Twórczość jako akt destrukcji
Elokwencja, której monumentalne dzieło zawiera w sobie poezję i prozę, lubiła przebywać pośród dekadencji i nihilizmu. Zetknięcie płynności słowa, gracji, z jaką usta potrafią układać dźwięki (przy zachowaniu pewnej, często wewnętrznej logiki wypowiedzi), z brudem miasta, które zostaje na paznokciach, czyniło elokwencję w rękach człowieka obytego z tym intymnym zjawiskiem sztukę pełną charyzmy. Poniekąd myśli, chociażby najbardziej wulgarne lub wyzute z boskiego podobieństwa, stawały się natchnieniem o burzliwej, ale przez to, magnetycznej naturze.
Wydobyty w pośpiechu podsłówek, który nie wydaje się być zgrabny, a raczej pełen deformacji, ulatuje w powietrze, jak kłęby ciemnego dymu, jakby ten chciał przyćmić i niebo, i jego beztroskość. Wydobyty niemal siłą lub gwałtem, wyrwany z korzeniem, który bezpośrednio wrasta w układ nerwowy, opatulony wyłącznie w ciąg skojarzeń, staje się bóstwem, któremu żadna, ludzka wena, niezależnie, czy jest nią: miłość i niemoc, bezsilność i rozpacz, troska i obawa, nie potrafią dorównać.
Siła tej weny tkwi właśnie w człowieku, którego gotowość do bycia zlepkiem przeciwstawień, kontrastów i różnić najpierw rozrywa umysł, by ze strzępów wydobyć jedną, palącą myśl, którą od czystej destrukcji odróżnia wyłącznie to: chęć, by coś wyrazić. I jest to różnica istotna, ponieważ determinuje, czy finalnym aktem działania pod wpływem tej myśli będzie realne zniszczenie, czy akt twórczy, który i tak przy okazji zdolnym będzie zniszczyć człowieka albo chociaż zmienić w nim choć trochę jego dotychczasową konsystencję - usposobienie, czy podejście do określonego tematu.
Komentarze (1)
Napompowane to i przepisane. Masz jakąś myśl, ale przekopać się przez to jest zwyczajnie ciężko.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania