Ty, popiersiu młodych
Nocne widzenia, postrzeżenie, leżenie w miejscu, gdzie rzeczy wieczne kiedyś stały.
Dzienne spojrzenia, przywidzenie, gdzie przy stole, przy którym siedziałem kogoś widziałem.
W ciemności siedzenie, mylne stwierdzenie, że sam z siebie mogę być pełen.
W cieniu klęczenie, ciągłe kuszenie, że dobre jest dla mnie wieczne pragnienie.
Kąpiele słoneczne, konwersacja z cieniem, że samemu umknę śmierci kwitnięcie.
Wieczne łaknienie, jak żyć, umierając stwierdzenie.
Ogień co marzy dawać ludziom ciepło nie spalając im twarzy.
Ogromne pożary, co każdego by trzymać chciały, cierpliwie na kogoś czekały, tylko po to by wszystko, co miał pożarły.
Bukiety różane, którym narodziny towarzyszy zerwanie, tak by chciały by róże piękniały, od narodzin na gnicie skazane.
Kochać byś my chcieli, po to żyjemy.
Wiecznie spragnieni, niekompletni.
Gdzie kwitnięciu towarzyszy pragnienie po więcej?
Ogrodnik łaknie, żeby były piękne, a wody nie daje tym szarym.
Gdzie miłość jak słońce, o nic nie prosi, by dawać światło by rosły.
Jak kochać, kiedy ciało łaknieniem rozrasta?
Kiedy umysł szaleje, a ciała myśli za ciebie.
Gdzie uciekniesz, gdy w odbiciu widzisz samego siebie?
Wyobrażanie, wolności pragnienie zagubione między szklanką a talerzem.
Gdzie furia kwitnie w ludzkie zdjęcie?
W miejscu, o którym tylko ty nie wiesz.
Ty, popiersiu młodych.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania