Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Trzynasty brat" Rozdział 1

Stojąc na mostku i patrząc przez iluminator na bezkres kosmosu lubił myśleć o sobie jako okrutnym, ale sprawiedliwym bóstwie. Otaczała go stalowa skorupa upstrzona uzbrojeniem zdolnym spalić powierzchnie planety. Na rozkazy oczekiwały tysiące żołnierzy, oraz dziesiątki maszyn bojowych. Miał w rękach moc decydowania o losach galaktyki. Tak wiele możliwości, a utkwił na Zewnętrznych Rubieżach. Powinien budować cywilizację w zdziczałym regionie kosmosu, a zamiast tego czeka pośród milczących gwiazd. Nie wiedząc nawet na co.

 

-Wszystko szlag trafił gdy pojawił się ten... czarownik- szepnął. Stojący nieopodal młody mężczyzna poruszył się, ale milczał. - Jeśli spędzę tutaj jeszcze jedną wachtę kolejną rzecz jaką trafi szlag będzie moja nerwica.

 

-Panie komandorze?- Nie wytrzymał podoficer.

 

-Nie przejmuj się, poruczniku Adom. Staruszek musi pozrzędzić, bo oszaleje.

 

-Czy...mógłbym się o coś zapytać?

 

Komandor odwrócił się twarzą do podwładnego i uniósł brew.

 

-Panie komandorze- zaczął niepewnie.- Gdy przybył nasz nieoczekiwany gość nie pełniłem wtedy służby, a od tamtej pory nigdy nie widziałem go na oczy.

 

-Zżera pana ciekawość, poruczniku?- Uśmiechnął się dowódca.

 

-Nazwał go pan "czarownikiem". Słyszałem opowieści o zdrajcach pasujących do tego określenia i tak się zastanawiam ile ma z nimi wspólnego.

 

-Sam chciałbym wiedzieć- żachnął się starszy mężczyzna.- Jedyne co mogę powiedzieć to to, że wygląda jak śmiesznie ubrany obcy.

 

-Nie jest człowiekiem?

 

-Nie. Wygląda jak cętkowane zwierzę w mundurze. Z rogami i ogonami wyrastającymi ze łba.

 

-Obrzydliwość.

 

-Prawda? To nie wszystko, poruczniku. Ten cudak ma prawo do wydawania nam rozkazów. Cokolwiek go tutaj sprowadziło jest tutaj z woli imperatora.

 

-Tylko po co?

 

-Na razie po to, aby testować granice naszej cierpliwości. Gdy tylko dotarliśmy do wytyczonych przez niego współrzędnych kazał monitorować perymetr czujnikami dalekiego zasięgu i zameldować o podejrzanych anomaliach.

 

-Dość ogólne polecenie.

 

-Tak. Ktoś w Coruscant zapewne zrobi z tego śmieszną anegdotkę. Ja, komandor Hurick Maufe, wyprowadziłem na kosmiczny spacer zwierzaczka Jego Wysokości. Kpina.

 

-Jeśli przerasta cię wyznaczona rola, komandorze, możemy przedyskutować twoje przeniesienie.

 

Nagle zrobiło się zimno. Maufe wzdrygnął się i powściągając panikę obejrzał się na nieoczekiwanego gościa.

 

Operatorzy przy stacjach oderwali oczy od ekranów zdumieni widokiem tajemniczej postaci w czerni z rękami złożonymi za plecami. Obcy beznamiętnym wzrokiem lustrował oficerów pokładowych. Komandor odchrząknął odzyskując panowanie nad sobą.

 

-W czym... Co sprowadza cię na mój mostek?

 

Obcy skupił na nim przekrwione oczy uśmiechając się drapieżnie prezentując spiłowane zęby. Wyglądał dziwacznie. Fiolet i biel pokrywały rogi, oraz ogony cętkami, a twarz pręgami. Typowy zwierz z planety Shili, człekokształtny z gatunku Togruta.

 

Zębiska błysnęły w świetle gwiazd, gdy podekscytowany wycelował palcem w sufit.

 

-Przepraszam, panie komandorze, ale odebraliśmy zaszyfrowaną wiadomość- Zameldował oficer łączności unikając patrzenia na nieludzkiego pasażera.- Nie dysponujemy odpowiednim kluczem do jej odczytania.

 

-Masz, spróbuj z tym- Ogonogłowy rzucił coś operatorowi. Mężczyzna ledwo złapał urządzenie i trwożnie spojrzał na przełożonego. Komandor przewrócił oczami i przytaknął.

 

-Komandorze, otrzymaliśmy współrzędne, oraz kolejny kod.

 

-Daj to na jakiś ekran- Rozkazał obcy. Podszedł do najbliższego monitora skupiając się na wyświetlanych znakach. Postukał palcem w jeden z ogonów w zamyśleniu. Nie odrywając wzroku odezwał się głośno:

 

-Wyznacz kurs, Maufe- Wyprostował się powoli. Podszedł do komandora, stanął przed nim rozciągając usta w delikatnym uśmieszku.- Przygotuj mi prom z eskortą. Po wyjściu z hiperprzestrzeni macie być niewidoczni i dalekowzroczni. Będę w swojej kajucie, zamelduj mi, gdy będziemy już na miejscu.

 

Maufe słuchał go w milczeniu znosząc zimne spojrzenie, oraz drwiący ton.

 

-Jeszcze jedno. Jedna, drobna, irytująca rzecz.

 

Palce obcego zacisnęły się na jego gardle. Zakrztusił się, charczał, a dziwaczny chłód wtłaczał się w krwiobieg. Poczuł lekkość z jaką oderwał go od podłogi, zupełnie jakby zimna aura zakłóciła grawitacje.

 

-Jeśli- syczał.- Jeśli jeszcze raz wyrazisz się o mnie bez szacunku twoje obowiązki przejmie ktoś o bardziej otwartym umyśle. Rozumiesz? Mrugnij dwa razy jeśli rozumiesz.

 

Przerażony komandor wykonał polecenie, po czym wylądował na drżących nogach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył. Czuł się przytłoczony, stłamszony jak nigdy wcześniej, a miał za nauczycieli najbardziej bezdusznych oficerów Imperialnej Floty! Nie był wstanie zmusić się do podniesienia głowy, jedynie rozmasowywał palące gardło desperacko próbując odzyskać skradzione ciepło.

 

Dopiero odgłos oddalających się kroków pozwolił się wyprostować. Napotkał wstrząśnięte spojrzenia podwładnych. Pełniący obowiązki na mostku szturmowcy zamarli w połowie kroku niezdecydowani co zrobić. Stojący obok porucznik z przerażeniem na twarzy obserwował oddalającego się drapieżnika.

 

-Słyszeliście inkwizytora- Wydobył z piersi drżący głos- Dostaliśmy rozkazy. Poruczniku dopilnujesz ich wykonania. Ja...ja muszę iść.

 

Zachowując tyle godności na ile był wstanie, komandor Hurick Maufe, szybkim krokiem dotarł do najbliższej windy. Zamierzał dotrzeć nią do schowanej w barku butelki brandy. Miał nią świętować zwycięstwa, dzisiaj posłuży do uspokojenia zszarganych nerwów.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania