UKŁAD REWIZYJNY tom1

UKŁAD REWIZYJNY

ROZDZIAŁ 1: Czyste ręce, brudny paragraf

Patryk Hauer spojrzał na panoramę stolicy z tarasu widokowego wieżowca Varso. Była dwudziesta trzecia. Warszawa z tej perspektywy wyglądała jak oaza spokoju, ale Hauer wiedział, że to tylko iluzja. Pod tym dywanem ze świateł tliło się właśnie najgorsze bagno w powojennej historii polskiego parlamentaryzmu.

W kieszeni jego idealnie skrojonego garnituru od Zaremby zawibrował telefon. Szyfrowany komunikator Signal.

– Słucham – rzucił krótko Hauer.

– Mamy to, Patryk – w słuchawce odezwał się zachrypnięty głos mecenas Joanny Chywickiej, najgroźniejszej obrończyni w sprawach karnych w tym kraju. – Główny świadek koronny w sprawie przeciwko koncernowi paliwowemu NordOil właśnie zmienił zeznania. Albo raczej: ktoś pomógł mu je zmienić.

– Co masz na myśli?

– Znaleźli go godzinę temu w celi Aresztu Śledczego na Mokotowie. Oficjalnie: pęknięcie tętniaka. Nieoficjalnie: w jego krwi było tyle potasu, że serce stanęło w trzy sekundy. A teraz najlepsze. Zanim zmarł, podpisał oświadczenie, że wszystkie dowody obciążające Radę Ministrów zostały sfałszowane. Przez ciebie.

Hauer poczuł, jak mięśnie jego karku sztywnieją. Jako przewodniczący sejmowej komisji śledczej był o krok od postawienia Premiera przed Trybunałem Stanu. Ten zgon oznaczał jedno: myśliwy właśnie stał się zwierzyną.

– Kto podpisał nakaz przeszukania mojego biura? – spytał spokojnie, choć w jego żyłach zaczynała krążyć czysta adrenalina.

– Prokuratura Krajowa. Służby już po ciebie jadą, Patryk. Masz jakieś dziesięć minut, zanim zablokują ci karty i zamkną lotniska. Spotkajmy się tam, gdzie zawsze. I nie bierz samochodu.

Hauer rozłączył się, wyjął kartę SIM, złamał ją na pół i rzucił w przepaść pod stopami. Gra weszła w fazę, w której Kodeks postępowania karnego stawał się jedynie sugestią, a nie prawem.

ROZDZIAŁ 2: Anatomia prowokacji

Joanna Chywicka czekała w podziemiach nieczynnego dworca Warszawa Główna. Siedziała w starym, ciemnym Volvo, paląc jednego papierosa za drugim. Gdy drzwi pasażera otworzyły się i Hauer wślizgnął się do środka, nawet na niego nie spojrzała. Od razu wrzuciła jedynkę i ruszyła w stronę ciemnych uliczek Woli.

– Szukają cię w całym kraju – powiedziała, wypuszczając dym przez uchylone okno. – W telewizji informacyjnej leci właśnie pasek: „Poseł Hauer podejrzany o płatną protekcję i fabrykowanie dowodów”. Klasyczny podręcznikowy proces pokazowy. Naród dostaje igrzyska, a Premier czyste konto.

– Ktoś musiał dać im dostęp do moich wewnętrznych dysków komisji – Hauer oparł głowę o zagłówek. – Miałem tam kopie umów prywatyzacyjnych, które jednoznacznie wskazywały, że NordOil przejął polskie rafinerie za jedną trzecią wartości, a reszta poszła na konta fundacji zarejestrowanej na Cyprze.

– To nie był wyciek, Patryk. To była zdrada – Chywicka rzuciła na jego kolana tablet. – Spójrz na logowania do systemu. Ktoś wszedł na twój profil przy użyciu twojego osobistego tokena bezpieczeństwa dzisiaj o piętnastej. Gdzie wtedy byłeś?

Hauer zamarł. Ekran tabletu podświetlił jego twarz ostrym, błękitnym blaskiem.

– Na zamkniętym spotkaniu z Szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego... – szepnął. – Zostawiłem marynarkę w gabinecie, gdy poprosił mnie na rozmowę w cztery oczy do sali konferencyjnej.

– No to masz swoją odpowiedź – skwitowała Joanna, ostro skręcając w stronę Wisłostrady. – ABW gra w jednym zespole z rządem, a ty dałeś się rozegrać jak aplikant na pierwszym roku. Pytanie brzmi: co robimy teraz? Bo jeśli myślisz, że złożymy zażalenie na czynności prokuratury, to przypominam, że sędzia dyżurny, który będzie to rozpatrywał, to rodzony brat Ministra Sprawiedliwości.

Hauer milczał przez dłuższą chwilę. Wpatrywał się w migające neony Warszawy, czując, jak wraca do niego ten specyficzny, bezwzględny stan umysłu, który pozwolił mu przetrwać w brutalnym świecie polityki.

– Nie będziemy się bronić, Joasia – powiedział cicho, a w jego głosie pojawiła się lodowata pewność. – Przejdziemy do ataku. Skoro oskarżają mnie o fabrykowanie dowodów, to pokażemy im dowody, których sfabrykować się nie da. Jedziemy do Gdańska. Do terminala naftowego.

ROZDZIAŁ 3: Ryzyko całkowite

– Do Gdańska? – Chywicka uniosła brew, zjeżdżając na drogę ekspresową S7. – Patryk, tam na bramkach będą stały patrole policji z systemem rozpoznawania twarzy. Nie dojedziemy nawet do Mławy.

– Nie dojedziemy drogą – Hauer wyciągnął ze schowka mapę samochodową, którą Joanna wciąż trzymała z przyzwyczajenia. – Zjedź na Modlin. Mój znajomy ma tam prywatny hangar i awionetkę, która nie pojawia się w publicznych rejestrach lotów jako transport pasażerski. Polecimy nisko, pod radarem.

– Szaleństwo – mruknęła mecenas, ale mocniej wcisnęła gaz. – Jeśli nas zestrzelą, przynajmniej nie będę musiała pisać apelacji.

Godzinę później mała, dwusilnikowa Cessna odrywała się od pasa w Modlinie, tnąc gęste, nocne chmury nad Mazowszem. W kabinie panował potworny hałas, a Hauer i Chywicka musieli rozmawiać przez słuchawki lotnicze.

– Co jest w tym terminalu, Patryk? – spytała Joanna, korygując kurs.

– Fizyczny rejestr przepływu surowca – odparł Hauer. – Systemy cyfrowe można zhakować, zmienić wpisy w bazie danych, usunąć logi. Ale na samym dnie infrastruktury NordOil, przy głównych zaworach przesyłowych, stoją mechaniczne, plombowane liczniki analogowe. One rejestrują każdą tonę ropy, która wchodzi do kraju. Jeśli porównamy te liczby z oficjalnymi fakturami celnymi, wyjdzie czarno na białym, że jedna trzecia transportu szła „na lewo”, bez cła i podatku, prosto do baz prywatnego holdingu.

– I myślisz, że wpuszczą nas tam w środku nocy? Posła z zarzutami i zawieszoną adwokat?

– Nie wpuszczą nas. Dlatego wejdziemy tam siłą, wykorzystując uprawnienia z ustawy o mandacie posła. Zgodnie z artykułem dziewiętnastym mam prawo wejść do każdego obiektu państwowego i strategicznego o każdej porze dnia i nocy.

– Ten obiekt od tygodnia jest prywatny, Patryk! Sprzedali go! – krzyknęła Joanna przez interkom.

Hauer spojrzał na nią, a jego oczy zwęziły się w niebezpiecznych szczelinach.

– Umowa wchodzi w życie dopiero pierwszego czerwca. Do tego czasu to wciąż majątek Skarbu Państwa. A to oznacza, że prawo wciąż działa na moją korzyść. Przynajmniej przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny.

W tym samym momencie na panelu radiowym Cessny zapaliła się czerwona dioda, a w słuchawkach rozległ się ostry, autorytarny głos kontroli lotów wojskowych:

– Uwaga statek powietrzny oznaczony jako Echo-X-Ray. Weszliście w zamkniętą strefę powietrzną bazy wojskowej. Nakazuję natychmiastowe lądowanie na najbliższym lotnisku wojskowym w Malborku. W przypadku braku reakcji, zostaną poderwane myśliwce F-16. Powtarzam...

Joanna spojrzała na Patryka. Byli w pułapce, dokładnie tak, jak bohaterowie w każdej powieści Mroza na koniec pierwszego tomu.

– Co robimy, mecenasie? – spytała z drapieżnym uśmiechem.

Hauer położył dłoń na wolancie.

– Ignoruj ich. Schodzimy na trzysta stóp. Czas pokazać im, jak lata się w Warszawie.

KONIEC TOMU 1

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania