Uparta miłość t.III r. 18[5]

Adams siedział przy kuchennym stole, pił kawę i z przyjemnością patrzył jak młodzi nakrywają stół do posiłku w pokoju.

- No, w samą porę, chyba zapachy cię obudziły - powitał Henio mamę, która świątecznie wystrojona właśnie zeszła.

- Chyba najpierw pójdę po małą.

- Daj się dziecku wyspać, ciemno, mroczno, deszcz pada, pewnie śpi w najlepsze, siadajmy do stołu - zakomenderował Adam.

- Prawdziwy kwiecień, plecień - wczoraj cieplutko, jak latem, a dziś masz!

- No w końcu Lany Poniedziałek mamy - rzekła cicho Klaudia.

- Miała Anulka pogodę, jak na zamówienie i w ogóle piękne wesele - tak na bogato - rzekł Henio nakładając sobie i dziewczynie smakowicie wyglądające kotlety i bigos.

- Na mój gust, ci koledzy Mariusza za dużo rządzili, wszędzie ich było pełno - odrzekł ojciec z pełnymi ustami.

- To później, jak popili; na początku było zabawnie. No przecież jak oni - szast, prast wykradli, wynieśli Panią Młodą, a Mariusz z czapką zbierał pieniądze na wykupienie - to się podobało.

- Salę oni ubierali i było pstrokato - nie ustępował Adam.

- Sala, jak sala, ale w kościele było przepięknie - odezwała się Klaudia - tyle żywych, białych kwiatów w jednym miejscu, to ja w życiu nie widziałam.

- To prawda ,było cudownie, no i ten zapach!

- dodała Mirka-Mnie najbardziej wzruszył taniec Młodych - jak w połowie stanęli przed dziadkiem, a ten wstał z wózka i sprężystym krokiem okrążył salę z ukochaną wnuczką. Był tak szczęśliwy, chyba to było największe pragnienie jego serca

_ Od braw huczało, a niejeden wycierał oczy.

- Jeśli chodzi o wzruszenia, to pani Krysia Grzelakowa pobiła rekord. Płakała przy błogosławieństwie, płakała w kościele i przy oczepinach i jeszcze parę razy, gdy wszyscy się śmiali.- pokpiwał Henio

- Pewnie jej się przypomniały trudne chwile z przeszłości.

Najpierw rozległo się pukanie, później wpadła Marii, a za nią Renia. Mała obrzuciła towarzystwo chmurnym wzrokiem, przytuliła się do matki i nie chciała rozmawiać

- Siadaj, ciocia, już ci robię herbatkę - zerwał się Henio.

- Nie, nie, dziękuje- Staszek wstał jakiś połamany, narzeka, że go wszystko boli. A Julki już nie ma, wczoraj pojechała tam, w wasze strony, w gościnę do rodziców Władka.

Adam odprowadził sąsiadkę na ganek.

- Bardzo ci dziękujemy, Reniu; idź zajmij się mątem. Jeśli pozwolisz, to za jakiś czas wpadniemy; ja go zbadam, a żona nakarmi weselnymi przysmakami. Wszystko będzie dobrze!

Młodzi odjeżdżali bardzo kontenci, jednakże gdy matka zapytała, kiedy znów przyjadą - terminy były odległe.

- Bo widzisz, mamo, zanim zacznie się sesja zaplanowaliśmy z Klaudią imprezę dochodową.

- Do tej pory pomagał mi brat, teraz wygląda na to, że przybędzie nowy pomocnik - rzekła uśmiechając się słodko do chłopaka.

- Chcecie zarobić? Co to za impreza?

- Mam już trochę doświadczenia, działamy z księżmi z duszpasterstwa akademickiego , zbieramy pieniądze na dożywianie dzieci, które przychodzą do naszych świetlic. My działamy na Kazimierzu i przyległym Stradomiu, ale problem jest w całym mieście

- Myślę, ze w całym kraju.

- Tak wymyśliliśmy, ze teraz byłaby to dyskoteka z inscenizacją - Strażackie Wesele. Rok temu było coś takiego, ale z Góralskim Weselem. Bilety sprzedaliśmy na pniu! - opowiadała Klaudia.- gdy czekali na pociąg

Po wielu chmurnych, deszczowych dniach, nareszcie przyszły dni prawdziwie lipcowe - ciepłe i słoneczne.Mirka, w skąpym stroju, przechadzała się po ogrodzie podziwiając, wyjątkowo dorodne warzywa. Pod dom podjechał samochód. Z ogromnym zdziwieniem rozpoznała Przemka Żeligę.

- No witam serdecznie pana dziadka! Moje gratulacje! - wyciągnęła rękę do niespodziewanego gościa.

- Adama tylko patrzeć. Pojechał z małą na badanie kontrolne, po przeziębieni. Może też zajdą na lody.

- Tym razem mam interes do Henia.

- O, to będzie ciężko; jest wychowawcą na obozie, a od pierwszego jedzie na praktykę do Warszawy, do konsulatu angielskiego. Aż!~- mówila z ożywieniem obserwując bardzo smutną twarz gościa.

- Co z tobą, jakieś kłopoty ze zdrowiem? - pokręcił głową.

- Mała niedomaga?

- Nie, wszystko w porządku.

- Natalka choruje?

- Chyba nie - odrzekł ponuro.

- Jak to - chyba? Nie kontaktujecie się?

- Natalka zostawiła dziecko i wyjechała ze starym dziadem gdzieś w Polskę - odrzekł ledwo dosłyszalnie.

- Zostawiła? Ale wam zostawiła? Dziecko ma opiekę?

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania