Twoja walka
Stoisz otoczony wrzawą.
Brak przeciwnika podnieca publiczność.
On się spóźnia. Teraz ty sam
walczysz z nerwowym ruchem ręki.
Ponure pomruki potęgują niecierpliwość.
Nierozpoczęta walka trwa wiecznie,
tak jak oczekiwanie na nią.
Zawieszony jesteś na każdym oddechu,
każdym szepcie, każdym okrzyku dziesiątek tysięcy
widzów. I tamtego z dżinem w ręku też. On
dobrze zapłacił żeby patrzeć
jak będziesz schodził kulejąc z ringu.
Czarno-zielony makijaż,
kamufluje łzy przed rozpaloną w reflektorach
publicznością męskiego teatru.
Sędzia przerywa,
wzrusza ramionami,
pokazuje dłonie, wykręca usta,
odpowiada bez odpowiedzi gdy trener
pytająco patrzy.
Opuszczasz ring niefotogenicznie zapamiętany
w ciemnościach korytarza.
Nieodwzajemnioną żądzą krwi
wzywasz taksówkę.
Wracasz do domu.
Komentarze (4)
Rozwiazanie→Skojarzenia me↔Tak skrótowo, to ciekawie zobrazowałeś sytuacje, kiedy to "organizm tłumu" nie dostaje "swoich igrzysk"↔Przecież ciebie nie kochają, tylko widowisko, które tworzysz. A gdy nie tworzysz? No cóż... "nie warto marnować fleszy"↔Co z tego, że nie z twojej winy, bo przeciwnika bark. To tyś na widoku:)
Pozdrawiam:)↔%
Dekaosie, nie dało rady niczego przed Tobą ukryć. Pozdrawiam i dziękuję za interpretację.
Ciekawe, czemu przeciwnik nie przyszedł? W sumie to nie wiem czemu aż tak mnie to ciekawi, ale ciekawi. Ale lipa, ludzie bilety pokupywali, a tu klops. I co tu teraz robić, jak nic się nie dzieje...
' Ale lipa, ludzie bilety pokupywali, a tu klops' :D To już tak jest że zawsze ktoś nawali.:) Fajnie że przeczytałeś, a ja do dzisiaj nie wiem czemu on nie przyszedł, przyjdzie chyba jakiegoś drinka wypić z tym z dżinem w ręku...:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania