Twoje oczy były smutne jak sierpniowe zachody
Hej, mój tekst inspirowany jest utworem „Marsz, marsz” Taco Hemingway’a, w popularnej wersji blendu „Gdybyś nie istniała”. A zatem tekst pisałem w oparciu o podkład muzyczny podany w linku poniżej.
https://youtu.be/96XBGQhQ40s?si=e3uUk-E1-gDN7D2u
Chodziłem za tobą uliczkami
Czekałem w dziwnych miejscach, aż raczysz się zjawić
Szukałem dymu papierosów, to twój znak rozpoznawczy
Do tego eko kurtka i tęczowe trampki
Twój obraz w mojej głowie rozmazuje się nieco
Trudno go wydobyć jak z archiwum allegro
Pamiętam tatuaże, które wcale nie szpecą
A na twarzy makijaż, w stylu neo art-deco
Krwiste paznokcie kontrastowały z cerą
Nieco chwiejny krok zlewał się z butelką
Byłaś żwawo chodzącą karykaturą społeczną
Braną za bardzo na serio, lub zbytnio prześmiewczo
Zwiastujesz miastu burzę, kiedy kupujesz Fresco
A ja w Tobie to lubię, dlatego tak mi tęskno
Przez to się gubię, nie widziałem Cię z miesiąc
Chodziłem za tobą uliczkami
Chadzałaś często pijana pod ramię z koleżankami
Zawsze tłumaczę to wiekiem, nie uzależnieniami
I że akurat w ten weekend wolałaś się bawić
Tysiąc nieodebranych, połowa od matki
Winowajczyni tego, że nie masz w życiu bajki
Zamiast pokazać świat ci, pokazała ci fajki
I jak absztyfikantom pokazywać fucki
Dlatego tak się boisz jakiejkolwiek relacji
Ukrywasz przed światem swe wewnętrzne stygmaty
Zarówno na duszy jak i nadgarstkach masz ślady
Wiem, że bardzo chciałaś lecz błagam mała nie daj się zabić
Wiem jak to widzisz, cały świat jest nijaki
Jedyna droga do wolności to się zaćpać lub zapić
Romantyzujesz ból jak nowi fani Lany
Lubisz mieć serce złamane, to ten złamas jebany…
Chodziłem za Tobą uliczkami z nadzieją, że się obrócisz i mnie dostrzeżesz w dali
Z głową wysoko w chmurach idziesz jak idzie wichura
To chyba znak, że powstałaś, powróciła Twa duma
Ta odwaga ci przystoi, ci pasuje jak ulał
Jak te najnowsze air force’y, szminka i puszka red bulla
Jak kilka zawistnych spojrzeń i kilka obelg na ustach
„Zbyt pewny krok i zbyt obcisła bluzka”
Chodziłem za Tobą ale nie wiem dokąd
Ty wiecznie marsz, marsz przeciw przeciwnościom
Ile razy Cię skreślono, częściej niż lotto
Byli chłopcy teraz żałują, jeśli wierzyć plotkom
Dwa tysiące nieodebranych, masz ochotę rzucić iphone’m, ale pech że jest szklany
Masz ochotę rzucić wszystko, nienawidzisz Warszawy
A ten wiatr, co otulał dzisiaj sprawia, że łzawisz
Chciałabyś w ogóle nie istnieć
Każdy problem by zniknął, chcesz skopiować Alicję
Albo iluzjonistę, lecz nie daj Boże Whitney!
Z zadumy wyrywa pytanie „gotówką czy blikiem?”
Krok za krokiem, blanty za winklem
Rozbite butle przyjaźnią się z chodnikiem
Minął jakiś czas, chociażby całe przedzimie
U Ciebie znowu w normie, w klubie nakładasz szminkę
Ile koleżanek z Tobą, na oko no z trzy
Każda po kolei to ładuje do nozdrzy
Zanim wyjdziesz, znów upadniesz, wszystko wraca do normy
A Twe oczy były smutne jak sierpniowe zachody
Wrócisz złamana i we łzach
Z wrzaskami sumienia i brakiem swojego miejsca
Wiedz, że jak coś, to ja chętnie poczekam
Chodziłem za Tobą, wreszcie mogę obok
Romantyzujesz ból, no ja też przecież
Wiesz, że dla mnie jesteś najważniejsza na świecie…
Komentarze (2)
Tekst spoko ,ale...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania