sytuacja na Mygeeto się ustabilizuje tamtejsze służby IBB poddadzą nas przesłuchaniu.
-Co. Się. Stało?- Podszedł podnosząc szponiaste palce. Zignorował gotowych do strzału szturmowców.
-Padliśmy ofiarą sabotażu. Wróg przeniknął na mostek i za pomocą nieznanego oprogramowania przejął kontrolę nad uzbrojeniem naszego okrętu. Zanim informatycy uporali się z wirusem nasze baterie turbolaserów ostrzelały pałac gubernatorski na Mygeeto.
Ręka sama mu opadła.
-Komandor Maufe nie żyje.
-Gubernator?
-Nie wiemy. Nie wiemy także dlaczego osłony pałacu zostały wyłączone w chwili rozpoczęcia bombardowania.
-Głupcy- Warknął.- Przeklęci głupcy. Daliście się ograć jak szczenięta. Ten JEDI zrobił z wami co chciał.
-Jest pan...
-ZAMILCZ. Wynocha. Wszyscy. Dowiecie się, gdy będziecie mi potrzebni. A teraz precz.
Żołnierze drgnęli czując lodowatą aurę. Agentka trzymała fason, ale jego nie oszuka. Pod nieprzeniknioną maską trzęsła się ze zgrozy. Nie mówiąc już nic więcej ukłoniła się i pospiesznie wyszła.
-Ciesz się swoim małym zwycięstwem, Jedi. Posmakowałeś go po raz ostatni.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania