Twarz mej depresji

Siedzi obok, twarz mi znana.

Pan z brodą, z włosami po kolana.

Znowu drapie swoje dłonie,

Albo może ja to robię.

Szepcze do mnie cierpkim głosem

Tylko on pomoże...

"Przestań walczyć, powiem szczerze!

Jesteśmy zerem w tej operze,

Już nie wrócą tamte chwile."

Głaszcze mnie po barku delikatnie,

Krzyczy najgłośniejszym cichym głosem.

Znów zaciśnie dłonie na mym gardle,

"Jesteś złomem, zwykłym złolem.

Jesteś sumą zero razy osiem,

Wszystkim po twej zgubie by ulżyło,

Błagam spraw, by to się skończyło,

Tylko ja wiem jak znów cierpisz,

A ja krwawić z tobą będę..."

Uspokaja mnie pozornie,

Wiem, że nie chce dobrze dla mnie,

Wiem, że gdy pali przy mym nosie,

Śmierdzi, dymi swoim papierosem,

Chce nas skończyć...

Chce nas pogrążyć swym chaosem...

"Skocz już w ogień, zdejmij buty,

Przy barierce połóż, nie bądź nudny,

Pozwól się zacisnąć bardziej,

Weź swe dłonie, ułóż je na gardle.

Weź naboje i już nie zapłaczem wcale."

Jego oddech znów mnie dusi,

Swoją brodę znów przeczesze,

A tą twarzą, straszy w piekle

Bo wygląda jak ja, no przecież...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania