Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Trzynasty brat" Rozdział 4
Podróż na Mygeeto dobiegała końca.
Komandor Hurick Maufe zakrywał triumfujący uśmieszek okrytą czarną rękawiczką dłonią. Inkwizytor był praktycznie martwy. Nakazał droidom medycznym donosić mu o stanie zdrowia Togruty zanim raportowali medykom. Tylko i wyłącznie bacta utrzymywała zmasakrowane ciało przy życiu. Jeden, nieostrożny ruch ręką i wyciągnięta wtyczka uwolni go od szczerzącego kły zwierza.
Pomimo strat jakich był świadkiem w ciągu ostatnich dni przyszłość zapowiadała się wspaniale. Pokładał duże nadzieje w agentce Fargon. Miał przeczucie, że będzie opuszczał ojczyznę Klanu Bankowego z pagonami admirała.
Dobrego humoru nie zmąciło nawet nieoczekiwane pojawienie się porucznika Adoma.
-Nufonul, chłopcze, jesteś o wiele za wcześnie. Nienależycie wypoczęty nie za wiele mi się przysłużysz.
-Panie komandorze- Dyszał jakby ominął po drodze wszystkie windy.- Wymyśliłem teorię, którą chciałem się jak najszybciej podzielić.
-Teorię? Na temat czego?
-Kraksa na jaką natrafiliśmy wydawała mi się zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Natrafienie na zwłoki ocalałych wydawały się zbyt wielką...wielką...
-Poruczniku- Wtrącił oschle komandor.- Uspokójcie się. Podeszliście do całej sprawy zbyt osobiście. Wiem, że obecność tego...potwora na smyczy Jego Wysokości mocno wytrąciła was z równowagi. Marzycie o przeniesieniu do Biura Bezpieczeństwa? Nasza podróż dopiero zaczyna się na Mygeeto, będą jeszcze szanse na udowodnienie męstwa.
-Proszę mnie posłuchać, panie komandorze- Odparł zmuszając krtań do posłuszeństwa.- Przyjrzałem się informacjom zebranym przez biegłych. Załoganci nie umarli przez wyczerpanie się zasobów aparatów podtrzymujących życie. Przyjrzałem się specyfikacjom kapsuł ratunkowych, oraz biologicznym właściwościom nieludzi.
-I? Co pan takiego fascynującego odkrył?- Komandor zapatrzył się w kosmos zakładając ręce za plecami.
-Zginęli za wcześnie.
-Słucham?
-Według raportów medycznych niektórzy pomarli o wiele wcześniej, niż wyczerpały się zapasy tlenu.
Starszy oficer odwrócił się do podwładnego wyrywając mu datapad z ręki. Wielokrotnie przelatywał wzrokiem po kolumnach znaków.
-Co w związku z tym?
-Być może to przejaw paranoi, ale przejrzałem jeszcze raz raporty z analizy szalup. Są niewiele lżejsze od standardowych egzemplarzy. Po drodze pobiegłem do hangaru, okazało się, że systemy podtrzymujące życie zostały zredukowane.
-To dlaczego według tej teorii wszyscy pomarli wcześniej?
-Ponieważ zostali otruci.
Głos agentki Biura Bezpieczeństwa rozległ się echem wojennego rogu. Mężczyźni odruchowo spojrzeli na frontowe drzwi, ale słowa przyniosły głośniki, a wypowiedziały je widmowe usta holograficznej podobizny wyświetlanej na głównym projektorze.
-Jestem pod wrażeniem, panie Adomie. Być może faktycznie powołam pana do wywiadu Jego Wysokości.
-Pani Fargon?- Wycedził komandor.
-Cywilna diagnostyka nie wykryłaby śladowych ilości przyprawy jaką wykryto w tkankach rozbitków. Zostali odurzeni, prawdopodobnie, przed zniszczeniem statków.
-Ale po co?- Zapytał Maufe.
-Abyśmy sprowadzili je na pokład- Szepnął Adom.
-Po co?
-Dobre pytanie, panie komandorze. Moi specjaliści prześwietlili już kapsuły na obecność materiałów wybuchowych, chemicznych i innych. Nic nie znaleziono, oczywiście poza anomaliami w konstrukcjach szalup.
-Musiano coś tam ukryć.
-I to coś prawdopodobnie teraz kręci się po niszczycielu.
Nastało milczenie. Oficerowie pokładowi oderwali spojrzenia od monitorów uważnie przyglądając się rozmawiającym. Nawet szturmowcy zaciekawieni przekrzywili głowy.
-Muszę natychmiast ogłosić stan zagrożenia.
-Zły pomysł- Powstrzymała stanowczo agentka komandora.- Jeśli...dywersant... monitoruje komunikację sprowokuje go to tylko do działania.
-Przecież mówi pani do mnie przez przeklęty holoprojektor!
-To bezpieczna linia wyłączona z powszechnego użytku.
-Co? Jak? Kiedy?
-Na prawdę oczekuje pan odpowiedzi, komandorze? Poza tym, chyba za bardzo się pan zapomina. Nie uważa pan?
Marynarz skrzywił się z gniewu, ale w jednej chwili przywdział maskę chłodnej obojętności.
-Liczę, że Biuro Bezpieczeństwa pochwali się teraz swoimi legendarnymi umiejętnościami kontrwywiadowczymi.
-Taki mam zamiar, panie Maufe. Dlatego proszę zapomnieć o tej rozmowie, aż do odwołania. Lecimy na Mygeeto. Nic więcej. Rozumie pan?
-Tak, oczywiście. Pani. Fargon.
-Za Imperatora i Imperium- kiwnęła głową, po czym rozpłynęła się w nicości.
-Co teraz, panie komandorze?
-Czekamy- Wydusił przez zaciśnięte zęby Maufe.
* * *
Jass Fargon rozesłała swoich podwładnych po najbardziej newralgicznych punktach okrętu. Mając do dyspozycji kontyngent szturmowców agenci dowodzili własnymi plutonami. Śledczy skanowali maszynownie, silos reaktora, magistrale komputera nawigacyjnego, zbrojownie.
Siedząc w swojej kajucie, otoczona analitykami, oraz ochroną opancerzonych czernią elitarnych szturmowców, otrzymywała kolejne raporty. Po którymś z kolei sprawozdaniu gwałtownie wstała od biurka skupiając spojrzenia podwładnych.
-Jak to żadnego śladu?- Wycedziła zmuszając się do przyjęcia swobodniejszej pozy.
-Żadnych śladów naruszeniu protokołów bezpieczeństwa- odezwał się jeden z mężczyzn w czarnym mundurze.
-Monitorowaniu systemów łączności również nie przyniosło żadnych śladów- mówiła stojąca obok kobieta z datapadem.- Albo ścigamy ducha, albo pracujemy na niedokładnych danych.
-Moi ludzie zrobili swoją robą tak dobrze, jak zawsze- obruszył się starszy mężczyzna w okularach.- Pani Fargon. Rzeczywiście mieliśmy dość silne poszlaki dotyczące potencjalnego sabotażysty, ale może faktycznie widzieliśmy co chcieliśmy zobaczyć?
-Więc jak wyjaśnicie anomalie?- Zapytała chłodno Jass.- Nasz agent i przemytnicy ze śladami toksyn w organizmach, oraz przed wczesne zgony? Nawet wraki z resztkami reaktorów nie zdążyły wystygnąć. Jeśli to nie jest pospiesznie zorganizowana pułapka, to co?
-Wiadomo coś w ogóle o naszym agencie?- Zapytał mężczyzna gładząc się po gładko ogolonym policzku.
-Tylko tyle, że został przydzielony do monitorowania Klanu Bankowego- odpowiedział staruszek.
-W takim razie przebył daleką drogę ze Scipio. Ta planeta jest ich kwaterą główną, prawda? Co robił na Mygeeto?
-To szczegół na później. Teraz musimy naradzić się jak znaleźć sabotażystę- Przerwała Jass.
-Jeśli faktycznie jakiś jest- Odezwała się kobieta z datapadem.- Z pewnością nie jest człowiekiem. Zakładając, że przybył ukryty w kapsule to musi być droid.
-Insynuuje pani zdradę bankierów?
-A kto inny może mieć dostęp do odpowiednich zasobów, oraz powiązań? Pamiętam Wojny Klonów i to co niektóre z zabawek Separatystów potrafiły zrobić z klonami.
-Tak, czy inaczej czas nam się kończy- Wtrącił starszy analityk.- Za kilka godzin wejdziemy na orbitę Mygeeto. Niszczyciel jest duży. Być może udało nam się podjąć kroki zapobiegawcze zanim dotarł do newralgicznych części statku. Być może czeka teraz w ukryciu. Co z tym zrobimy?
-A co nam pozostaję oprócz czujnego wypatrywania zagrożenia?
-Może faktycznie zaangażować w poszukiwania cały garnizon? Kilka tysięcy szturmowców znajdzie droida w kilka chwil.
-Tak. Albo doprowadzi do samozniszczenia. Zakładając optymistyczny scenariusz po prostu dojdzie do samospalenia i stracimy cenne dane wywiadowcze. W pesymistycznym blaszak weźmie nas wszystkich ze sobą- dywagował analityk.
-Zrobimy tak- odezwała się po dłuższej chwili milczenia Fargon.- Wiemy doskonale gdzie dobrze umieszczona bomba może doprowadzić do katastroficznej reakcji łańcuchowej. W tych miejscach skupimy ochronę. Międzyczasie zostawimy kilka grup szybkiego reagowania i poświęcimy wszystkie zasoby na monitorowanie reszty okrętu. Gdy wyjdziemy z nadprzestrzeni zasymulujemy awarie silników. Jeśli sabotażysta nie zaatakował do tej pory może mieć plany niedotyczące nas, ale celu naszej podróży.
-Co konkretnie pani planuje?
-Jeśli do czasu wyjścia nie znajdziemy celu zaryzykujemy ogłaszając stan alarmowy wykorzystując pełne możliwości do zlikwidowania zagrożenia. Jeszcze jakieś pytania? Nie? To do roboty.
* * *
-Forma pierwsza.
Młody togruta podniósł miecz treningowy trzymając go oburącz po prawej stronie tułowia. Stopy swobodnie stabilizowały postawę na lekko ugiętych kolanach. Głowa drapieżnie wpatrywała się w dłonie nauczyciela swobodnie stojącego kilka kroków dalej.
-Dobrze. Znasz podstawy.
Trzask uruchamianego miecza świetlnego rozświetlił pomieszczenie. Zielony płomień nakreślił w powietrzu kilka łuków celując w głowę, prawe ramię i lewe, tułów oraz nogi. Sparował je wszystkie czując drżenie mięśni po każdym druzgocącym ciosie.
-Przeżyłeś, ale nie sięgnąłeś po Moc. Jeszcze raz.
Ataki były szybsze i jeszcze silniejsze. Po zablokowaniu trzeciego ciosu odskoczył w uniku. Nie słyszał pościgu.
-Wolałeś uciec, niż sięgnąć po Moc. Ciekawe. Co zrobisz teraz?
Szarża była błyskawiczna, zupełnie jakby zaatakowała go rozmazana smuga zielonkawej energii. Strach uwolnił blokady, a ożywcza energia wypełniła ciało nadając mu nadnaturalnej zwinności.
-Teraz spokojniej. Spokojnie. Nie ma emocji, jest spokój. Wyrównaj oddech.
Kaskada cięć spowolniła. Starał się słuchać poleceń mistrza, ale perspektywa bycia zjedzonym przez ogień utrudniała skupienie. Wyłapywał pozornie obojętny wyraz twarzy nauczyciela. Kłamca. Za tymi życzliwymi oczami dostrzegał iskierki irytacji, oraz rozczarowania.
Wyszczerzył zęby przechodząc do kontrataku.
-Dajesz się ponieść gniewowi. Odstąp. Natychmiast.
Frustracja. Długo gromadzona jadowita frustracja nie pozwalała mu przestać. Odskoczył zatrzymując się na szeroko rozstawionych nogach i wyprowadzając cięcie zza głowy.
-Forma czwarta? Niech będzie. Sprawdźmy do czego nas to doprowadzi.
Trafił w gardę, nadał prędkości odbitemu ostrzu wykorzystując go do kolejnego ciosu. Próbował fint dla zamaskowania kopnięć i uderzeń pięścią. Atakował z doskoku, wyskoku, wślizgu. Moc z każdym ruchem zalewała go lodowatym strumieniem, ale chłód był orzeźwiający. Pobudzający. Upajający.
-Wystarczy.
Został rozbrojony jednym ruchem. Drugi uwolnił taran wichru i poleciał na ścianę sali treningowej. Zderzenie wyrwało dech z piersi. Ulatniające się podniecenie odkrywało ból prawdopodobnie kilku pogruchotanych kości. Próbował podnieść się na drżących rękach, nigdzie nie widział miecza. Zobaczył buty stojącego nad nim nauczyciela.
-Najprościej byłoby przedstawić twój beznadziejny przypadek radzie i odciąć cię od Mocy- Nachylił się nad nim głęboko patrząc w oczy.- Tylko, że to byłoby przyznanie się do porażki. Moc cię wybrała, zostałeś przez nią wyróżniony na tle bilionów rozumnych istnień zamieszkujących naszą galaktykę.
Pomógł mu stanąć na nogi.
-Poza tym masz ogromny talent. Nie pozwolę go zmarnować. Spakuj się, wyruszamy jutro o świcie.
-Mistrzu?- Zapytał ze ściśniętym gardłem.
-Najpierw odnajdziesz swój kryształ.- Powiedział uśmiechając się delikatnie.- Po tym wyruszymy w podróż, która pomoże ci uporać się z prześladującymi cię demonami.
* * *
Miecz świetlny zmarłego mistrza Jedi Ki-Adi-Mundiego był wykonany z durastali. Pozbawiony zdobień, czy cech charakterystycznych. Dla kogoś kto nigdy nie widział oręża Rycerzy Republiki z pewnością skojarzyłby się z elementem silnika.
Trzymający go w swojej dłoni utalentowany użytkownik Mocy mógłby odczytać zapisane w nim wspomnienia. Najmocniejsze były te z ostatnich chwil zanim zdradzieckie klony wzięły go na cel i rozstrzelały zostawiając dymiące zwłoki na moście. Członek rady, uosobienie ideałów Zakonu, pozwolił sobie na emocje. W jednej, krótkiej chwili odczuł ich więcej, niż przez ostatnie lata minionego życia.
Jednak to nie to świadczyło o olbrzymiej wartości miecza. Nawet nie jego niszczycielskie właściwości. Był symbolem. I wokoło niego zbierali się bojownicy o wolność.
-Mamy potwierdzone informacje. Będą za niecałą godzinę. Musimy ruszać.
Głos pochodził od siedzącego przy stacji przekaźnikowej mężczyzny. Spod kominiarki wystawał obfity zarost, a odsunięte na czoło gogle odkryły podkrążone oczy. W jego spojrzeniu nie było znużenia, a paląca determinacja. Patrzył na siedzącego ze skrzyżowanymi nogami bohatera medytującego nad antyczną bronią nie kryjąc podekscytowania.
Palce zacisnęły się na rękojeści, po czym gładkim ruchem broń zniknęła w rękawie obszernej szaty. Otulona kombinezonem ochronnym postać wyglądała jakby nie szła na wojnę ze złym Imperium Galaktycznym, ale z najmroźniejszą zimą we wszechświecie. Okryta kapturem głowa kiwnęła, soczewki skradzionej maski z hełmu szturmowca zachłysnęły się światłem, gdy dziesiątki postaci nagle wstało rozświetlając pomieszczenie latarkami.
* * *
-Pani Fargon wykryliśmy nieautoryzowaną wiadomość wychodzącą ze statku.
-Pokaż.
Holoprojektor nakreślił po środku pomieszczenia trójwymiarowy model imperialnego gwiezdnego niszczyciela. Błękitny fantom nagle oszpeciła czerwona, pulsująca kropka.
-Pułapka- Zawyrokowała błyskawicznie kobieta. Odłożyła datapad i poprawiła niesforny kosmyk jasnych włosów.
-Sabotażysta nic by tym nie zyskał ściągając nas do tego miejsca- Powiedział młody mężczyzna wystukując delikatnie rytm na linii szczęki.- Oczywiście nic poza dywersją.
-Treść wiadomości?
-Zakodowana. Dość misternie. Mogę poświęcić więcej zasobów na deszyfracje, ale czy jest to teraz najważniejsze?- Odpowiedział najstarszy wiekiem z agentów.
-Co robimy?- Wszystkie oczy skupiły się na Jass.
-Pułapka, czy przynęta, a może błąd?- Szepnęła do palców przyciśniętych do warg.- Zróbmy szybką symulację. Przesuńcie według procedur figury po planszy i pokażcie mi jak to będzie wyglądać.
Operatorzy obsługujący projektor kiwnęli głowami i zaczęli wystukiwać polecenia na panelach. Na modelu okrętu zapulsowało kilkadziesiąt niebieskich punkcików. Po nich program narysował zielone linie biegnące wzdłuż korytarzy, które zadziałały jak szyny prowadzące do czerwonego punktu.
-Co widzimy?
-Oddziały likwidacyjne zbliżyły się do miejsca nadania sygnału nadal mając w optymalnym zasięgu newralgiczne części statku. Nawet jeśli to przynęta wsparcie powinno błyskawicznie dotrzeć do maszynowni, reaktora, zbrojowni i tak dalej- Mówił agent zostawiając policzek, aby wskazać symulacje palcem.
-Nie do końca- Odezwała się zamyślona blondynka- W obecnej konfiguracji najmniejsze wsparcie otrzyma...
-Mostek- Zmarszczyła brwi Fargon- Jesteśmy wstanie potwierdzić miejsce nadania sygnału?
-Proszę poczekać- Staruszek powiedział kilka słów do komunikatora. Nasłuchiwał chwilę przyciskając słuchawkę komunikatora. Podszedł do konsoli zajmując miejsce technika i wystukał polecenia.- Sygnał przeszedł przez kilka bramek, ale pierwotne źródło...mieści się na pokładzie oficerskim. Sukinsyn dobrze się maskuje. Za przeproszeniem.
-Natychmiast wysłać wolne drużyny na mostek. Połączcie mnie z komandorem. Droid, czy nie, drań nas nie przechytrzy.
* * *
Nienawidziła tego miecza od pierwszej chwili, gdy dostała go w swoje ręce. Zanim ciepło palców wsączyło się w durastal, Moc zalała ją falami niechcianych wspomnień. Omal nie została przez to złapana. Wiele lat temu ukradła przeklętą broń z kolekcji jakiegoś brzydala, a teraz przewodzi własnej bandzie popaprańców. Jedyne czego chciała to zarobić parę groszy na jedzenie. Czasami jak rozpamiętuje obiektywnie przeszłość cała sytuacja tyle samo ją zdumiewa, co bawi.
Rozdzielili się na kilka grup. Główna i dywersyjne. Ona przewodziła tej pierwszej bo tam czekają ich najcięższe walki. Był jeszcze jeden powód. Pragnęła wreszcie odpocząć od roli zbawicielki galaktyki. Nie potrafiła pozbyć się reliktu, po każdej próbie porzucenia go popadała w stan głębokiej melancholii, przebadała się nawet u specjalisty, ale nie wykazał nic, co potrafiłaby wyleczyć nauka. Spijała więc mądrości płynące z pamiątki po jednym z najpotężniejszych Jedi i walczyła z jego katami. Tylko wtedy zrzędliwa obecność zostawiała ją w spokoju.
Mygeeto było tak absurdalnie szare. Sine góry otulone szarą mgłą, a pośród nich wzniesiono gargantuiczne, popielate wieżowce połączone grafitowymi mostami. Słońce niemal umiera starając się przepchnąć przez chmury odrobinę światła.
Oderwała wzrok od przesuwającego się za wizjerem widoku. Kanonierka wyciągnięta z czeluści poprzedniej epoki trzęsła się niemiłosiernie starając się przezwyciężyć grawitacje. Nie chcąc patrzeć na otaczających ją komandosów zwiesiła oczy na czubkach buciorów. Czuła przytłaczającą aurę istot gotowych poświęcić życie dla większego dobra. Byli tak irytująco świetliści. Nienawidziła nawiedzającego ją żalu po śmierci kogokolwiek z nich, więc zawsze robiła wszystko, aby wszyscy wrócili cali i zdrowi. Przeklęci głupcy.
-Wszyscy są na pozycjach- usłyszała wyraźny, mocny głos. Wszyscy się obruszyli, poderwali broń, zrobili ostatnie przygotowania, a gdy kliknęło ostatnie załadowane ogniwo kilkanaście par oczu wypalało w niej dziury.
Kiwnęła głową.
-Ruszajcie. Niech Moc będzie z wami- Usłyszała słowa niknące w radiowym szumie.
Kanonierka nabrała prędkości. Od trzasków strzelających wieżyczek cierpła skóra. Popatrzyła przez szpary w bocznych drzwiach, krzywiła się na widok czerwonych linii kreślonych w firmamencie przez obronę przeciwlotniczą. Maszyna zaczęła się bujać, promienie były coraz bliżej.
Dotknęła ramienia rosłego brodacza z goglami na oczach. Posłała mu prostą, telepatyczną wiadomość.
-Pilot, ląduj NATYCHMIAST- Krzyknął do słuchawki komlinku.
LAAT korkociągiem zbliżał się do ziemi.
Szarpnęła boczne drzwi. Otwarte na oścież wpuściły do środka lodowate pięści. Skoczyła w przepaść, omijana przez karmazynowe błyskawice wylądowała na skrzydłach Mocy.
Rzuciła się w bok unikając serii plazmowej kaskady. Pobiegła w kierunku ostrzału skacząc na boki, aż dopadła gniazda spadając na ciężki karabin z siłą lawiny. Szturmowiec został odrzucony ścianą powietrza, metal broni wprasował się pomiędzy pęknięcia reduty. Towarzysze w białych pancerzach wycelowali krótsze strzelby i wdusili spusty. Trafiliby, gdyby Moc nie wpływała na ich umysły. Zyskała bezcenną chwilę, odepchnęła powietrze sprzed siebie uderzając nim w strzelców z siłą rozpędzonej banthy.
Pobiegła dalej poganiana przez intuicję. Doskonale widziała silos z turbolaserem. Powolna wieżyczka byłaby idealna do odpierania szarży maszyn większych od LAAT. Tylko, że desantowiec zwalniał, a celowniczy miał już maszynę na obrzeżu celownika.
Zacisnęła pustkę przed sobą. Rozległ się zgrzyt stękających kół zębatych niemogących obrócić wieżyczkę. Sfrustrowany strzelec wciskał spust posyłając promienie zdolne wyparować żywą istotę. Zaryzykowała rozejrzenie się po okolicy, plac okolony ogrodzeniem. Konstrukcja wbita klinem w łańcuch górski i z tamtego kierunku nadjeżdżały wozy opancerzone.
Sapnęła napinając mięśnie. Rozsądek pomimo wszystkich dokonanych cudów nadal psuł więź z Mocą. Jednocześnie używała własnych rąk i umysłu do obrócenia strzelającego turbolasera w kierunku konwoju. Operator, prawdopodobnie zdezorientowany, przestał strzelać dopiero po zniszczeniu jednego pojazdu.
-Jesteśmy- usłyszała głos brodacza.- Musimy zneutralizować broń przeciwlotniczą. Zrobisz to? My zabawimy gości.
Kiwnęła głową.
Pobiegła nie patrząc na wymianę ognia. Usłyszała tylko świst rakiet wypraszający wozy opancerzone z potyczki.
Dobiegła do stanowiska ogniowego w kilku długich skokach. Otworzyła właz, wywlekła żołnierza i widząc jak mierzy do niej z karabinu cisnęła nim w dal. Spojrzała do wnętrza działa, paroma kopnięciami zniszczyła kokpit. Wyskoczyła lecąc w stronę pozycji imperialnych oddziałów.
Wylądowała w połowie drogi do wrogich pozycji. Skupiła na sobie uwagę. Ogień zaczął powoli przecierać szlak w jej kierunku. Oddychała głęboko czując jak Moc otacza ją ochronnym nimbem. Po zbliżeniu się wystarczająco na tyle, aby lepiej przyjrzeć się przeciwnikom sięgała do nich przez śnieżycę i przyciągała do siebie niewidocznymi powrozami.
Spanikowani szturmowcy szybko zostali wystrzelani przez komandosów, a z uszkodzonych pojazdów wybiegli kierowcy uciekając w stronę bazy. Dogoniły ich promienie nadlatującej kanonierki. Gdy padli z wypalonymi dziurami na plecach komandosi władowali się już do środka desantowca. Poczekała, aż po nią podlecą. Dołączyła do reszty. Z dzikim warkotem przegrzanych silników LAAT pognał kilka stóp nad ziemią do górskiej fortecy.
-Wewnętrzny pierścień baterii bierze nas na cel. Szykujcie się, będzie tylko gorzej- Odezwał się pilot przez głośnik.
-MOC JEST Z NAMI- Wrzasnął brodacz, reszta mu zawtórowała. Zacisnęła zęby z zażenowania.
Kanonierka kołysała się jakby próbowała wymusić na wszystkich wydalenie wnętrzności. Ostrzał przeciwlotniczy gęstniał. Usłyszała syk wypuszczanych rakiet. Pierwsza seria, druga, trzecia. Zapatrzyła się na krajobraz widziany przez niezamknięte drzwi, wyglądał tak niewinnie i obojętnie na toczącą się nieopodal wojnę.
Przeciążenie gwałtownego hamowania szarpnęła załogą.
Wyskoczyła jako pierwsza kierując się w stronę wskazywaną przez intuicję. Podczas szalonego tańca uników zauważyła olbrzymie wrota prowadzące do wnętrza fortecy. Nie biegła ku nim, obrała na cel najbliższą galerię zapełniającą się szturmowcami.
Dobiegła do ściany skalnej i podpierając się wystającymi krawędziami w kilku susach znalazła się na szczycie. Paroma ciosami pozbyła się gospodarzy. Odwróciła się twarzą do dziedzińca. Jej kompani wybiegli z chmury zasłony dymnej postawionej wcześniej przez rakiety kanonierki. Kurtyna uchroniła ich przed kanonadą, której nawet ona nie zdołałaby uniknąć.
Usłyszała stukot. Zobaczyła haki trzymające krawędź balustrady. Odwróciła się do kolejnego hałasu. Drzwi prowadzące do wnętrza kompleksu rozchyliły się wypuszczając oddział zakutych w biel strażników.
Zaszarżowała wprawiając wrogów w popłoch. Oddali kilka chaotycznych strzałów zanim nieprzytomni od ciosów padli na ziemie.
Weszła do środka głęboko łypiąc powietrze. Cuda zaczęły się wyczerpywać. Czuła to w bolących mięśniach, szumie w czaszce, oraz mdłościach. Stała przez chwilę w korytarzu patrząc na ciemne ściany rozświetlane wiszącymi z sufitu jarzeniówkami.
-Jesteśmy- Obwieścił brodacz przyprowadzając do niej pluton komandosów.- Ruszamy ludzie. Pierwsza drużyna za mną i Holon. Reszta rozproszyć się. Zróbcie porządne zamieszanie. Naprzód. Moc. Moc jest z nami.
Popatrzyła na sękate sylwetki bojowników kiwający głowami w jej kierunku z nabożną czcią. Pozwoliła sobie na przewrócenie oczami. Poczekała, aż pozostałe zespoły znikną w korytarzu.
-Gotowa? Mamy dobry czas, powinniśmy zdążyć przed ich przybyciem.
Popatrzyła na niego poruszając wszystkimi palcami. Posmakowała myśli gubionych przez setki umysłów zapełniających budowle. Nic z tego nie rozumiała, ale czuła, że powinna jeszcze poczekać. Odcięła się od ochroniarzy by nie denerwować się rosnącym zniecierpliwieniem. Coś nagle błysnęło na granicy zmysłów. Drgnęła, ale reszta pozostała niewzruszona. Czy tylko ona to widziała? Wizja? Pozostawiła po sobie niepokój, ale i dała znak, że należy ruszać.
Podniosła kciuki obu dłoni biegnąc wzdłuż korytarza.
* * *
BX przemieszczał się kanałami wentylacyjnymi unikając oczywistych celów ataku. Znając ślepe punkty pola widzenia żywych istot, oraz ich drażliwość na ruch pozostawał niewidoczny dla patroli. Trudniejsi do obejścia byli mechaniczni pobratymcy. Wielokrotnie protokoły bezpieczeństwa spierały się o podjęcie właściwego działania na widok skanującego korytarze droida. Wystarczy wygasić zdradliwe promieniowanie kryjąc się przy silniejszym źródle ciepła? Wartownik uwierzy w fałszywy sygnał imitujący robota porządkowego, albo protokolarnego?
Jego misja nie polegała na zniszczeniu okrętu, gdyby wystąpiły okoliczności wpływające na bezpieczeństwo niszczyciela stanąłby w jego obronie. Dotarł do kajut oficerskich bez większych trudności, nie odnotował zwiększonej ilości strażników przez co mógł poruszać się o wiele szybciej, niż zakładano.
Po podpięciu do konsolety niewielkiego nadajnika przeszedł do ostatniego etapu programu. Zanurzył się w plątaninę tuneli wspinając się na mostek okrętu.
* * *
-Panie komandorze, melduję opuszczenie nadprzestrzeni za jedną minutę.
-Przyjąłem- Kiwnął głową mówiącemu mężczyźnie po czym skierował się do reszty załogantów:
-Naładować osłony i przygotować czujniki do prześwietlenia całego perymetru. Przekazać działonowym, że mają być gotowi do strzelenia każdego celu w naszym zasięgu. Dopiero po potwierdzeniu przynależności zmienimy status "wróg" na "sprzymierzeniec". Wykonać.
Operatorzy opuścili głowy energicznie wystukując polecenia na klawiaturach.
Porucznik skierował podkrążone oczy na przełożonego i odchrząknął w pięść.
-Och daruj mi te teatralne gesty. Mów, co masz mówić.
Adom zamarł z otwartymi ustami. Maufe zmierzył go sfrustrowanym wzrokiem, ale złagodniał po chwili.
-Przepraszam- westchnął przecierając gałki oczne.- Cała ta sytuacja wytrąca mnie z równowagi.
-Panie komandorze- zaczął ostrożnie Nufonul.- Rozumiem, że chce pan zachować dobre relację z Biurem, ale proszę jeszcze raz rozważyć zaalarmowanie garnizonu. Jest tu skoszarowane około dziewięciu tysięcy szturmowców. Z taką liczebnością znajdziemy dowolne stworzenie, bądź obiekt w zaledwie parę chwil.
-Tu nie chodzi tylko o relacje, poruczniku Adom- popatrzył na podwładnego odzyskując fason.- Tutaj chodzi o wiarę w sprawność imperialnej machiny wojennej. Pani Fargon poleciła nam bezpieczne dotarcie do celu i na Tron, tak właśnie uczyniliśmy.
Okręt zatrząsnął się podczas powracania do normalnej przestrzeni. Pośród miriadów ołowianych kropeczek majaczył rdzawo błękitny glob leniwie obracający się wokoło gwiazdy.
-Widzisz? Malola, słońce systemu Mygeeto. A tam? Nasz cel. Niemal wypełniliśmy nasz obowiązek. Jestem oficerem Marynarki Imperialnej, nie szpiegiem. Uczyłem się obliczać optymalny wektor podejścia, a nie zabiegi kontrwywiadowcze. Jeśli stracimy zaufanie względem naszych towarzyszy to jaki w ogóle ma sens cały ten system, hm, poruczniku?
-Ja to wszystko rozumiem, ale...
-Odbieramy komunikat z kontroli przestrzeni kosmicznej systemu Mygeeto. Proszą o autoryzację i cel wizyty.
-Prześlijcie kody jakie dostaliśmy od IBB.
-Rozkaz- powiedziała umundurowana kobieta.- Otrzymałam wiadomość zwrotną. To współrzędne doków orbitalnych. Po dotarciu do celu gubernator planetarny oczekuję zameldowania się głównodowodzącego.
-Wyznaczyć kurs. Sensory?
-Brak wrogich sygnałów.
-Dobrze. Zachować optymalną moc osłon, a resztę przekierować do silników. Naprzód, do Mygeeto.
Hurick Maufe wypiął dumnie pierś obserwując powiększający się glob lodowego świata. Infrastruktura oblekała planetę jak szara pajęczyna. Najpierw czujnikami, a później na własne oczami widział plejadę okrętów cywilnych podróżujących wyznaczonymi trasami pod czujnymi kadłubami gwiezdnych niszczycieli.
-MAUFE- wzdrygnął się na piskliwy głos agentki. Poirytowany odwrócił się do jej projekcji. Podnosił oskarżycielski palec, gdy powstrzymał go kolejny, nieoczekiwany dźwięk.
Od sufitu odpadła kratka wentylacyjna. Zanim upadła na podłogę w ślad za nią poleciało coś jeszcze. Charakterystyczny kształt dla kogoś kto kształcił się w imperialnych uczelniach wywołał różnorakie reakcje.
Szturmowcy rzucili się w stronę intruza podnosząc karabiny. Oficerowie podzielili się na dwie grupy; pierwsza przerażona schowała się za stacjami, a druga wyprostowała się sięgając po wiszące u pasa pistolety.
Zanim oddano pierwszy strzał błysnęły rzucone granaty hukowe i dymne. Ogłuszający blask przeplótł się z duszącym dymem. Pozbawiony hełmów personel złapał się za najbardziej obolałe narządy zmysłów, a szturmowcy stracili bezcenną sekundę, aż przełączyła się optyka w wizjerach.
BX zaczął strzelać. E-5 posyłało plazmę z chirurgiczną precyzją w najsłabsze elementy plastoidowych pancerzy.
Komandor Hurick Maufe obserwował przekrwionymi oczyma blaszanego potwora chodzącego po mostku. Jego mostku. JEGO OKRĘTU.
Chwiejąc się na drżących nogach, prostując zdrętwiałe palce wyciągnął flegmatycznie pistolet kreśląc nim szaleńcze. Wcisnął spust, pocisk plazmy poleciał w sufit. Przykuło to uwagę droida, który błyskawicznie obrócił się w jego stronę oddając celny strzał.
* * *
Holon zniszczyła barykadę pchając przed sobą taran lodowatego powietrza. Obrońcy wraz ze stertami skrzyń wlecieli do wnętrza chronionego pomieszczenia. Zatrzymali się przed progiem. Komandosi pozbawieni jej wsparcia mieli problemy z przebiciem się przez żołnierzy, dlatego poświęcali bezcenne chwilę czekając na meldunki od pozostałych zespołów. Była za to wdzięczna. Głód i pragnienie stawały się nie do zniesienia. Wątpiła, czy kiedykolwiek odeśpi tą misję.
Uderzyli jednocześnie z wielu kierunków. Strzelanina nie trwała długo. Nie brali jeńców, odwracała wzrok od rozstrzeliwanych jeńców. Ukryty miecz jakby zwiększył swój ciężar.
Pod ścianami, oraz w centrum pomieszczenia stały komputery. Okablowanie znikało w kolumnach podtrzymujących sklepienie. Bojownicy błyskawicznie obleźli stację podłączając do gniazd niewielkie, czarne skrzyneczki. Urządzenia kliknęły, zabuczały, a kilkanaście ekranów zgasło. Rozbłysły wraz z restartem systemu plując kaskadami błyskawicznie nadpisywanych liniami kodów.
-To powinno wystarczyć. Znikamy.
Holon pokiwała głową i podeszła chwiejnym krokiem do pleców brodacza po czym skoczyła na niego oplatając go ramionami.
-Co ty wy...- zamilknął słysząc jej spokojny, regularny oddech.- Szlag. Widmo Cztery bierz ją na ręce.
-Rozkaz.
-Ruchy towarzysze. ZNIKAMY.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania