Ucieleśnienie

Do lokalu o wdzięcznej nazwie „KEBAB z drugiej strony” wszedł młodzieniec ubrany w zieloną bluzę i sprane dżinsy wyglądające trochę jak wyciągnięte z kosza na ubrania dla potrzebujących. Miał bystre, niebieskie oczy, które rejestrowały tablice menu znajdującą się nad ladą. Wybór był zachęcający, a ceny przystępne. Za ladą stał wysoki chudzielec z długimi blond włosami opadającymi luźno na barki. Wyglądał na znudzonego, próbował robić dobrą minę do złej gry, ale klient od razu wyczuł, że blondyn nie tryska energią życiową. Pewnie jakby mógł, to rozłożyłby się zapleczu i zasnął.

– Dzień dobry.

– Powiedzmy – rzucił sucho wysoki, po czym wyprostował się, aby wrażenie udawanego profesjonalizmu było jeszcze bardziej widoczne.

– Macie duży wybór. Nie wiem czemu, ale czuję, jakbym tu już kiedyś był. Takie dziwne uczucie. Jesteście otwarci dwa cztery?

– Nie, w weekendy zamykamy o drugiej, a tak to do północy. Imprezowicze często do nas zachodzą. To normalne.

– Pewnie tak, ale musiałem w takim razie mocno zabalować, bo poza tym dziwnym uczuciem nie mam w głowie żadnych wspomnień. Dobrze, że przynajmniej wiem, jak się nazywam. – Chłopak uśmiechnął się, jeszcze raz wodząc wzrokiem po menu.

– Zapytam od razu, czy będzie na wynos, czy na miejscu? – Złapał za długopis aby spisać zamówienie, po czym chwilę później o mało nie zrzucił z blatu zestawu terminali płatniczych. Poczuł, jak krew odpływa z głowy, jak skóra zaczyna blednąć. Poznał go, gościa w zielonej bluzie. Nie raz mijali się na mieście. Może mieszkali niedaleko. W sumie to nieważne. Znajomość na zasadzie: widziałem cię, jak wiązałeś sznurówki po drugiej stronie ulicy, była jak jej brak.

– Dobra, niech będzie…

– Pita XL?

Chłopak nie krył zdziwienia.

– Skąd pan wiedział?

To był jeden z tych klientów, którzy pojawiali się w lokalu rzadko, może kilka razy w miesiącu. Nie wyróżniali się na pierwszy rzut oka – ot kolejny amator niezbyt zdrowego żarcia. Demaskowały ich szczegóły, najczęściej duże luki w pamięci. Oni to czuli, wiedzieli, że coś stracili, że wspomnienia jakby zostały wymazane, ale nie potrafili tego wyjaśnić. Najczęściej padało hasło – ostra impreza.

– Intuicja, o ile mi wiadomo.

– No jasne, jasne. To będzie ta pita, a resztę też pan wie?

Już miał odpowiedzieć, że tak, ale potem w głowie zobrazował sobie regulamin, który mówił jasno, co ma teraz powiedzieć.

– Duchy kebabożerców u nas jedzą taniej! – huknął, aż chłopak w zielonej bluzie cofnął się o dwa kroki. Wyglądał, jakby usłyszał właśnie najstraszniejszą wiadomość w swoim życiu, ale tylko przez moment. Po chwili naszło olśnienie, efekt wypowiedzianych przez blondyna słów.

– Ja…

– Nie musisz tego mówić – powiedział chudzielec. – Siada, a idę robić tę pitę.

Chłopak zajął miejsce przy jednym ze stolików. Z każdą minutą przypominał sobie coraz więcej, widać było, jak grymas na jego twarzy zmienia się co chwila. Raz wesoły innym zaś smutny, pełen żalu, lub przepełniony gniewem.

– Wszystko w porządku? Znosisz to specyficznie. Niektórzy wybiegali z krzykiem na zewnątrz.

– Ja… nie wiem, co powiedzieć.

– Czyli w tę mańkę. Dam ci dobrą radę, bo robię tu już parę ładnych lat. Zaakceptuj to na starcie. Odhaczysz sobie jedną zbędną zagadkę do rozwiązania. Po prostu to jest stan faktyczny i tyle. Mogę to powiedzieć, jeśli chcesz.

Tamten zamyślił się. A może po prostu nie słuchał? Trwał tak dobrych kilkanaście sekund. W końcu uniósł wzrok.

– Nie wiem, czy chcę. Nie wiem, czy powinienem chcieć.

Blondyna nałożył na pitę mięso i polał je łagodnym sosem.

– Powinieneś wiedzieć. Chęci są tu zbędne. Czasami po prostu inaczej się nie da.

– Dobra, mów.

– Ok. Nie żyjesz, stary. Jesteś martwy.

– Ja pierdole. To jakim cudem z tobą rozmawiam?

– To skomplikowane. Szef mówił, że ten lokal tak działa. Wchodzicie tu i nagle materializujecie się, możecie zjeść i pić. Może nawet srać w naszym kiblu, ale nie działa, więc nie próbuj.

Chłopak w bluzie mimowolnie przejechał wzrokiem po ścianach lokalu. Wyglądały zwyczajnie. W wielu miejscach nosiły ślady upływu czasu. Farba odpadła trochę tu i tam, a w niektórych miejscach nawet tynk nie był w najlepszej kondycji.

– Wziąłem kebab na wynos, czyli…

– Tak, jak wyjdziesz, to pewnie upadnie na chodnik, a ty nie będziesz mógł go podnieść. Jak to działa? Mnie nie pytaj.

– Nie wiem jak umarłem ani na co. A jak ktoś mnie kropnął? Może rozjechał mnie walec drogowy albo wpadłem do studzienki melioracyjnej.

– Czy to ważne?

– Pewnie, że tak! Chłopie, jestem pieprzonym duchem. Miałem przed sobą całe życie, choć ostatnio czułem, że robię coś nie tak i marzyłem o jakimś przycisku restartu.

– Można się dowiedzieć, jak umarłeś. Musiałem ci to powiedzieć, bo taka jest moja robota. Zwykle też odradzam każdemu i najczęściej wszyscy odmawiają. A jak będzie z tobą?

Patrzyli się na siebie dłuższą chwilę. Słychać było przejeżdżające ulicą auta i odgłos pociągu sunącego po torowisku w oddali.

– Pokaż.

– Wszyscy jak od linijki.

 

Wyszli na zaplecze. Stało tam kilka lodówek i jakieś stare pudła. Pachniało stęchlizną, a chłopak w bluzie miał pewność, że między nogami w pewnym momencie przebiegł mu szczur. Wszystko skąpane było w półmroku.

– Obskurnie tu trochę.

– Wiem, rzadko tu zaglądam.

– Widać.

Na końcu pomieszczenia znajdowały się drzwi. Nie miały klamki, tylko dziwny zatrzask, który blondyn zwolnił po odpowiednim naciśnięciu kilku przycisków na pulpicie umieszczonym na ścianie.

– Myślałem, że znowu poczarujesz albo co. Powiesz jakieś zaklęcie i nagle sobie wszystko przypomnę.

– To akurat tak nie działa. Drzwi otworzyły się. Obaj weszli do kolejnego pomieszczenia, tym razem zagraconego w minimalnym stopniu. Wyglądało trochę jak gabinet dentystyczny. Na środku stał podobnych rozmiarów co u stomatologa, fotel z dziwną aparaturą. Przy ścianach ustawiono kolejno sofę, regał kuchenny i stół z krzesłami dla dwóch osób.

– Siadaj na fotelu, ale muszę zapytać raz jeszcze – chcesz tego?

Chłopak pokiwał głową. Wyglądał na bardzo pewnego siebie. Usiadł, gdzie trzeba, oparł głowę na wygodnym zagłówku i czekał. Blondyn podszedł do regału kuchennego. Przez kilka chwil szukał czegoś po szufladach. Wrócił z tłuczkiem do mięsa.

– To jest jakaś cholernie zamaskowana różdżka?

– Nie tym razem. To po prostu pierdolony tłuczek do mięsa.

 

***

 

– Oglądałeś ostatnio Okrasę? – zapytał Szef blondyna, gdy zasiedli do stołu na ucztę.

– Nie, nie sądziłem, że tak szybko pojawi się kolejny.

Szef przełknął kolejny kęs i spojrzał na fotel. Cały upaćkany we krwi.

– Po posiłku weź się za ogarnięcie tego syfu.

– Nigdy tak nie krwawili. Ten był jakiś wyjątkowy?

– Pamiętał swoją śmierć?

– Nie.

– Może i lepiej. Faktycznie, jest inny, czuję to. Ale prowansalskie przyprawy zawsze dodają plus dziesięć do smaku. Pamiętaj o tym.

Blondyn pokiwał głową.

– Ciekawe, czy już trafił, gdzie trzeba.

Szef uśmiechnął się, spoglądając na swój pusty już talerz.

– Nigdy nie dowiedziałem się, gdzie tak naprawdę ich wyrzuca. Może po prostu umierają. Tak na zawsze. I dlaczego to miejsce jest takie pojebane?

– Skoro szef tego nie wie, to kto może wiedzieć?

Usłyszeli czyjś głos dochodzący z lokalu.

– Już zamknięte. Kogo niesie? Nie zamknąłeś drzwi?

Blondyn zamyślił się na moment.

– Na pewno były zaryglowane.

Obaj wstali niepewnie i podeszli do drzwi.

– Czyli co, jakiś nowy?

Szef zaprzeczył. Złapał za zakrwawiony tłuczek do mięsa i przeszedł przez zaplecze. Blondyn został i nasłuchiwał. Po minucie odgłosy wzmogły się. Słyszał szefa. Coś mówił, z tonu można było wnioskować, że nic miłego. Potem odezwał się nieznajomy i chudzielec mógł przysiąc, że już gdzieś słyszał te słowa. Tak jakby… Stary Testament?

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Asteria 7 godz. temu
    Twoja twarz brzmi znajomo :)))))
  • marok 6 godz. temu
    Moja? ;)
  • Starszy Woźny 4 godz. temu
    marok ,
    Masz bana na t3. ?
    tutaj też lubią banany, ostatnio.
    NO!
  • marok 4 godz. temu
    Starszy Woźny wręcz przeciwnie, mam paszport polsatu
  • Starszy Woźny 4 godz. temu
    marok ,
    Co to znaczy, bo nie jarzę?
  • marok 4 godz. temu
    Starszy Woźny tyle, że nie mam bana ani banana.
  • Starszy Woźny 4 godz. temu
    marok ,
    Smutne.
    NO!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania