Twój sens, moja cisza

Nie płaczę, nie wzdycham,

pomalutku usycham.

To, co przynosi świt pośród przestrzeni,

to już nie sen jest, lecz prawda cicha…

 

​Lecz nadal lękam się o Twoje zdrowie

i o ten ciężar, co gniecie Ci ramiona —

gdy nagły dramat kruszy serce na pół,

a w Twoim mroku gaśnie wola.

 

​Bezruch, jak ostrze, co w sercu mierzy,

zabija powoli wspólny czas czułości.

 

​Gdy Twój bezgłos cieniem w mroku mości,

a w moim sercu chłodny spokój… leży?

Rozumiem żal Twój, co w tej pustce brodzi,

lecz brak mi miejsca, by w to wspólne wierzyć.

 

​Zamykam obwód bez skargi i złości,

odcinam prąd, co zmyśla cudze lęki.

Prawda nie żąda walki w naszym gaju,

staje się stroną w moim własnym raju.

 

​W akceptacji sytuacji odejdę sama,

oddając Ci czas na Twój własny sens —

pozostawiając, gdy minie już czas,

nas bez szans.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Paris_Catacombes

    Z tego powodu, Qleczko: ja osobiście: nie jestem żonaty, konsolidacyjnie, rzecz jasna: " ja tutaj zbyt wiele nie napisowuję ".. 🙄😌

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania