Ukochany Roy

Dzień pierwszy

 

Wstałem jak zawsze o 5:30. Poszedłem do toalety, wysikałem się, wstawiłem wodę na herbatę, otworzyłem lodówkę, wziąłem chleb oraz ser i zrobiłem dwie kanapki, dwie — bo zjem, trzeciej nie dam rady, więc zrobiłem tylko dwie. Wziąłem również konserwę z zajęczym mięsem dla Roya, otworzyłem ją i przełożyłem do miski, potem usiadłem w fotelu, odpaliłem telewizor i zajadałem się, popijając czarną herbatą, bo pan doktor zabronił mi cukru, dlatego zrobiłem ją bez cukru, i słuchając wiadomości.

Pan z pogody powiedział, że będzie deszcz, może nawet burza, więc dzisiaj okna nie otworzę. O nie, jeszcze mi naleci do mieszkania, co to, to nie. Kątem oka zobaczyłem, że Roy powoli wstał z łóżka, jego czarne łapki powoli sunęły w stronę miski. Zawołałem do niego, ale nie przyszedł. Ciekawe czemu, zawsze rano przychodził się przywitać, no nic, może był bardzo głodny.

 

Dzień drugi

 

Muchy… te cholerne muchy. Od rana latają przy Royu, co chwilę je odganiam albo zabijam gazetami. Te cholerne łajzy zaraz zjedzą mi psa, biedny nic nie może zrobić. Chyba przejdę się i kupię jakiś aerozol, żeby te cholery wytępić, ale póki co zamykam okno.

Dzień trzeci

Kupiłem aerozol, popsikałem i teraz nawet przy otwartym oknie mam spokój. W końcu mój ukochany Roy może spokojnie żyć, w końcu mamy spokój. Potem się z nim pobawiłem, rzucałem mu piłeczkę, a on mi ją odnosił, bo jest takim mądrym pieskiem. Nawet ucałowałem jego śliczny pyszczek, ale poczułem jakiś odór. To pewnie przez te cholerne muchy, siedziały na nim, latały wokół i pewnie przez nie przesiąkł tym smrodem, no nic, potem go wykąpię.

 

Dzień czwarty

 

Wykąpałem Roya, ale to nic nie dało. To pewnie te cholerne pomidory, to pewnie one tak śmierdzą, więc wyrzuciłem je przez okno i miałem spokój. Odór ustał, więc to one były temu winne. Teraz ja i ukochany Roy możemy w spokoju posiedzieć bez wdychania tego smrodu. Potem jeszcze pobawiliśmy się, rzucałem mu piłeczkę, a on mi ją odnosił, taki mądry piesek. Ostatni raz tak bawiliśmy się chyba lata temu.

 

Dzień piąty

 

Roy dziś bardzo długo śpi, ale pewnie jest bardzo zmęczony, w końcu te muchy tak do niego lgnęły, pewnie przemęczył się nimi. No nic, zaraz dam mu trochę karmy i wody, może potem wstanie i zje.

 

Dzień szósty

 

Bawiłem się z Royem, kiedy ktoś zastukał do drzwi. To byli panowie policjanci. Podobno sąsiedzi skarżą się na jakiś smród. Wytłumaczyłem im, że to pewnie pomidory, które wyrzuciłem wczoraj przez okno, ale nalegali, żeby wejść. Tylko nie rozumiem, czemu ten Pan po wejściu powiedział, że Roy nie żyje. Przecież ten piesek żyje i ma się dobrze, karmię go codziennie, bawię się z nim, a kiedy mu powiedziałem, że codziennie całuję jego pyszczek, ten Pan pobiegł do toalety. Chyba bardzo chciał zrobić siku, ale jak wyszedł, zasłaniał nos ręką. Chyba znowu coś w lodówce zgniło…

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania