Tunel śmierci

Był piękny, słoneczny dzień. Chłopaki właśnie wracali z trasy koncertowej do domu. Przejeżdżali nie daleko domu Karola.

Jarek: Karol, tu cię wysadzę.

Karol: No dobra, dzięki na razie.

Karol szedł spokojnie do domu i ciągnąc za sobą kilka walizek, cieszył się, że wreszcie po tylu tygodniach zobaczy żonę i dzieci. Nagle zza krzaków wyskoczył zamaskowany mężczyzna. Facet usiłował obezwładnić Karola. Gdy ten chciał się wyrwać, mężczyzna uderzył go w kark i Karol stracił przytomność. Wieczorem żona Karola zadzwoniła do Marcina.

Żona: Cześć Marcin , nie ma u ciebie przypadkiem Karola?

Marcin: Cześć, nie ma go. Wysadziliśmy go na krzyżówce koło waszego domu. Coś się stało?

Żona: Nie wrócił jeszcze do domu. Myślałam, że się u ciebie zasiedział.

Marcin: No, niestety nie, ale jakby się do rana nie zjawił to zadzwoń.

Żona: Dobra, dzięki.

Było około 9:00, kiedy żona Karola zadzwoniła po jego kolegów z zespoły. Ci zjawili się w ciągu kilku minut. Kiedy tylko weszli do domu rozległ się dzwonek telefonu żony Karola.

Żona: Halo?

Głos: Mam twojego męża, przygotuj 1 mln zł, przyjedź jutro na parking przy centrum handlowym i  wrzuć kasę do kosza...

Żona Karola usiadła za kanapie i zaczęła płakać.

Jarek: Kto dzwonił?

Żona: Nie wiem, chcą 1 mln zł za Karola.

Marcin: Co? 1 mln zł??? Dasz rady zebrać tyle kasy?

Żona: Nie wiem.

Michał: Słuchaj, jak coś to się dołożymy.

Żona: Dzięki.

Marcin: Gdzie masz zostawić tą kasę?

Żona: Na parkingu przy centrum handlowym.

Michał: Pojedziemy tam z tobą.

Żona: Dzięki.

Nazajutrz żona Karola razem z Jarkiem, Michałem i Marcinem pojechała zawieść pieniądze i wróciła do domu. Po kilku godzinach do żony Karola przyszła paczka, w której znajdowało się zdjęcie brutalnie pobitego Karola i karteczka z napisem "Twój ukochany nie żyje". Przerażona kobieta zadzwoniła do Marcina, który przyjechał do niej po paru minutach i opowiedziała mu o wszystkim. Ze względu, że Marcin bardzo przyjaźnił się z Karolem, postanowił podczas nieobecności kolegi zająć się jego żoną. Marcin dużo czasu spędzał w domu Karola i nawet kilka razy nocował, co oczywiście nie umknęło dzieciom Karola.

Po tygodniu od zniknięcia muzyka, jego żona całkowicie się załamała. Pewnego dnia o późnej porze Marcin, leżąc na kanapie w salonie, usłyszał cichy płacz i chodzenie po pokoju na górze.

Wstał i poszedł zobaczyć, czy wszystko w porządku. Zobaczył zapłakaną żonę Karola leżącą na łóżku.

Marcin: Nie płacz, będzie dobrze.

Żona: Dzięki, wspaniały z ciebie przyjaciel, ale zaczynam wątpić, że on się znajdzie.

Marcin: Spokojnie znajdziemy go, wróci do was cały i zdrowy, obiecuję.

Żona: Dzięki Marcin... za wszystko.

Marcin przytulił załamaną kobietę aż w pewnym momencie oboje poczuli, że coś między nimi zaczyna iskrzyć. Zaczęli się namiętnie całować. Wtedy do pokoju weszła córka Karola i zastała swoją mamę i Marcina w dwuznacznej sytuacji. Widziała przez dziurkę od klucza Marcina siedzącego w samych bokserkach na łóżku rozpłakanej mamy i to w dodatku całującego ją bez skrupułów. Po wejściu Poli do sypialni, przyjaciele odskoczyli od siebie, ale ona i tak wiedziała, co jest grane.

 

Żona: Co się stało kochanie, czemu nie śpisz?

Pola: Nie mogę, martwię się o tatę.

Żona: Nie martw się, zobaczysz niedługo do nas wróci.

Pola: Mam nadzieję.

Wychodząc z pokoju Pola, udając, że nic się nie stało popatrzyła na Marcina tak, jakby chciała powiedzieć "Widziałam was". Po tamtej sytuacji żona Karola i Marcin starali się trzymać uczucia na smyczy, a już w szczególności, kiedy w domu były dzieci. Pewnego dnia, kiedy byli sami w domu nie udało im się powstrzymać łączącego ich uczucia. Zaczęli się ponownie całować, jednak po tamtej sytuacji Marcin nie mógł darować sobie tego, co wtedy zaszło. Kiedy znów mieli się pocałować, Marcin zdał sobie sprawę, że to już za daleko zaszło i trzeba to zatrzymać.

Marcin: " Byłaś na prawdę fajną dziewczyną i było nam razem na prawdę miło, lecz tamten to chłopak..."… ma na imię Karol, jest twoim mężem, ojcem twoich dzieci i moim serdecznym przyjacielem, nie mogę mu tego zrobić, on mi ufa, wybacz. Chyba będzie lepiej jak się wyprowadzę.

Żona: Masz rację, to chyba za daleko zaszło.

W tym samym czasie, Karol był zamknięty w starej piwnicy przez wiele dni, co go bardzo osłabiło.

Po kilku dniach, kiedy doszedł do siebie, dokładnie przeszukał piwnicę i w jednym z pudeł znalazł stary telefon. Gdy udało się mu go uruchomić, zadzwonił do Marcina.

Karol: Halo, Marcin?

Marcin: Karol? Nic ci nie jest?

Karol: Nie, ale pomóż mi.

Marcin: Gdzie jesteś?

Karol: Nie wiem, w jakiejś starej piwnicy, chyba niedaleko torów, bo co chwilę jeżdżą pociągi.

Marcin: Dobra, zbiorę chłopaków i będziemy cię szukać.

W tym momencie do piwnicy wszedł Darek.

 

Darek: Widzę, że po wsparcie dzwonisz, niestety mam przykrą wiadomość, ich przyjazdu możesz już nie doczekać.

Porywacz pobił Karola do nieprzytomności. Marcin wszystko to słyszał, ponieważ nie zdążyli się rozłączyć. Marcin, nie czekając ani chwili dłużej, zadzwonił po kolegów i wszyscy razem pojechali w okolicę tunelu kolejowego. Porozglądali się chwilę po okolicy, a następnie weszli do ciemnego tunelu oświetlając sobie drogę latarkami. Po chwili otworzyły się drzwi ukryte w ciemnościach. Chłopaki schowani we wnęce zobaczyli wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę wynoszącego nieprzytomnego Karola. Artyści, po cichu, podeszli bliżej. Mężczyzna wywlókł Karola na tory i  przywiązał go do nich, jednak po chwili poczuł, że jest obserwowany. Zaczął się rozglądać po tunelu. Zauważył zarysy trzech postaci. Wyciągnął broń i zaczął strzelać w ich kierunku.

Marcin: Chłopaki, wycofać się, szybko.

Jarek: Mówiłem żeby nie podchodzić.

Michał: No i może trzeba było cię posłuchać.

Jarek: Aaaa!!!

Marcin: Co jest?

Jarek: Cholera dostałem...

Chłopaki dobiegli do wnęki i z powrotem ukryli się w niej.

Marcin: Jarek, wszystko gra?

Jarek: Chyba tak, ale boli jak cholera.

Michał: Już poszedł.

Jarek: To chodźmy.

Michał: Jarek, ale... może zostań co?

Jarek: Chyba nie myślicie, że z powodu głupiej ręki będę siedział bezczynnie, kiedy przyjaciel w  potrzebie.

Marcin: No dobra, tobie i tak nie przegada. Chodźmy.

Chłopaki podbiegli do nieprzytomnego Karola i próbowali uwolnić go, lecz bezskutecznie.

Michał: Ma może, któryś scyzoryk?

Jarek: No niestety.

Marcin: Nie mam.

Jarek: Czekajcie...

Marcin: Co?

Jarek: Cicho, słyszycie?

Marcin: Cholera jasna, pociąg.

Michał: Spokojnie, nie panikujmy coś wymyślimy.

Jarek: Chwila... przecież Karol ma zawsze scyzoryk.

Marcin: No dobra... Sory Karol, stan wyższej konieczności.

Michał: Marcin tylko się pospiesz!!!

Marcin przeszukał nieprzytomnego kolegę, znalazł jego scyzoryk, po czym, razem z kolegami, rozwiązał go i wyciągną praktycznie spod kół pociągu.

Marcin: Boże w życiu tyle krwi nie widziałem... Karol, słyszysz mnie?

Jarek: Ej, ocknij się, Karol.

 

Michał: Słuchajcie, nie chcę was martwić, ale po tym jak on wygląda, wnioskuję, że prędko go nie obudzicie.

Jarek: Ty nie gadaj tyle, tylko dzwoń po pomoc.

W tym momencie Karol odzyskał przytomność.

Karol: Gdzie ja jestem?

Marcin: Spokojnie, już po wszystkim.

Karol spojrzał na kolegów i zobaczył zakrwawioną rękę Jarka.

Karol: Jarek, ty krwawisz.

Jarek: Nie przejmuj się, małe draśnięcie.

Marcin: Leż spokojnie, karetka już jedzie.

Po chwili przyjechało pogotowie, Karola zabrali do szpitala, a Jarkowi opatrzyli rękę. Po kilku dniach Karol wyszedł ze szpitala i wrócił do domu, gdzie wieczorem dowiedział się od córki o sytuacji między jego żoną a Marcinem. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć córce, ale z biegiem słów, jakie mówiła nabierał coraz większych podejrzeń. Poszedł porozmawiać o tym z żoną, która tłumaczyła się, że  to tylko jeden pocałunek, próba pocieszenia, jednak Karol nie wierzył żonie. Nazajutrz pojechał do Marcina, aby wyjaśnić całą sytuację.

Karol: Możesz mi wytłumaczyć, co zaszło między tobą a moją żoną?

Marcin: O co ci chodzi?

Karol: Nie udawaj, całowaliście się.

Marcin: Karol, to nie tak.

Karol: No to jak, proszę wytłumacz mi to.

Marcin: Twoja żona była zrozpaczona, kiedy cię porwali i...

Karol: ... i co? Chciałeś ją pocieszyć? Już to wczoraj słyszałem. Gdyby Pola nie weszła do sypialni, to nie wiem, co by się tam stało.

Marcin: A co się miało stać? Do niczego by nie doszło! Przepraszam, nie chciałem, żeby to tak wyszło.

Karol: Zaufałem ci, byłeś moim najlepszym przyjacielem!

Karol wyszedł trzaskając drzwiami, zabrał kilka rzeczy z domu i wyprowadził się do Jarka.

Jarek: Jak się trzymasz?

Karol: A daj spokój. Nie było mnie parę dni i już żona z przyjacielem...

Jarek: Słuchaj, spróbuj też ich troszkę zrozumieć. Ona ładna, on przystojny. A poza tym, Marcin chciał ją tylko pocieszyć.

Karol: Taaa jasne, wierzysz w to?

Jarek: Idź do niego, pogadaj na spokojnie.

Karol: Chyba masz rację.

Po chwili Karol pojechał do Marcina, ale niestety nie zastał go, więc pojechał do siebie do domu i  przez okno zobaczył Marcina przytulającego jego żonę.

Karol: Co ty tu robisz? Dalej podrywasz moją żonę.

Karol złapał Marcina za bluzkę i zaczął go szarpać. W złości popchnął go na ścianę tak, że uderzył o nią głową i na moment stracił przytomność. Po chwili Karol zdał sobie sprawę z tego co zrobił.

Karol: Marcin, ocknij się. Przepraszam poniosło mnie, wybacz...

Marcin: Spoko, pewnie zasłużyłem.

Karol jeszcze przez kilka dni był ostrożny, co do Marcina i swojej żony, ale wybaczył im wszystko to, co się wydarzyło.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania