Poprzednie częściTyle pamiętam
Pokaż listęUkryj listę

Tyle pamiętam (obrazy z podróży)

To było małe miasteczko gdzieś na wschodzie ---- do miasta powiatowego dojeżdżał pociąg--- potem trzeba było kilka godzin czekać na autobus---

Rozklekotany autobus długo kluczył pomiędzy bagnami –przejeżdżał przez mosty na kanałach--- nawet po zmroku widać było drewniane śluzy --- w miejscach gdzie kanały łączyły się z wielkim jeziorem---

Czarna głębia wód jeziora-- to jezioro zawsze było grobem dla wielu bezimiennych i zapomnianych ludzi--- mieszkańcy okolicznych wsi niektórych z nich dobrze znali--- nie pamiętali jednak imion --- nie pamiętali nazwisk ---

Miasteczko z czterech stron otoczone ścianą gęstych lasów---

(---/---/---)

Pamiętam jeszcze barokowy klasztor i pomnik miejscowego poety--- który napisał rymowaną powieść o tym lesie---

(---/----)

„Koledzy z naszej klasy bardzo mu dokuczali--- ojciec Abramka był piekarzem”- mówi stary człowiek—uważnie ogląda fragment rozbitej macewy--- „ Miał osiem lat--- umarł prawie rok przed wojną”----- powoli wypowiada te słowa --- na nikogo już nie patrzy—odchodzi---

(----/----)

--- Późna noc--- całun wielkiej śnieżycy ponad drzewami--- powoli opada na śpiące miasteczko---

-------------------------------------------------------------------

(27- 28.01.2024)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Moews 5 dni temu
    Pamiętam, że pod koniec roku 19....wybrałem się najpierw na Litwę, a w drodze powrotnej zatrzymałem się w maleńkim miasteczku tuż przy granicy. Z pewnym znajomym- polskim Litwinem mieszkającym od urodzenia w tych stronach pojechaliśmy do miasta powiatowego. Nadchodziły wielkie mrozy, śródmiejskie ulice (trzy lub cztery reprezentacyjne ulice tego chaotycznie zabudowanego miasta) były późnym popołudniem zupełnie puste...Tylko ze sklepów sączyło się mdłe, żółtawe światło... Wiatr wydawał się wykonywać diaboliczne, a może raczej uwodzicielskie figury taneczne wokół domów, nieskazitelnie białym całunem- szalem śnieżycy wirował wokół latarń... Wieczorem pijemy kawę w bufecie dworca autobusowego. Fatalna kawa o smaku spalonego styropianu... Wreszcie nadchodzi godzina 20.00, nasz autobus wyrusza w mozolną podróż do miasteczka... Jedziemy przez mroczną puszczę, gdzieś pomiędzy drzewami słabo błyszczą zamarznięte jeziora... Tutejsze jeziora do złudzenia przypominają mazurskie, a dróżkami i bezdrożami puszczańskimi podobno można dotrzeć do stolicy dawnych Prus Wschodnich, ewentualnie skręcić na południowy- wschód i po kilku dniach zatrzymać się nad Niemnem w okolicach Tylży. Jeżeli nie opuszczą nas siły, możemy w ten sposób powędrować jeszcze dalej: przez Kurlandię na bałtyckie wybrzeże Estonii. Kiedyś podczas takiego błądzenia po dawnych Inflantach dotarłem na brzeg Bałtyku w Estonii; przebrnąłem przez ciągnący się przez kilkanaście kilometrów las brzozowych; przez lornetkę spojrzałem na ciemną (raczej granatową) linię brzegu wyspy Dagoe, na której za czasów cara Pawła I miał panować słynny baron korsarz von Ungern-Sternberg. Jego potomek Roman przeszedł do historii jako wyjątkowo krwawy dowódca armii Białych podczas wojny domowej w Rosji... Ale to już inna historia. Wracamy do miasteczka. Jest już bardzo późno. Na przystanku czeka na autobus jadący w kierunku granicy tłum ludzi mówiących po litewsku, rosyjsku, może też po łotewsku. Jakiś Rosjanin płaczliwym głosem opowiada o swoich ciężkich chorobach, które trwają od wczesnej młodości..." Tu jest rak, tu jest rak, tam też jest rak" mówi po polsku. Dogania nas straszliwa zadymka, taka gęsta masa śniegu, która powoduje, że tracę z oczu mojego kolegę...Teraz jestem sam w wielkim wirze szalejącej zimy... " Tacy jesteśmy, tu jest nasz kraniec świata"- mówi mój kolega. Śnieżyca jak rój komarów wokół latarni świecącej bladym, trupio bladym światłem... Śnieżyca dopadła latarni, nas zostawiła w spokoju. " Tam mieli swój cmentarz starowiercy, tu mieszka stary Litwin z żoną. Ma chyba ponad 90 lat" mówi mój rozmówca. " A tam, co tam było?" pytam kolegę. Tuż za parterowym domkiem (drewniakiem) dostrzegam kilka połamanych sosen... " Tam był cmentarz żydowski" mówi kolega. "Mój dziadek pamiętał wszystkich, z synami krawca i szewca chodził do pierwszej i drugiej klasy podstawówki" - przez chwilę milczy, potem dodaje:" Dziadek pamiętał wiele imion, ale niektórych nazwisk nie mógł sobie przypomnieć...No tak, dziadek zmarł ponad 20 lat temu, tych nazwisk już nie poznamy". Po chwili milczenia dodaje:" tam w zaroślach zostało jeszcze wiele fragmentów macew, ale tam nie pójdziemy..." Na drugi dzień w południe do moich gospodarzy przyjeżdża kuzyn z drugiej strony granicy. Trochę się dziwi, że przyjechałem do miasteczka o tej porze roku. Przywiózł nalewkę na miodzie z leśnej pasieki. " Przyjedź do mnie latem, pokażę ci, zobaczysz..., będziesz zachwycony..." Nie może znaleźć właściwych słów, ale mam wrażenie, że dobrze go rozumiem...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania