tyle we mnie sprzeczności
szukałem siebie w chaosie miast
w falach na brzegu celtyckich wzgórz
ignorowałem rozmiar walk
które toczyłem ze sobą już
wspinałem się na szczyty rojeń
nie mogąc oprzeć się wrażeniu
że wypełnia się czas pokoleń
każdego dnia w upokorzeniu
gdy odsłaniałem nocą twarz
czas marny lekarz przygryzł wargi
okruchy życia których wciąż brak
ułożył w beznadziejne skargi
taki weredyk z ciebie panie
zielona para oczu w chmurze
budzi we mnie rozczarowanie
płonący słowem krzak na górze
ja ciągle nie wiem dokąd zmierzam
od życia trochę abstrahuję
boję się twojego przymierza
bo nie do końca wiem co czuję
Komentarze (1)
Myślę, że to dobrze, jeśli człowiek odnajduje w sobie sprzeczności = staje się bardziej świadomym wszystkich swoich poczynań/ogólnie/, jest świadomym tego, co zniedbał, a może nawet zaprzepaścił... a to już jest prosta drga do otwarcia się na nowe przeżycia - zawsze można zmienić swoje dotychczasowe/na miarę własnych potrzeb i wyobrażeń.
Pisząc taki wiersz, doskonale wiesz, co czujesz.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania