Upadek rodu — Mroczny

Młody Sęk z zielonym mchem pod nosem przeglądał rodzinny zbiór podobizn. Atlas roślin był pełen ususzonych przodków.

Zapieczętowani suchą powłoką z wydzielin ślimaka, spoglądali na niego z ukosa.

— Ahh! Chciałbym chociaż raz spotkać zaginionego brata. Jego strona była pusta, lekka mgiełka wirowała oddechem śpiącego ślimaka. Staruszek wysychał, linia rodu badylastych była mocno pokręcona.

Babka z winorośli, dziadek z konopi, rodzice krzyżówka, a on odszczepieniec z drzewa. Żadna droga ewolucji nie postępowała tak szybko. Brat był zupełnym odmieńcem. Nosił rysy ludzkie, takie wydłutował mu stryj, rzemieślnik spod ciemnej gwiazdy. Zniknął pewnej nocy bez wieści.

Szmery zainteresowały młodego odkrywcę.

— Panie, a twoje korzenie. Jak głęboko sięgają? — Badylasty śledził wzrokiem zamyślonego Mrocznego, który wertował zapiski w rogu skromnego pokoju.

— Moje sięgają głęboko. — Podniósł wzrok na tyczkę, którą oplatały pędy poskręcanych macek.

Badylasty potrząsnął dłońmi, jakby chciał odrzucić przebiegające dreszcze po jego ramionach. — Lokaj dotknął go zimnem, które przyniósł ze strychu butwiejącej chaty.

— Tutaj przyszedłeś na świat. — Bezbarwny głos wydobył się z gardła Lokaja.

Tutaj! W tej łupinie? — Zdumienie w oczach młodzieńca na widok łusek było ogromne.

— Ależ tak! — Lokaj wyszczerzył zanikający uśmiech.

Twój ród wywodzi się z najbardziej szlachetnych osobliwości. — Mroczny wstał, zakładając binokle. — Popatrz na mnie, ja sięgam samego środka ziemi. Moi przodkowie kopali tunele w głąb tej kuli, o tu? — Zaznaczył palcem na zwichrowanej mapie dawnego okręgu. Wydobywali złoto, diamenty i pył wszech czasu. Żyli setki lat, aż do czasu odkrycia przez mięsożernych dynamitu.

— Dynamit wybuchał z taką siłą, że zakopywał żywcem wszystkich. — Lokaj dokończył, widząc łamiącego się w oczach Mrocznego.

— Jak udało się wam przetrwać? — Zdumienie wyprostowało korę na czole młodzieńca.

— Nie udało się, jak widzisz. — Lokaj jest materialnym niewidkiem, a ja... — Nie dokończył.

Przebłysk zdarzeń minął ich szybkością światła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dekaos Dondi 15.12.2020
    Zerko→Taki dystyngowany jakby tekst, ale w klimacie wiadomym,w sensie stylu i reszty.
    Aż widać, co się czyta↔Tak by to ujął:)↔Pozdrawiam:)↔5
    ....był pełny ususzonych przodków→:))
    Lokaj dotknął go zimnym potem... tak bym prawie odczytał z rozpędu:))
  • 00.00 16.12.2020
    Dekaos Zimnym potem? Całkiem nieźle. ? Tylko on się nie poci. ??
    Jak widać, co tam się dzieje to najważniejsze.
  • Bajkopisarz 15.12.2020
    Drobne uwagi:
    „Atlas roślin był pełny ususzonych przodków.”
    Sugeruję: pełen
    „Jak sięgają głęboko?”
    Odwrócenie szyku tutaj nie pasuje. Normalnie: jak głęboko sięgają?
    „— Badylasty potrząsnął”
    Po co ta pauza przed Badylasty? Ogólnie te zapisy pauz pozostają nieodgadnioną inwencją. Można kombinować i to jest słuszne, ale istnieje ryzyko przekombinowania, co niestety miało miejsce w moim odczuciu.

    A co do treści, to bardzo mi się podoba, a ta końcówka powala. No nie udało się! Tylko tyle i aż tyle – doskonale pasuje i w takim ujęciu i wykonaniu nie jest ani trochę przekombinowane ? Z taką puentą to początek praktycznie nie jest ważny.
  • 00.00 16.12.2020
    Bajkopisarz Uwagi techniczne, już poprawiłam. Powinnam pod kątem zapisu kilka razy sprawdzić. Czasami to jest jakby pauza na moje myślenie, podczas pisania. ?
    Miło czytać, zwłaszcza w tej serii, że jest dobrze poukładane i nie ma niejasności w opisach. :)
    Dzięki za wizytę. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania