Ułożony do snu wszechświat

Matczyna tkanka, do której przyrosłem, pęczniała spokojnie.

Wszystko trwało może sekundę, a może długie lata - rozbłysk światła, który

poczułem na czole, jak skurcz. Wstrząsnęły mnie zdarzenia, dlatego

zdarza się jeszcze, że drżą ręce lub powieka. Każde wspomnienie

staje się kolejnym momentem w teraźniejszości,

gdy ponownie interpretuję to, co niegdyś było surowe.

 

Wciąż próbuję przygotować się na to, co już dawno skończone.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • veritas 2 godz. temu
    Utożsamiam się z wierszem, uważam że bardzo mądrze napisany, brawo.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania