Twój sens, moja cisza
Nie płaczę, nie wzdycham,
pomalutku usycham.
To, co przynosi świt pośród przestrzeni,
to już nie sen jest, lecz prawda cicha…
Lecz nadal lękam się o Twoje zdrowie
i o ten ciężar, co gniecie Ci ramiona —
gdy nagły dramat kruszy serce na pół,
a w Twoim mroku gaśnie wola.
Bezruch, jak ostrze, co w sercu mierzy,
zabija powoli wspólny czas czułości.
Gdy Twój bezgłos cieniem w mroku mości,
a w moim sercu chłodny spokój… leży?
Rozumiem żal Twój, co w tej pustce brodzi,
lecz brak mi miejsca, by w to wspólne wierzyć.
Zamykam obwód bez skargi i złości,
odcinam prąd, co zmyśla cudze lęki.
Prawda nie żąda walki w naszym gaju,
staje się stroną w moim własnym raju.
W akceptacji sytuacji odejdę sama,
oddając Ci czas na Twój własny sens —
pozostawiając, gdy minie już czas,
nas bez szans.
Komentarze (1)
Z tego powodu, Qleczko: ja osobiście: nie jestem żonaty, konsolidacyjnie, rzecz jasna: " ja tutaj zbyt wiele nie napisowuję ".. 🙄😌
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania