upiekłam chleb

nóż ześlizgnął się

po skórze

krew wypłynęła cienką kreską

 

patrzę jak spływa do dłoni

dawno nic

nie było tak moje

 

nie chcę być tylko tą

która podaje chleb

 

kiedy ciebie spotkam

i usiądziemy przy stole

poczuję najpierw zapach

twojej skóry

 

ciepły chleb wystygnie między nami

 

będę słuchać

jak przesuwasz palcem po brzegu szklanki

jak przełykasz ślinę

 

zadrży ci dłoń

tuż obok mojej

 

pod stołem

nogi wrosną w podłogę

 

organy zmienią miejsca

 

a nad stołem

strach przed lekkością

 

że wystarczy jedno twoje spojrzenie

żebym przestała mieścić się w sobie

 

żeby skóra puściła na szwach

i żebym wyleciała z niej

tysiącem ciem

 

które uderzą o sufit

i nie znajdą już

drogi z powrotem

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Grafomanka godzinę temu

    Nie no, to jest piękne... i nawet metafory jednej nie potrafię wybrać, bo tutaj co wers to taka, że serce klęka... Nie wiem, to chyba najlepszy Twój wiersz... a może tylko mnie tak trafił 10!

  • Polaroid

    A ja wybieram.

    "patrzę jak spływa do dłoni
    dawno nic
    nie było tak moje".

    I podziwiam.

  • Aisak

    Jutro Światowy Dzień Chleba...

  • piliery

    Czytałem kilka razy. Wiersz tak bardzo kobiecy, że w jego pozornej paplaninie, najpierw zgubiłem metafory a są - piękne. W poincie moim zdaniem lepiej by brzmiało >drogi powrotu<

  • Tysiącem Ciem ! haha :)

  • Diabelskie Muskuły

    Dostaniesz za to Kapciem !

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania