Ułożony do snu wszechświat
Matczyna tkanka, do której przyrosłem, pęczniała spokojnie.
Wszystko trwało może sekundę, a może długie lata - rozbłysk światła, który
poczułem na czole, jak skurcz. Wstrząsnęły mnie zdarzenia, dlatego
zdarza się jeszcze, że drżą ręce lub powieka. Każde wspomnienie
staje się kolejnym momentem w teraźniejszości,
gdy ponownie interpretuję to, co niegdyś było surowe.
Wciąż próbuję przygotować się na to, co już dawno skończone.
Komentarze (5)
Utożsamiam się z wierszem, uważam że bardzo mądrze napisany, brawo.
Dzięki
A widzi Pan 😉teraz Pana zaskoczę ten wiersz mi się podoba. Może mniej fizyki w nim, mniej udziwnień. Przemawia do mnie… daje z czystym sumieniem 4 ☺️
pięć!
dzięki!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania