Powrót - część 5

Cichy śpiew rozchodził się po jaskini. Część ze światełek się wypaliła, powodując jeszcze większy mrok. Bała się. Jej śpiew spowodowany był tylko strachem. Nie wiedziała czemu by miało to pomóc, ale posłuchała jego rady. Wesołą piosenką chciała zakryć swój strach. Nie potrafiła pojąć, co on od niej właściwie chciał. Wciąż przed oczami miała jego zadowoloną twarz, kiedy ją dotykał. Nie rozumiała do końca, że to jest złe, ale nie lubiła, gdy tak robił. Chciała mu to powiedzieć, ale nie potrafiła. Za bardzo ją zmroziło.

Spojrzała na swoją kartkę z narysowanym Patrykiem i mamą. Chciała do nich już iść. Miała dość. Chciała się do nich przytulić i powiedzieć : "Przepraszam. Nie powinnam uciekać z przedszkola i iść z panem Mateuszem bez waszej zgody". Na pewno się martwili, ale nie miała nawet pojęcia, że przez jej zaginięcie, policja została postawiona na nogi. Że miasto żyło tą sprawą i każdy liczył na szczęśliwe zakończenie.

Przestała śpiewać, a z oczu poleciały łzy. Zaczęła szlochać i wpatrywać się w rysunek.

— Przepraszam, mamo — szepnęła.

 

***

 

— Mamo, jak tylko ten pieprzony dziad zmięknie to zacznie mówić, gdzie jest Kasia — powiedział Patryk i skierował wzrok na kobietę.

— A jeśli to nie on? — Kobieta drżała. Oczy miała podkrążone, bo prawie nie spała od zaginięcia Kasi.

Chwila ciszy. Niepewności.

— Kasia w końcu się znajdzie. Będzie tutaj. Będzie się śmiała i wszystko kur... Wszystko wróci do normy. Dopilnujemy, by ten kto ją porwał nigdy nie wyszedł z więzienia. Mamo, jesteśmy już tak blisko. Jesteśmy już tak blisko...

Chłopak czule przytulił kobietę.

 

***

 

– Co się stało? – powiedziała, wpatrując się w męża.

Mężczyzna stał przy oknie i prawie w ogóle się nie odzywał.

– Mam ostatnio ciężkie dni. Jestem policjantem i powinienem mieć mocną psychikę, a tu przychodzi nagle taka sprawa jak ta i mnie to przerasta – Marek odwrócił się i spojrzał na żonę.

– Chodzi o tą dziewczynkę? I to zabójstwo? – Odetchnęła. – Jesteś dobrym policjantem. Na pewno złapiesz tego drania. A ten facet powiedział coś? To on jednak czy nie?

– Nie mamy dowodów. Nie wiem już do końca czy to on. Zebraliśmy opinie o nim od ludzi i mówią, że raczej nie byłby w stanie zrobić czegoś dziecku. To nieznośny, wredny sąsiad, ale nie pieprzony pedofil.

– To tylko opinie ludzi. Wiesz z doświadczenia, że czasem sprawcą jest ten, którego byś w ogóle o to nie podejrzewał.

Mężczyzna znów odwrócił się w stronę okna. Pierwszy raz poczuł się w tej pracy bezsilny. Pierwszy raz naprawdę nie wiedział, co ma robić.

 

***

 

Marek czekał przed domem swojego szefa i palił papierosa. Potrzebował spaceru, ale przede wszystkim odpoczynku, chociaż na jeden dzień. Chłód opatulił całe ciało, a niebo spochmurniało.

– Kogo moje oczy widzą? – powiedział do Marka szef, gdy drzwi się otworzyły.

– Ja w sprawie... urlopu. Potrzebuję dzień odpoczynku.

Mężczyzna szeroko otworzył oczy.

– Teraz? Teraz, gdy mamy największy zapierdol?

– W domu nie zapomnę o pracy. Będę tymi sprawami żył, ale ja już nie daję powoli rady.

– Jesteś moim najlepszym gliną, wiesz o tym? Bierz se ten urlop, ale potem wracasz i działasz na dwa razy większych obrotach.

– Sie wie, szefie – powiedział Marek i chciał wyrzucić peta do kosza, gdy nagle usłyszał dźwięk tłuczonej butelki.

Gdy się odwrócił, zobaczył Patryka, Zośkę i mocno pijanego mężczyznę. Poznał go od razu. Był to ten sam facet, który znalazł ciało Oli.

– Wujek znowu przesadził, tato – westchnęła Zośka, prowadząc mężczyznę.

– Boże, jaki wstyd – odpowiedział jej.

– Masz brata? – spytał zdziwiony Marek.

– No, mam – westchnął i podszedł do furtki, aby przejąć pijanego mężczyznę.

– Nigdy nie mówiłeś – kontynuował.

– Nie ma się czym chwalić – Głośno odetchnął.

– Tato, ja z Patrykiem jedziemy dziś nad rzekę. Wrócimy wieczorem.

– O! Ja też z wami pojadę! – krzyknął wujek Zośki jakby dostał olśnienia.

– Nie ma mowy... – odparła.

– Pojadę...

– Nie! – Dziewczyna krzyknęła tak głośno, że wszystkich zamurowało. Patryk spojrzał na nią i zobaczył jak jej ręce zaczęły się trząść.

– Wszystko okej? – szepnął Patryk.

– My... już idziemy – oznajmiła.

Trzasnęła furtką i zaczęła biec. Chłopak pobiegł za nią.

 

***

 

– Wiesz, Patryk...

– Tak? – zapytał z nadzieją w głosie, licząc, że dziewczyna w końcu wytłumaczy mu jej nagły przypływ emocji.

Siedzieli nad brzegiem rzeki, a z powodu jesiennego chłodu, tulili się do siebie, chcąc uzyskać choć minimalne ciepło.

– Może tego nie okazywałam, ale... byłam w tobie zakochana już wcześniej...

– No, nie okazywałaś.

Dziewczyna zaśmiała się.

– Dobra, cicho już bądź. Po prostu ty jesteś inny niż ci wszyscy, których do tej pory poznałam.

– To znaczy?

– Dojrzały, troskliwy... zabawny... Dobra to ostanie może ci słabo wychodzi – Uśmiechnęła się. – Wrażliwy.

– Słyszałem, że dziewczyny nie lubią wrażliwców.

– Innego rodzaju.

– Mów po ludzku.

– Oj, po prostu jesteś... fajny.

Oboje posłali do siebie lekkie, lecz szybko niknące uśmiechy i spojrzeli przed siebie.

Patryk w końcu uznał, że to odpowiedni moment, aby spytać o to, na co wcześniej nie chciała mu odpowiedzieć Zośka.

– Słuchaj... Wiem, że nie chciałaś, żebym o to pytał, ale... sama chyba wiesz, że tamta reakcja... Dziwna reakcja na wujka mnie trochę jakby... zdziwiła?

– Ty znowu o tym... Czy to naprawdę takie dziwne, że nie chciałam zabrać z nami nawalonego wujka?

– No nie, ale...

– No to o co ci chodzi?

– No pobiegłaś w emocjach jak jakaś szalona. Jakby nie wiadomo, co się stało. Wystarczyło powiedzieć "nie" i sobie pójść.

– Przesadzasz. Dziewczyny są emocjonalne, chłoptasiu. Musisz to zrozumieć.

Patryk pytająco spojrzał na Zośkę.

– Chłoptasiu?

 

***

 

Minęło kilka dni. O Kasi nie było żadnych nowych wieści, przez co Patryk i mama dziewczynki coraz bardziej odchodzili od zmysłów. Za oknem rozpętała się burza. Drzewa kołysały się na prawo i lewo, a krople deszczu spływały po szybie.

– Chcesz herbaty? – zapytał smutnym głosem chłopak, kierując wzrok na matkę.

Kobieta patrzyła bez emocji na zgaszony telewizor.

Cisza.

Patryk zaczął nalewać herbatę, gdy nagły dźwięk telefonu spowodował, że wypuścił czajnik z rąk. Gdy się odwrócił, jego mama już przy nim była.

– Tak? – zapytała przejęta. – Macie jakieś wieści o Kasi?

Równo z błyskiem pioruna za oknem, jej twarz rozpromieniła się. Pierwszy raz od dawna. Chłopak stanął jak wryty i zaczął dokładnie obserwować mimikę twarzy mamy.

– Kim był ten gnój?! – kontynuowała. – Jak się dowiedzieliście, że to on? – W tym momencie spojrzała na Patryka i zaczęła przytakiwać głową. – Ale teraz ją znajdziecie? Wyciągnięcie to z niego?

Kobieta zaczęła płakać. Ale nie były to już łzy bezradności. To były łzy szczęścia.

Gdy zakończyła rozmowę, rzuciła się w ramiona syna. Oboje płakali, czując wreszcie ulgę. Poczuli w końcu, że żyją, że mają dla kogo.

Kobieta spojrzała załzawionymi oczami na Patryka i uśmiechnęła się.

Wszystko w końcu wracało do normy.

 

***

 

Patryk w końcu poczuł ulgę. Jego siostra prawdopodobnie zostanie już niedługo odnaleziona. To było najważniejsze. Anonim na policji pomógł odnaleźć sprawcę. Znaleźli rysunki Kasi w jego pokoju. Przyznał się do winy. Istniał tylko jeden minus. Porywaczem okazał się wujek Zośki. Postanowił do niej pójść, bez względu na to czy już się o tym dowiedziała.

Mokre włosy przylgnęły mu do czoła, a buty miał kompletnie przemoczone.

Zauważył w końcu dom swojej dziewczyny. Gdy podszedł do furtki, otworzył ją energicznie i wszedł na posesję.

– Zośka! – zawołał, licząc, że dziewczyna go usłyszy.

Cisza.

Podszedł więc do drzwi i pociągnął za klamkę, jednak były zamknięte. Przez chwilę pomyślał, żeby do niej zadzwonić, jednak postanowił pójść jeszcze za dom. Często przebywała w garażu, ponieważ miała tam swoje studio.

Idąc, nie mógł powstrzymać emocji. Tyle dni czekał na tą wiadomość. Nic inne się już nie liczyło. Tylko życie Kasi. Reszta jakoś sama się na pewno ułoży. Pod butami czuł coraz większe kałuże, zmieszane z błotem, a na niebie, co chwilę się błyskało. Spuścił na chwilę głowę. Jego twarz ozdobił szeroki uśmiech. Zaczął dziwnie gestykulować i tańczyć, patrząc jak buty zatapiają się w wodzie. Uniósł głowę dopiero wtedy, gdy znalazł się za domem.

Nagły, zimny pot.

Wszystkie wcześniejsze emocje zgasły jak zdmuchnięta świeczka. Stanął jak wryty, a jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości.

Błysk pioruna.

Na jednym z drzew ujrzał wiszącą w białej sukni dziewczynę. Jego dziewczynę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania