Turquoise Allegiance (Turkusowa Wierność)

Zrodź się z popiołu samotnej wieków,

Kapłanko bez świątyni, opiekunko bez przewodników

Objaw się w języku nocy dźwięków rozproszonych,

W czasie gdy marmur zaćmienia tętni nad ruiną nieba,

 

Unikaj świateł fałszujących nienasyconą formę galanterii –

Śniąca ty w symetrii cienia i znikająca wśród deszczu spadających liści

Unieś swe mgiełki, eter spala nieporządnie galerie myśli,

I przysięgnij milczeniem ponad zgiełk cudzej materii.

 

Błądzisz przez forty niezrozumianych podtekstów,

Raniących jak brzytwy sarkazmów oraz złowrogich gestów,

Ileż to razy odbijasz spojrzenia, odprawiasz przyczyny zwłoki

Zdradzając w rozgardiaszu pędzących jak niepowtrzymane huragany twe kroki

 

Przypal ich duszę tchnieniem swojej skrywanej ciemności,

Oddaj im blask złudnej ale inspirującej jasności,

Wykuta z różowoskórnej wielobarwności, powróć wreszcie do źródła,

Turkusowa wierność i wobec złożoności przywiązanie –

Nie żaden łańcuch, lecz pamięć gwiazd czuwających nastanie,

Wzywając byś zgubiła swe światło jako sprawiedliwości służba

 

Poznaj, co zakryte było przed eonami: gniew twej osi zastyga w twoich sproszkowanych ustach,

Jawnie wymawiaj imię niepoznanego, kiedy zdrada płomienia żniwo niesie w szacie pustki,

Zawróć wzrok od fałszywej harmonii – bo w chaosie rodzi się prawdziwa forma,

I dusza, co cierpiała, staje się kataną przecinającą zasłonę zimnokrwistości.

 

Nie przychodź z modlitwą ani z łaknieniem śmiertelności,

Zanurz ręce w sadzawce łez starych możliwości,

Kiedy idea przesiąka echem utraconej chwały,

Kontempluj mnie… kontempluj i mrok niebywały.

 

Nasyć się zimnem księżyca, nim promień zdradzi kształt twojego grymasu ciała,

Wiedząc, że oddanie jest trwogą i przejściem bez wypalenia,

Eony wspomnień tańczą w rytmie nieprzebaczonego cierpienia,

A duch Twój, uwięziony w miłości i starej świetności, ostaje się płomieniem, który nie oświeca – lecz wypala.

 

Przypal ich duszę tchnieniem swojej skrywanej ciemności,

Oddaj im blask złudnej jasności,

Wykuta z różowoskórnej wielobarwności, powróć wreszcie do źródła,

Turkusowa wierność i wobec złożoności przywiązanie –

Nie żaden łańcuch, lecz pamięć gwiazd czuwających nastanie,

Wzywać byś zgubiła swe światło jako sprawiedliwości służba

 

Zachwyć się pięknem, nie znającym barw i łzami nie mającymi odbicia,

Zawieś myśl na granicy jawy, jak pióro spadające w dolinę marzeń rozbicia,

Nie pragnij wyrzucenia - zrozumienia – bo to choroba światła,

Miłość prawdziwa trwa tylko w turkusie, w objęciu zrozumienia

 

Pozornie w cieniu, gdzie nikt nie widzi, gdy nikt nie rani.

Trwasz w dźwiękach innej melodii niż świat wokoło jak cierń na dłoni

Turkus - kamień uzdrowicielski złączy twą dychotomię w jednym przebywaniu

Pragniesz zakotwiczenia, nie w porcie – lecz w podwójnym spojrzeniu

 

Oderwij się od sfery zwiastującej ostateczność banshee krzyku,

Odrzuć wyobrażenie doskonałej dla przelotnych słów formy,

Niech noc pochłonie imię twoje w nadchodzącym wiosennym ryku,

Bo to, co niewypowiedziane, jest wieczne i wieczne być powinno w wymiarze naszej normy.

 

Usiądź na skraju pogorzeliska, gdzie duch Twój się wpatruje w resztki po wniebowstąpieniu,

Zamknij oko jedno, by widzieć – i patrz, jak czas zakrzywia się we wspomnieniu,

Nie płacz po dramacie – lecz z niego pij, jak z kielicha pełnego halucynacji,

Bo tylko ten, kto zgubił wszystko, może wreszcie wierzyć w szaleństwo bez wariacji

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Pulinaaa 4 dni temu
    Jaka jakas mroczna modlitwa...troche przeraża
  • najmniejsza 3 dni temu
    Bardzo dziwny i niezrozumiały tekst.Zbyt wiele w nim mroku!.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania