TW 2#8 – Papierowy zamek
Postać: Sadystyczna opiekunka
Miejsce: Zamek z trzema wieżami
Zdarzenie: Wybite zęby o chrzcielnicę
Emocje: Panika/Ból
Daleko stąd, gdzieś za górami albo za rzeką, stał kościół. Niewielkich był rozmiarów, bo i wioska wokół maleńka. Kilka jedynie domów, więc sąsiedzi sami i ksiądz jeden, co seplenił, gdyż przed laty pośliznąwszy się, zęby o chrzcielnicę wybił.
Życie toczyło się tam swoim rytmem. Ni to szybko, ni powoli, ot tak w sam raz. I ludzie też tacy troszkę nijacy ni to szczęśliwi, ni to smutni. A co ciekawe domy ich takie same, jakby ktoś linijką odmierzył ni to kwadratowe, ni okrągłe.
Mimo wszystko wiele różnic dzieliło tych nijakich ludzi, ale kościół, co potrafił, łączył. I tak sobie myślę, że gdyby sepleniącego księdza zabrakło, wioskę z pewnością piekło by pochłonęło, pozostawiając trochę kurzu na pożegnanie…
Pewnego dnia, kiedy słoneczko tak pięknie przygrzewało i rumieniło policzki mieszkańców, u drzwi plebani pojawiła się dziewczynka – malutka, drobniutka piękna jak polny kwiat. O wodę i kromkę chleba księdza poprosiła, który w rzeczy samej miłosierny był na wskroś. Zaprosił niewinne dziecię pod swój dach i ugościł jak księżniczkę. Kromeczkę z masłem najlepszym podał i kubek ciepłego mleka, a że był wychowany ponad miarę, o nic nie zapytał, tylko pokoik przygotował.
Dnia następnego po śniadaniu, delikatnie i z taktem zaproponował pracę, ale pracę nie byle jaką. Zupełnie wyjątkową! Zgodziła się chętnie, bo pewnie rodziny nie miała biedna, malutka istotka. Zaprowadził ją więc do pokoju tajemnego, gdzie na stole z litego drewna stał piękny papierowy zamek z trzema wieżami wysokimi. A przed zamkiem domy równo odmierzone ni to okrągłe ni to kwadratowe i ludzie tacy nijacy, z szarej kartki zrobieni, a pośrodku księżniczka w różowej sukni stała, jakby zamyślona. Piękna, zdecydowanie wśród szarości kolorem wyjątkowym się wyróżniała.
– Twoim zadaniem moja droga jest doglądanie tego pałacu. Z kurzu proszę, uprzątnij go raz dziennie i każdej postaci dobre słowo szepnij, tak jakbyś najpiękniejszy uśmiech wywołać chciała.
I tak drobna, malutka, dziewczynka dnia każdego swoje obowiązki wykonywała. Miała dzięki temu, gdzie głowę wieczorem położyć i czym brzuch napełnić i dobrym słowem księdza się cieszyła i poważaniem w wiosce.
W jej serduszku drobnym, malutkim jednak inne uczucia się rodziły. Jakby zazdrość, jakby ból, jakby poczucie braku, a może gniew zwyczajnie, który zawsze tam był? I tak dnia pewnego, chyba w piątek, jeśli pamięć mnie nie zawodzi, postanowiła psotę małą, malutką poczynić. Nożyczki z szuflady kuchennej wzięła i co poniektóre figurki ostrzem naznaczyła. Tu stópkę odcięła, tu rączkę zahaczyła lub w brzuszku dziurkę zrobiła. Bawiła się w najlepsze, gdy u lekarza, co przy kościele chorych przyjmował, kolejka rosła raz po raz. Objawy różne i przyczyny nieznane, lekarz powoli ręce rozkładał.
A w tajemnym pokoiku, gdzie opiekunka swą pracę wykonywała, ciemność powoli, powolutku się kokosiła. Dziewczynka słodka, malutka, drobniutka postanowiła więc świecę zapalić i skrawki papieru posprzątać, gdy nagle jakby coś ją tknęło, a może pchnęło? I tak, nie wiadomo czemu, płomień o jedną z wież trącił swym językiem. W ogniu papierowy świat stanął i co dziwne, krzyki nagle we wsi się podniosły. Wyjrzała dziewczynka, malutka, drobniutka przez okno i pożar ujrzała, co i kościół zaczął pochłaniać. Uśmiechnęła się kruszynka, dymem z papierowego zamku wcale się nie dusząc.
Na to wszystko ksiądz wpadł zdyszany, przestraszony, zamek chciał gasić, dziewczynkę ratować. Ona jednak iść nie chciała, i ogniem szczerze gardziła. Ksiądz prosił i błagał, lecz dym go dusił i słowa porywał.
A tymczasem płomienie trawiące zamek papierowy do różowej księżniczki dosięgły. Opiekunka ciepło poczuła, co w oczach ognikami się ujawniło i krzykiem z zaświatów. Ksiądz wody święconej szukał w pośpiechu, kieszenie sprawdzając, lecz za późno już było. Świat płonął…
O poranku na pogorzelisku kurz jedynie pozostał i dziewczynka mała, malutka co głodna po świecie chodziła…
Komentarze (37)
Wiadomo, że piszesz dobre teksty dla dzieci, ciekawe bajki, więc jak w taką strukturę upchniesz szczyptę niepokoju, czy zaznaczasz "mroczną stroną dorosłości" efekt jest bardzo ciekawy.
Obadaj tekst pod kątem nagromadzenia słowa "to", bo było go sporo, choć być może źle interpretuję i w zgodzie z Twoim zamysłem było jego, aż tak częste używanie.
Pozdroxix, Justyska.
Pozdrówka
Pozdrówki
A poza tym, bardzo ładnie napisane. Bajkowo. Wyobraźni Tobie nie brakuje. Pisz różnie i nie przestawaj. Lubię Ciebie czytać.
Pozdrawiam→5
Pozdrawiam
Tak mi się jakoś skojarzyło.
Co do treści, to ładnie stylistycznie, przez co lekko i płynnie się czytało :-)
Pozdrawiam.
Pozdrawiam serdecznie
Bardzo porażek panował na początku, ład i spokój. I pomyśleć, że taka śliczna dziewczynka tyle złych rzeczy może narobić.
Bardzo sprytnie wyszłaś z zestawu. Pozdrawiam serdecznie
Świat płoną… czy płonął?
Pozdrawiam
Pozdrawiam serdecznie!
Nawet jeśli nie, to przypomniałaś mi Autora, Człowieka, który pisał nie piórem, a sercem. Na imię miał Kornel i do Jego książek zawsze chętnie choćby na dwa, trzy zdania wracam. Taki Twój początek opowieści, a pointa mroczna, posępna i rodem ze zmory nocnej. Wolę początek, wolę być dzieckiem. Dziękuję za umożliwienie. ;) 5
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrawiam!
Powiem tak: przed wszystkim brawa za poszukiwania stylu, piszesz wiersze, prozę, w tm bajki, a każda inaczej, nie masz maniery, to atut, Twoje teksty nie są przewidywalne, a zaskakujące. To drugi atut, który wynika z pierwszego.
Język leciutki, komuś może nie pasować, ale to jego sprawa, NIKT tu nie jest wyrocznią i nie powinien sobie takiej pozycji uzurpować.
Treść jest fajna. Mnie zaskoczyła bardzo pozytywnie. Lubię historie niebanalne. Tutaj mamy księdza (samotnego), małą dziewczynkę (już jest podejrzanie), ksiądz proponuje pracę (jeszcze bardziej podejrzanie) i nagle robi się baśniowo, księżniczka, zamek, papierowi ludzie. Do tego dziewczynka ma dziwne pomysły.
Morały można mnożyć. Nie będę tego robił, bo nie chcę tu pisać moralitetów. Niech każdy wymyśla według siebie.
Trochę niepotrzebnie pada na końcu słowo "opiekunka", tak jakbyś na siłę podkreślała, że podołałaś założenion TW, a i bez tego podołałaś.
Technicznie nie mam teraz czasu punktować. Może innym razem.
Ja podziwiam.
Pozdrawiaki ;)
Pozdrawiam:))
Tekst naprawdę świetny, ale tematyka dość niepokojąca. Małe dziewczynki zawsze dostają najokropniejsze role w horrorach. I tu także. Zabiła całą wioskę. Kurde.
No nic, zestaw obroniony - nie wpadłabym na taki pomysł z fabułą :)
Pozdrawiam i piąteczka :)
Pozdrawiam porannie!
Czytam zadane tematy, myślę: szykuje się mroczny horror pełną gębą...
Czytam początek, a tu... lekki, w sympatycznej, beztroskiej niemal konwencji pierwsze zdania sklecone ;)
"wioskę z pewnością piekło by pochłonęło, pozostawiając trochę kurzu na pożegnanie…" — fajny motyw z tym kurzem i diabłem. Super. Roziskrzyło mi wyobraźnię ;)
"Pewnego dnia, kiedy słoneczko tak pięknie przygrzewało i rumieniło policzki mieszkańców, u drzwi plebani pojawiła się dziewczynka – malutka, drobniutka piękna jak polny kwiat. " — i tu się zaniepokoiłam, coś się szykuje...
"Zaprowadził ją więc do pokoju tajemnego, gdzie na stole z litego drewna stał piękny papierowy zamek z trzema wieżami wysokimi. " — świetny motyw, zaczynam coś podejrzewać... nie jest tu wcale tak beztrosko jak na pierwszy rzut oka, po pierwszych zdaniach ;)
Świetnie to obmyśliłaś. Naprawdę fajnie :))
Kiedyś czytałam, chyba w Małej Fantastyce, opowiadanie w podobnej tonacji. Tam był uczeń, co na mapie zaczął dziury cyrklem robić, coś tam ciąć, bazgrolić itd. A okazało się później, ze to naprawdę na świecie się działo ;)
Ot, wyobraźni pisarzy nie zna granic :)
Fajny pomysł, fajne wykonanie :)
Pozdrowionka
Pozdrawiam!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania