Udane Sny, Czyli Najlepsze Gry Rekreacyjne
"Udane Sny, Czyli Najlepsze Gry Rekreacyjne"
gatunek: sny/fantastyka/przygoda
Surrealne Miasto Zabawnych Gier Wideo. Lepszy Wszechświat. Późne popołudnie. Rok 2005.
Niebo miało kolor różowo-pomarańczowy, powoli przechodzący w fioletowo-brązowo-granatowy. Ze wzgórz, górujących na tle przedmieść, wyrosło około osiem czerwonych, dwukondygnacyjnych, wolnostojących domów jednorodzinnych. Wkrótce nad nimi, nie wiadomo skąd, zjawiło się kilkanaście dziwnych pojazdów powietrznych, które wyglądały jak statki kosmiczne z filmów fantastyczno-naukowych. Niezidentyfikowanym obiektom latającym towarzyszyły dziesiątki niedużych, półprzezroczystych, lekko świecących przedmiotów o różnych, abstrakcyjnych kształtach.
Nagle, z dużego parku, oddzielającego wzgórza od przedmieść, zaczęły wychodzić dinozaury i kosmiczne potwory, a następnie kierować się w stronę otoczonych ogrodami parterowych domów jednorodzinnych. Tymczasem, w pobliskim stawie oraz w przepływającej przez ten park rzece pojawiły się obce, inwazyjne gatunki gadów, płazów i ryb. Wtedy okazało się, że to tylko gra wideo, w którą grało czworo dwudziestokilkuletnich przyjaciół, w domu jednego z nich. Grupka ta składała się z dwóch mężczyzn i dwóch kobiet.
Czwórka ludzi skończyła grę, wyłączyła konsolę oraz telewizor, a wtedy wyszła z domu na dwór, aby przeżyć trochę przygód w prawdziwym życiu, albo spotkać jakąś ciekawą znajomą osobę. I rzeczywiście przeżyli przygodę. Kiedy tylko przeszli przez frontową część ogrodu i wyszli na chodnik, to spotkali czworo swoich dobrych, dwudziestokilkuletnich znajomych, a dokładniej dwóch kolegów i dwie koleżanki. Cała ósemka była ubrana w luźne, wygodne, pastelowe ubrania z kanciastymi wzorami, nawiązującymi do starożytnego Rzymu i antycznej Grecji. Wesołe, słoneczne pastele przypominały klimaty środkowych i późnych lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku.
Wkrótce przyjechały dwa płaskie, kanciaste samochody osobowe typu fastback, wyglądające jak by przybyły prosto z lat osiemdziesiątych, a każdy mógł pomieścić do pięciu osób. Jedno auto miało kolor czerwony, a drugie było beżowe.
— Zobaczcie! Przyjechały same! Bez kierowców! — ekscytowali się wszyscy oprócz jednego z mężczyzn.
— Spokojnie. To typowy element surrealnego snu, w którym właśnie jesteśmy — odpowiedział ten kolega, który nie skomentował braku kierowców w pojazdach.
Do każdego wozu wsiadło po dwóch mężczyzn i po dwie kobiety, a wtedy samochody przejechały się po mieście, odwiedzając dzielnice oraz osiedla zarówno bardziej pastelowe, jak i takie, w których częściej występowały jasne odcienie kolorów bardziej neutralnych. Pojazdy dojechały na parking, mieszczący się przed salonem gier arcade w stylu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Na jasnobeżowym tle wnętrza budynku, stało około dwadzieścia stacjonarnych konsol do gier wideo, wraz z wbudowanymi ekranami oraz barwnymi przyciskami.
Ekrany świeciły, migały, wydawały zabawne i surrealne dźwięki, a także były wypełnione neonowymi kolorami i różnymi kształtami, które się zabawnie poruszały. Ośmioro przyjaciół weszło do salonu gier, podeszło do ośmiu konsol, którymi otoczony był wielki kanciasty filar, znajdujący się pośrodku pomieszczenia. Wybrali jedną grę spośród kilkudziesięciu dostępnych opcji. Wyglądała jak gra symulacyjno-komediowo-przygodowo-surrealna z roku dwa tysiące dziesiątego, a nawet dwa tysiące czternastego.
Stworzyli oryginalne postacie, albo kilkuosobowe grupki postaci, a potem wprowadzili je do wymarzonych, pastelowych, płaskich, parterowych, wolnostojących domów jednorodzinnych, znajdujących się najczęściej na obrzeżach miasta, albo przy plażach, kanałach, lub nad jeziorem, znajdującym się nieco dalej za miastem.
— Ta gra miała swoją premierę dopiero w roku dwa tysiące dziesiątym! A w formie pełnej kolekcji i z dostępnym trybem on-line, to dopiero w roku dwa tysiące czternastym! Jak to możliwe? — spytali wszyscy oprócz tego z mężczyzn, który wcześniej nie był zdziwiony samochodami jadącymi bez kierowców.
— To tylko kolejny element niezwykłego świata, który ci się śni — odpowiedział kolega.
Nagle, kiedy wszyscy oddawali się beztroskiej rozgrywce, z sufitu zaczęły spadać złote albo żółte monety lub żetony. Były one niczym innym, jak nierzadko spotykanym w tym niezwykłym świecie, materializującym się szczęściem w czystej postaci. Wszyscy obecni na miejscu, których było kilkudziesięcioro, zaczęli ze szczęścia unosić się w powietrzu, jeśli sobie tego zażyczyli.
Ośmioro graczy zauważyło, że w tylnej ścianie budynku są tajemnicze, ciemnobeżowe drzwi z pięcioramienną gwiazdką, zmieniającą kolor. Czasami była ona żółta, innym razem złota, a jeszcze później pomarańczowa. Za nimi było drugie pomieszczenie. Ósemka przyjaciół przestała grać, podeszła do tych drzwi i przeszła do tajemniczego pomieszczenia.
Na środku mieściła się niezwykła, wirtualna diorama, która mogła dowolnie zmieniać swój kształt. Przedstawiało pełne pasteli i kanciastości miasto, znajdujące się przy płaskich, tropikalnych plażach o drobnym piasku w odcieniach beżu. Na półkach, otaczających miniaturowy model miasta, znajdowały się elementy, które można było dowolnie dodawać do tego wielowymiarowego, fizyczno-wirtualnego modelu dużej, przepięknie wyglądającej miejscowości. Można było ją także przebudowywać. Możliwości były niemal nieograniczone.
Wśród obiektów, które można było umieścić na miniaturze, to między innymi: palmy, drzewa, kwiaty, filary, łuki, donice, dzbany, altany, mury, płoty, antyczne ruiny, oraz małe i średnie budynki z ogrodami oraz pojazdy lądowe, wodne i powietrzne. Jeden z mężczyzn, którzy byli tam obecni, w pewnym momencie przestał dekorować dioramę.
W kieszeniach miał kilkadziesiąt złotych, błyszczących żetonów, dających szczęście w zwiedzanym obecnie przez niego niezwykłym świecie, jak i kilka miniaturowych, intrygująco realistycznie wyglądających dekoracji w kształcie palm, drzew, dzbanków, wojowników, dostojników, oraz teatralnych aktorów i aktorek w pięknych, luksusowych szatach.
— Dokąd idziesz? — spytało oddalającego się człowieka siedmioro przyjaciół, którzy byli tam z nim.
— Idę na dwór, na krótki spacer — odpowiedział im i wyszedł, a wtedy zniknął.
Znalazł się w swoim łóżku, gdzie się właśnie budził ze snu. Nie miał przy sobie ani jednego żetonu, jak i żadnych miniaturowych figurek dekoracyjnych. Był z tego powodu zawiedziony. Żałował, że nie mógł przenieść chociaż kilku drobnych przedmiotów ze snu do prawdziwego świata. Nie pozostało mu nic, jak pogodzić się z tym, że ten świat działa w taki sposób. I wtedy zrozumiał, że udane sny to najlepsze gry rekreacyjne, z jakimi kiedykolwiek miał styczność.
Koniec.
Komentarze (1)
Weź ten szkic przerób na opowiadanie, bo na razie to czytanie instrukcji obsługi czegokolwiek po chińsku mniej męczy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania