TW – Za górami pod kocem (3)

Miejsce: Zamek

Postać: Bliźniaczki

Zdarzenie: Inwazja martwych żołnierzy

Gatunek: Triller psychologiczny

 

"Za górami za lasami żył sobie król gór z dwoma identycznymi córkami."

 

Dziadek opowiadał mi o armii martwych żołnierzy bajkę, rodzinie królewskiej i mojej roli w tym świecie.

Moje imie było Hilda, a że trzeciej córki król nie miał, a ja chciałam mieć siostrę, tak więc stałam się odzwierciedleniem dziewczynki, z którą rozmawiałam i bawiłam się lalkami, tfu! Nie lalkami samochodami kuzyna.

 

Jeździliśmy w trójkę najnowszymi kadilakami, urządzaliśmy wyścigi z żołnierzykami jako kierowcami i w czasie gdy pod tapczanem pełny parking złomków czekał na swój wyjazd na tor rajdowy moja siostra, zaczynała się nudzić.

Ukradkiem podbierała ołowiane ludzki uzbrojone po zęby i chowała je po kieszeniach sukienki.

 

Jej anielskie blond pukle i niebieskie oczy odwracały uwagę od jej zamiłowań do wojny.

Heregudnda szeptała mi do ucha, kiedy Rafał był zajęty budowaniem nowej trasy.

– Choć idziemy już do domu, mam wszystko co nam potrzeba – kusiła, mamiła.

Wiedziałam o jej planach, szykowała to już kilka dni, kreowała i notowała pod pretekstem uczenia się na j.polski opracowywała opowieść.

 

Tego dnia nad wioską niebo postanowiło urządzić scenerię zagłady.

Siedziałyśmy w pokoju z piecem kaflowym. Był zimny, chłodne mury z piaskowca trzymały barierę chłodni wnętrza. Mini piwniczany mikro klimat.

 

Pod kocem leżały jakieś graty. Klęczałyśmy na wprost siebie. Ja od czasu do czasu spoglądałam na szarpiące za oknem kłącza winogronowego pancerza budynku.

– Twierdza, nasza twierdza – powtarzała jak mantrę, z jej oczu błyskało czymś co przypominało pioruny, jakby stanowiła telepatyczne połączenie z wyładowaniami, które miało nadejść.

Heregunda wyciągnęła pierwsza spod przykrycia poranionego człowieka, leżał na jej dłoni w hełmie nasuniętym na czoło.

– Widzisz siostrzyczko, trwają walki. Połowa z tych dzielnych wybrańców armii Rafała już jest martwa.

Ocal ich, weź tę zbroję i kuca – podała mi plastikowe akcesoria i figurkę osła przerobioną lekko na nosorożca.

– Boję się, nie mam doświadczenia, rodzice nie pozwalają się bić, przecież wiesz.

 

Heregunda uśmiechnęła się zadziornie, sycząc przez wąskie usta.

– Zaraz wracam, a ty pilnuj tego tu, nie może umrzeć.

Koc uniósł się pofalował kurzem. Nagle zrobiło się zupełnie ciemno. Pierwszy przebłysk z kąta prostokąta wyłonił pochodnie, wiele punktów biegnących w moją stronę.

Upiory zmieniały kształty, rozciągały się w czasie niczym dym kiszony w zakręconym słoiku.

 

Krzyknęłam, ale bez dźwięku, coś mnie zatkało. Była to dłoń Rafała.

– Ciii, oni jeszcze cię nie widzą – szarpnął mnie mocno za rękę. Oślepił mnie błysk pioruna wściekłej siostry.

Umarli, ołowiani waleczni pod rządami tego jednego, którego nie dopiłowałaś.

 

https://www.opowi.pl/forum/pozyczone-od-grawitacji-2-dychy-slow-w1933/

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Aisak godzinę temu

    Daj listę do innych.
    Do treści odniosę się później.

  • Aisak Wrzuciłam link, zapraszam. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania