TW - Malina

Postać: Ranny koń

Zdarzenie: Zakopany skarb

Miejsce: Przeklęty bunkier

 

Gatunek : Dramat

 

Ostrzał trwał całą gwieździstą noc, nie wiedziałem gdzie kończy się niebo a zaczyna bariera przetrwania.

Wystające hełmy z okopu, kamienie w szereg drgające od wystrzałów z karabinów.

Spadające letnie deszcze plejad, sierpień roku... Zamazuję datę. Gdybym trafił do niewoli, zanim ukryję tę wzmiankę.

Zanotuję najważniejsze co mam do przekazania.

Mam konia, jako dowódca piechoty została mi przydzielona klacz, kilkuletnia z rodowodem.

Malina jest silna, mądra i jej przysmakiem są marchewki. Jest też odważna, żaden wystrzał jej nie wystraszy. Przeskakuje zasieki, omija miny. Jest tarczą w nocy zmarzniętych żołnierzy. Chroni ją cały oddział, w najbardziej oddalonym od walk miejscu.

Zbudowany dla niej schron jest wytrzymały, nie dosięgną jej żadne odłamki. W środku jest duszno, czasami słyszę rżenie konia, ale to nie głos Maliny. Opowiadają, że w poprzedniej wojnie poległo tu setki wytrzymałych niewielkich kuców. Zabiły je ostrzały, a część była zjadana przez żołnierzy, panował głód w armii.

 

Dzisiaj przyszły rozkazy, przesuniemy linię frontu. Przygotowujemy się do przeniesienia bliżej rzeki.

 

Na mapach wyznaczyli nam dokładne współrzędne. Marzę o rozbiciu namiotu i leżeniu na zielonej trawie w tym dzikim miejscu. Patrzę przy lampie naftowej na moje zapiski, ręka mi się trzęsła, wybacz.

Zdmuchnę światło, już...

 

Dopiski na marginesie, coś cicho. Mogę tylko dodać, że nie spałem tej nocy. Malina została wyprowadzona z bunkru. Za kilka godzin poprowadzę odział do wyznaczonego punktu.

Poproszę o wykopanie dołu najpierw dla Maliny, jest bezcenna. W razie ataku partyzantów stanie się pierwszym ich celem.

Na razie tyle.

 

Otwieram mój brudny zbitek papieru.

Pomagałem kopać schronienie dla klaczy, nie mam gdzie umyć rąk.

Podczas wykopu natrafiliśmy na coś niesamowitego. Takie rzeczy można spotkać tylko w muzeum, a tu dosłownie kilkanaście centymetrów w dawnym bagnie odkopaliśmy skarb. Niestety pomiędzy nimi też kości ludzkie i zachowane bardzo dobrze mundury. Pierwsza wojna miała swoich odkrywców.

Kolia i pierścienie z czystego złota. Nie wiemy co z tym zrobić. Jutro podejmę decyzję.

Zdmuchuję światło...

 

Została ostatnia strona. Więcej ich już nie posiadam.

 

Odparliśmy atak, przekupując nieprzyjaciela znalezionym złotem. Biedni ludzie z widłami i kosami podeszli nas późnym wieczorem. Mieli też broń palną, nie przypominali ludzi, wychudzeni do kości poruszali się wątle. Pomimo tego mieli determinację wyrżnąć nas w pień.

Malina jest ranna, sączy się jej krew z pęciny. Obłażą ją muchy. Zmieniam okłady, ale nie mamy już leków. Czekamy na przybycie czerwonego krzyża...

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania