Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
UKRYTY WŚRÓD RUCHU. (leśne opowiadanie o przerażaczu)
UKRYTY WŚRÓD RUCHU.
(leśne opowiadanie o przerażaczu)
(opowiadanie mystery)
Jak już zapewne Ci zbrzydło czytać/słuchać: każdy, dosłownie każdy kawałek lasu, gór, mokradeł... a nawet nadstawiennych szuwarów: posiada własne " zmory ".. Zwłaszcza na łamach literatury, lub popularniej: kinematografii: zawsze w zieleni, albo wśród skał, grasuje: 1. Potwór, 2. jakiś... Upiór, 3. " Obcy ", a najczęściej: 4. Poprostu " coś złego ".. i każdorazowo: " komuś upierdoliło się w głowie, że spędzi pełen odpoczynku weekend na łonie natury, co spowodowało, że owe " coś złego ", zaskakując go niespodziewanie: 1. Rozerwało go na strzępy, 2. Zwystraszyło, aż się zesrał, a najczęściej: 3. Goniło, celem wystosowania punktów "1." i/lub "2".. ponieważ, niechybnie: 4. Czychało na jego życie, jak i wielu przed nim... może Cię to dziwić, jednak: takowych opowieści jest więcej, niż liści na drzewach w przeciętnej, Polskiej Puszczy. Sam kiedyś lubiałem " łazić po lesie ", przy czym: nie po " turystycznych szlakach ", zatem: " przestrach przejściowych ", rzadko do mnie docierał... Rozumiesz:.. " gdzie ludzie, tam ogień ": a po kilku opowieściach przy takowych ogniskach, doskonale już wiedziałem, że większość z tych historii: czytałem w książkach, będąc dzieciakiem, jednak: nie nakręcono o nich filmów, więc łatwo uznawano, że " nikt o nich nie wie ": opowiadając jako " przydarzające się opowiadającym osoboście ".. wolałem więc ogniska w wejściach do opuszczonych sztolni, od tego jazgotu. W ten sposób: spotkałem kiedyś dość... " niecodziennego " Człowieka. Zresztą... opowiem Ci o tym:..
Doskonale pamiętam, jak zbaczałem wówczas ze szlaku, wpatrując się w słońce ponad koronami drzew, jakbym oczekiwał od niego rozpoczęcia bombardowania salwą lanych w litym złocie sztab. Zwyczajnie: musiałem zapamiętać, skąd przyszedłem, aby w drodze powrotnej: określić kierunek marszu przez oś symetrii, ewentualnie: na wbity pionowo w ziemię patyk, działający na tej samej zasadzie, co zwyczajny zegar słoneczny. Tyle musiałem zapamiętać, następnie: skupić się na otoczeniu: gdzie stawiam każdy krok, co czai się w trawie, lub stoi między drzewami nieruchomo: czując mój zapach w odległości połowy kilometra... Masz zatem słońce za prawym barkiem: i ruszamy. Opłukując podeszwy butów w strumieniu i wdeptując w głęboki bieżnik błoto po jego przeciwnej stronie: przestajesz nieść za sobą " zapach miasta ", czemu... zawsze byłem przychylny. Spokojny marsz, gałązki trzaskają pod buciorami, zwierzaczki stoją między drzewami, a gdy nieruchomiejesz jak one: odchodzą po jakimś zaledwie kwadransie, niczym zwolnione uprzednim wstrzymaniem odtwarzania. Te w oddali: zwalniają mijając Cię, po czym pospiesznie kryją się w gęstwinie... cóż... to już znałem, aż " jezusmaria: jakiś szelest! ", przestał mnie przerażać. Zwłaszcza, że sprawdziłem, czy w pobliżu nie ma mrowiska, postanawiając moment odpocząć. Przypomniało mi się wówczas, jak mój uprzedni mentor, napomknął mi, że: " najlepszym sposobem na zatwardzenie w lesie, jest: złapać sznurek bluzy w trzy palce, wyciągnąć rękę przed siebie i zacząć nim potrząsać... tak do skutku. Jak nie mam sznurka w bluzie: może być sznurówka, przy czym: to nie działa wewnątrz np. ambon, lub: gdy nie potrząsa się sznurkiem trzymając go tak, aby był na zewnątrz. ". Złapałem w palce sznurek kaptura kurtki moro, zaczynając nim wymachiwać, jakbym wabił niewidoczną psinę... pomachałem może minutę, a gałąź nieopodal mnie, poddała się naciskowi czegoś zasadniczo ciężkiego, z jakimś gromkim furgotem... co to, kuźwa, jest?!. Skupiłem się na tym, dostrzegając... parę wielkich, utkwionych we mnie oczu!.. a zanim dostrzegłem, że mają tak mądry wyraz twarzy, jak należący do przeciętnej Sowy:.. masz rację: szczerze się zesrałem. Co na to samo ptaszysko?.. Popatrzała na mnie moment, jak przestaje być jednocześnie blady i spocony: z oczami rozwartymi, jak ona sama... po czym: zwyczajnie odleciała. Cóż... pozostało mi tylko znaleźć miejsce na obóz... Rozumiesz: las, to ogólnie... zwierzyniec, a nocą: urocze sarenki, raczej śpią, i nawet one nie chcą być nękane przez np. dzika, lub stado... sporadycznego wilka: usiłującego nie umrzeć z głodu... nawet przeuroczy lis: potrafi tak cholernie pokaleczyć, że ciężko się pozbierać, gdzie: ma taką naturę, iż: " łapie posiłek za gardło "... z tego powodu: postanowiłem znaleźć sztolnię, wnękę w głazach: które można łatwo otoczyć zasiekami, i jak zwykle: potykaczem ze sznurka i kamyków w blaszanym kubku, aby nawet małe zwierzątko, trafiając na linkę: zwolniło mechanizm, zrzucając z brzękiem kubek z kamykami na stos większych kamieni, co pozwoli mu uciec w popłochu, zanim mnie, co najmniej:.. drastycznie ugryzie. Póki co: nic z powyższego nie planowałem, zwyczajnie: nie znajdując czegokolwiek " wartego zamieszkania ".. myślałem zatem o legowisku w gałęziach drzewa, kilka metrów ponad gruntem, gdy... zobaczyłem w oddali nikłe, jak na ognisko: leniwie brnące, smużki dymu. No dobra... najpierw: myślałem, że to jakaś " duchność ", przyznaję... jednak: to... był, bez wątpienia: dym... jakieś:.. 20km w głąb lasu od cywilizacji, przypominam. Wiesz... ostrożnie podszedłem bliżej, spodziewając się początkowej fazy leśnego " samozapłonu ", gdy... zobaczyłem ognisko. I to nie takie zwyczajne: " Harcerskie ", a typowo " zawodowe: palone w dwóch, połączonych podziemnym przekopem komorach. Jedna doprowadza tlen, druga natomiast: to zarazem palenisko, jak i dosłownie " łoże " na dosłowne " wetknięcie garnka, czajnika, i tak dalej. Wystarczy pod nim wyżłobić w rancie wykopu skromną dziurkę, aby zapewnić cug powietrza, niezbędny do płonięcia ognia: czyniąc go niewidocznym. Jak czytasz: zapewne... mało ludzi pali takowe ogniska, prawda?.. Nie mniej jednak: postanowiłem tam podejść, dosłownie: koncentrując uwagę całego mojego życia na drodze kolejnych kroków, ponadto: szurając butami, aby ich nosami z blachą, wyczuć np. mechanizm zapadki, maskowanie wilczego dołu... Sam nie wiem, co mi się wówczas upierdoliło z tym w głowie. Nie mniej jednak: po kilku krokach w kilka minut: zacząłem dostrzegać między drzewami, jakby... " był tam obóz ".. przy czym, owszem... był. Tak zbudowany, iż z każdej strony, wyglądał, dosłownie: " jak szczery las między drzewami ". Był poukładany z różnych odcieni liści na gałęziach, aby z daleka wyglądał, że " nic tam nie ma: tylko... las, o. Ten. ". I.. tak właśnie było. Zobacz:.. przechodzę uważnie obok nikłej krzewiny, przyrastającej do drzewa... która, na mój widok... burchnęła stłumionym śmiechem... tak, owszem: masz rację: pobożnie... zesrałem się ponownie... najbardziej, gdy pół tego krzaku ożyło, zaczynając iść w moją stronę. Zapewniam Cię: tam mnie zmroziło, że nie byłem w stanie wykonać kroku i tylko dlatego przestrzegałem sprawdzenia każdego " gówna bakterii, na którym chcesz postawić stopę ".. " Krzak ", zatrzymał się kilka metrów odemnie, dlatego spodziewając się empiryzacji szlakowych baśni, spostrzegłem, że... posiada twarz. Jednak: nie potwora, a umazaną błotem, torfem, najpewniej sokiem z gniecionej trawy, przez co wyglądał, dosłownie: jak las, ten krzak na jego plecach, lub samo schronienie " nieco dalej ". Jedynym, na to się zdobyłem, było bezwiedne wyciągnięcie przed siebie rąk... nie tyle, że w geście pojednania, co poprostu... chciałem się poddać. I zapewniam Cię, że nawet nie byłem w stanie pomyśleć chociażby o ucieczce, a co dopiero: literacko-kinematograficznym, bohaterskim wyczynie.
- Mówisz po polsku?.. - spytał mnie tak niespodziewanie, że zacząłem się jąkać z wrażenia.
- Ta... tak... - usiłowałem mu odpowiedzieć.
- Nie zgubiłeś się od strumienia. - oznajmił.
Wówczas... niemal zemdlałem. Zrozum: widziałem zwierzaki... nawet: niechcący przywołałem Sowę... jednak: pomimo usilnej obserwacji terenu wokół:.. nie miałem świadomości, że... ktoś mnie obserwuje.
- Tu nic nie ma. - stwierdził z uśmiechem, wskazując palcem wyorane moimi butami ślady. - Chodź. - dodał po kilkunastu sekundach, obchodząc mnie łukiem, w kierunku obozowiska.
Oczywiście. Chciałem wówczas spierniczać. Jednak... gdyby ten Człowiek miał złe zamiary, obserwując mnie i idąc za mną od kilku godzin, zapewne... nie dane by mi było z nim rozmawiać... aż tutaj. Pozatym: gdy spojrzałem za nim, idąc, wyglądał dosłownie, jakby " las się przemieszczał we własnej materii " więc, z własnej głupoty: ruszyłem za nim...
Nie powiedział mi, jak ma na imię, co tu robi... zbywał milczeniem pytania, czy jest myśliwym, żołnierzem... odpowiadał mi lakonicznie na pytania o życie w lesie. Pokazał mi, jak otwierać konserwy, blokując bagnet o przeciwwagę, właściwie... może po kolei: nie miał plecaka, tylko kilka rzeczy w kieszeniach: krzesiwo, lnianą dratwę z ogromną igłą, a pozatym: bagnet, z rękojeścią zaplecioną na krzyżyk konopnym sznurem, z wyplecionym oczkiem, prostym mechanizmem z kijka i dwóch pętli, połączonym z pętlą przewieszoną przez jego kark, co pozwalało płynnie go przenosić, a także dobywać. Kolejno następnie: pokazał mi, jak wypalać węgiel drzewny, a następnie uzdatniać nim wodę " tu stąd wszędzie, jeżeli jest przejrzysta ". Pozwolił mi zostać na noc w swoim obozie, jeżeli zbuduję sobie schronienie i rozpalę " niewidoczne ognisko ". Co mnie zdziwiło, gdy wstałem zabrać się za robotę, kazał mi zabrać ze sobą plecak i nigdy się z nim nie rozstawać, ponieważ: " nie zdaje sobie sprawy, kiedy będzie mi potrzebny ".. Sam, zabrał się za jedzenie rosołu z królika, który gotował na ognisku... Zbudowałem więc piedestał do snu, zadaszenie nad nim, z tą różnicą, że mojego wykonania, choć w całości z leśnych materiałów: w porównaniu z tym obok, było zapewne widoczne jakoś na kilka kilometrów... następnie: rozmawialiśmy do zmroku. Powiedział mi, że tu nie ma dzików, ale... warto lekko spać. Lisy: spierniczają przed zapachem dymu, natomiast wilk: czując dym i widząc łunę ognia, nawet ziejącą ze skromnych szczelin pod garem, co najwyżej: będzie stał między drzewami: obserwując, zwłaszcza, gdy słyszy dwa oddechy. Co innego sfora, ponieważ: będą podchodzić coraz bliżej... i powiedział to tak spokojnie, jakby było, kuźwa:.. codziennością. Spytałem go, jak właściwie walczy się ze sforą zwierzaków. Pouczył mnie, że bagnetem, jednak... mam nim nie rzucać, ponieważ: jeżeli nawet trafię coś w mroku: ucieknie, mając go wbity gdziekolwiek w ciało, a ja sam: zostanę bezbronny, albo nawet z tego powodu, że... zwyczajnie spudłuję... Dlatego wiem, że sfora zawsze atakuje " zza pleców " i to nie po kolei, tylko przy każdym ugryzieniu... im bliżej podejdą, tym łatwiej im gryźć, gdy tylko odwrócisz od nich wzrok, pamiętaj. Spytałem go więc, czemu nie pali naziemnego ogniska... i uwierz, mimo wszystko, zesrałem się ponownie, gdy odpowiedział mi:
- Bo oni widzą...
Jak słusznie myślisz: spałem, jakbym udawał:.. do rana, kurczowo ściskając solidny, składany prostym mechanizmem, myśliwski nóż... rano, było cholernie zimno i rześko. Ów Człowiek... już nie spał, właśnie rozpalając podziemne ognisko, a do mojego, dokładał zapewne całą noc, ponieważ... nadal dymiło. Jak doskonale zauważasz: kiedy wstał, poszedł tam i dołożył do ognia: przez całą noc, ani razu nie usłyszałem. Ile przedemną się obudził: także nie wiem... jedno jest jednak pewne:.. gdyby chciał... już bym nie żył...
Zbierając się do powrotu, spytałem, czy długo tu zostaje... odpowiedział mi jedynie:
- Aż odejdziesz.
Niewiele później, wskazał mi kierunek, którym:.. ruszyłem w drogę powrotną.
Około tygodnia później, wróciłem w tamto miejsce... i odnalazłem je tylko dlatego, że w miejscach palenisk, trawa: będąc wyciętą nożem, równo leżała w cienkiej, kolistej bruzdzie... Pozatym: nie mogę stwierdzić, że kiedykolwiek: spotkałem tam kogokolwiek materialnego, a chociażby... że tam był...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania